Tag: volkswagen

Arteon znaczy marudny.

Ludzie i większość czytających ten tekst, tak jakby nie byli ludźmi, myśli że pisanie o samochodach to wyjątkowo łatwe zadanie. To prawda, to lekkie zajęcie. Z jednym wyjątkiem, faktycznie nie jest wcale trywialne. Ja wiem, że każda z grup zawodowych powie, że ma najgorzej i musi się zwyczajnie zaharowywać. Nie zmienia to faktu, że ta kolumna zapewnia mi nieco wolności… Read more →

Emisja spalin to najmniejszy problem współczesnych Volkswagenów.

Chyba wszyscy, nawet ci niezwiązani i niezainteresowani motoryzacją, dowiedzieli się, że Volkswagenowi omsknęło się koło. Część klientów chciała zwrócić samochody, a specjaliści podnieśli larum. Szczerze mówiąc współczuję marce i innym, bowiem dotyczy to również konkurencji. Wiadomo, kto jest bez winy niech rzuci kamień, i tak dalej. Aczkolwiek jest kilka kwestii, które wyszły przy okazji tej afery. Po pierwsze diesle nie… Read more →

W tym samochodzie albo popełnisz samobójstwo albo będziesz najszczęśliwszy na świecie.

Jeśli oglądacie premiery najnowszych samochodów lub bywacie na światowych targach motoryzacji to poza samochodami oraz skąpo ubranymi kobietami dostrzeżecie szefów wielkich koncernów. Z kim się na ogół kojarzą? Z nierozumiejącymi potrzeb klientów liczykrupami, którzy odziani są w za ciasne garnitury. Ale spójrzcie tylko na Stephana Winkelmanna z Lamborghini. Wygląda bardziej jak model. Luca di Montezemolo mógłby obdzielić charyzmą wszystkich szefów… Read more →

A zwycięzcą konkursu na najmniej sportowy samochód zostaje…

Jakiś nieodległy czas temu miałem możliwość dłuższego obcowania z radiem. Nie w sensie prowadzenia tudzież pobytu w studio. Również nie chodzi o muzykę, na którą niegdyś utyskiwałem. Tym razem to reklamy. Ja już pomijam te związane z przemysłem farmaceutycznym. Po jednym segmencie każdy facet z pewnością poczuje bóle menstruacyjne. Swoistą perełką jest ta, w której prezenter dyskretnie mówi o żylakach… Read more →

To powinno być zabronione. Na szczęście nie jest.

Podobno żyjemy w wolnym kraju i nie chodzi mi tu bynajmniej o tempo zmian. Udało się nam żyć w kawałku świata, który ma jakąś wolność, jakkolwiek by tego pojęcia nie zdefiniować. Ale spróbujcie coś tylko zrobić to za chwilę zjawi się ktoś z długopisem i notesem do wypisywania bilecików z określoną kwotą. Powiedzenie, że wszystko jest zabronione to spore nadużycie,… Read more →

Jak to dobrze być singlem. Ewentualnie deblem.

Zacznijmy dzisiejsze wywody dość karkołomnym stwierdzeniem, że najlepsze co spotkało motoryzację to Europa. Nie ma drugiego takiego kontynentu, na którym byłoby tylu fanów motoryzacji oraz taka ilość producentów, którzy produkują wspaniałe samochody. Ktoś zaraz powie, że przecież są jeszcze Stany Zjednoczone oraz Azja. Ale w Ameryce najlepiej sprzedają się samochody z kraju Kwitnącej Wiśni, więc sami Jankesi nie bardzo wierzą… Read more →

Pojedynek na legendarność.

Zdaje się, że świat oszalał na punkcie ekologii. Dzisiaj wszystko musi być przyjazne dla środowiska i nie testowane na zwierzętach. Obrywa się nie tylko motoryzacji, ale koło zatoczyło się już w kierunku chyba wszystkich dziedzin życia. Nawet sklepy sprzedające zdrową żywność muszą być wykonane z gliny i bambusów, które same upadły by spełniać odpowiednie standardy. Od kiedy zdrowy, smażony boczek… Read more →

Coś dla sześćdziesięciopięcioletniego chuligana.

Klasyka to coś, co jest uznawane za najważniejsze dokonanie dla swojego gatunku. Jak chociażby samochody z klasycznym napędem, czyli silnik z przodu i moc przenoszona na tylne koła. To rozwiązanie pojawiło się już u zarania motoryzacji. Jeśli wziąć pod uwagę osiągi również sprawdza się o wiele lepiej. W końcu podczas przyspieszenia przednia oś jest odciążana a przez to tył zyskuje… Read more →

Ciepły, lekki wiatr o umiarkowanej sile.

Nie jestem podatny na reklamy. Przynajmniej tak lubię myśleć, chociaż to podobno świadczy o czymś zupełnie przeciwnym. Nie wiem kto ma najlepsze kampanie reklamowe, aczkolwiek pamiętam pojedynek na billboardy Audi, Mercedesa, BMW i subtelną odpowiedź Bentleya. Ostatnio jednak jadąc samochodem i słuchając radia usłyszałem reklamę Volkswagena. Wszystko było w niej doskonałe. Tekst i to jak został on wypowiedziany. Prawdę mówiąc… Read more →

Właściciela zadowolę, jego żonę, księgowego. Ja was wszystkich zadowolę.

Wszyscy narzekamy na zniewieścienie czasów. Mężczyźni są teraz metro, a kobiety noszą spodnie. Podobnie jest z samochodami. Coraz mniej jest twardych pojazdów, które zniosą wiele. Ich miejsce głównie zajęły podniesione kompakty z napędem na jedną oś zwane suv’ami. Okazuje się, że jednak nie wszystkie dinozaury wyginęły.

Szczerze mówiąc do tej pory rynek pickupów był mi obojętny. Lekkie zainteresowanie wzbudzał Dodge Ram, ale to za sprawą silnika od Vipera. Rzecz w tym, że tak naprawdę nigdy nie potrzebowaliśmy samochodów o tym nadwoziu. Jasne, były VW Transportery z paką, ale raczej wykorzystywane przez firmy budowalne zamiast przez mafijne rodziny do przewozu zwłok.

Jednak zmiany legislacyjne otworzyły zupełnie nowe możliwości. Możliwość odliczenia i zyskania paru złotych zaowocowała całym gronem samochodów z otwartym tylnym bagażnikiem. Hilux, Ranger L200 i Navara mimo swojej ramowej budowy udowadniały, że mogą być pojazdami rodzinnymi, terenowymi z dodatkowym bonusem. Nie były również spartańsko wyposażone ani wykonane ze sklejki czy ceraty. Współczesne pickupy oddaje się do samochodowego spa, a nie myje szlauchem z zimną wodą.

Nie wiem, czy nasze przepisy tak podziałały na Volkwagena, że postanowił uraczyć nas swoją interpretacją pickupa. Nazywa się Amarok i jest produkowany w Argentynie i Niemczech. Pierwszym drobnym zgrzytem jest oznaczenie. Może ktoś przekombinował ale BiTDi nie brzmi zbyt dobrze. Nie wiadomo czy odnosi się do możliwości tankowania zarówno benzyny jak i diesla, czy łóżkowych preferencji właściciela. W końcu gdyby chodziło o podwójną turbosprężarkę pokuszono by się o podniesienie TDi do kwadratu. To pozwalałoby wygrywać każdą barową licytację i wzbudzałoby żal posiadaczy wszystkich o zwykłym oznaczeniu, a tak co najwyżej traficie na coroczną paradę miłości.

Pierwsze co się rzuca w oczy to wielkość. Amarok w każdą stronę kładzie na łopatki nawet nową klasę S. Na początku to zaskakuje, ale po chwili idzie się przyzwyczaić. Nie jest to auto miejskie ani „elka”, ale radzi sobie między wieżowcami. Tak naprawdę to zapewnia świetny komfort psychiczny. Można pruć bez obaw, że ktoś nam zajedzie drogę. Przed takim mastodontem wszystkie inne pojazdy spuszczają maski na reflektory i kłaniają się zderzakami do samej ziemi. Amarok ma szacunek ludzi ulicy.

Poza wielkością trzeba przyznać, że jest ładny i to nie tylko jak na samochód o użytkowym charakterze, ale w ogóle. Dodatki w postaci orurowania i reflektorów na dachu z edycji Canyon dają pewność, że poradzi sobie nawet w Dakarze. Z miejską dżunglą rozprawia się bez trudu.

Wnętrze również pozytywnie zaskakuje. Całkiem dobre materiały i bogate wyposażenie nie dają odczuć obcowania z czym co zostało stworzone do przewożenie cementu i cegieł. Nie siedzi się tutaj jak na taboretach, a wygodnie jak w osobówce. Tylko wyżej. W sumie to można zaglądać przez okna dachowe do samochodów stojących na sąsiednim pasie.

Od czasu debiutu silnik wzmocniono, teraz ma 180 koni i dołączono ośmiobiegowy automat. Ten jednak nie występuje z reduktorem. Za to wersja ze standardową skrzynią o sześciu przełożeniach i napęd na cztery koła nadają Amarokowi cech górskiej kozicy. Na co dzień jest wystarczająco stabilny, również z prędkościami autostradowymi. W terenie „arktyczny wilk” pokazuje, że daleko mu do bulwarówki. Wywodzi się niemal w prostej linii ze szczerych i prawdziwych terenówek. Jest poważny i mechaniczny. Blokowane dyferencjały pozwalają wyjść cało i z twarzą z 99% procent opresji, chyba że jesteś offroaderem zatapiającym samochód w każdy weekend.

Jeśli prowadzicie firmę budowlaną to Amarok wjedzie niemal w każde miejsce, a kolekcjonerów ucieszy największa w klasie przestrzeń ładunkowa mieszcząca nawet standardową paletę. Musicie tylko uważać przy zawracaniu, promień skrętu przypomina bardziej lotniskowiec niż samochód.

Poza tym jazda pickupem Volkswagena przypomina prowadzenie innych samochodów koncernu. Jest wystarczająco cicho, wnętrze jest przyjemne, a normalna jazda bez szaleństw nie rodzi większych obaw. Jakby bonusem są spore możliwości terenowe i ogromne możliwości ładunkowe. Poza tym to prawie normalna osobówka.

Amarok w wersji Canyon startuje od 135 tyś. netto. Bez tej opcji jest tańszy o dwanaście tysięcy. Z jednej strony to koszty kompletnie wyposażonego miejskiego suv’a chociaż Tiguan o podobnej mocy kosztuje właściwie tyle samo. Tutaj jednak otrzymujemy prawdziwego twardziela, wojownika, którym można pojechać na koniec świata, a to w dzisiejszym świecie rzecz niemal bezcenna.