Tag: rs

Chce grać w ostrym porno, ale jest wstydliwy niczym Tomasz Terlikowski.

W minionym tygodniu napłynęło morze nowych informacji statystycznych o społeczeństwie. Po pierwsze, prawie nikt nie czyta książek, co jest dziwne, ponieważ są całkiem tanie. Jedna kosztuje kilkanaście złotych, co jak na rok wydaje się sumą niewygórowaną. Druga też nie jest zbyt pokrzepiająca, chociaż prawdopodobnie zależy to od mentalności. Wzrosło spożycie alkoholu. Tak, pijemy coraz więcej. I zdaje się, że wiem… Read more →

Megane Trophy jest jak „Zły”. To prawie zupełnie jak mój spaniel.

Częstym słowem używanym przeze mnie w tej rubryce jest postęp, czyli szeroko pojęty rozwój i doskonalenie. Podobnie jest z samochodami. Dopiero przejrzenie katalogów czy albumów z dawnymi automobilami uzmysławia, że z tymi współczesnymi łączy je jedynie obecność silnika i okrągłe koła. Mamy zatem bezpiecznie nadwozia oraz zaawansowane podwozia, dzięki którym pojazdy prowadzą się wyśmienicie. Ale chyba nic nie wpływa tak… Read more →

Kiedy będę starym chłopcem.

Nie wiem jak część czytających niniejszą rubrykę, ale zbliżając się do końca roku ewidentnie czuć już oddech następnego. A to ni mniej ni więcej oznacza kolejną cyfrę w waszym życiorysie. Nie ważne, że macie urodziny za dobrych kilka miesięcy, rocznikowo jesteście już starsi. Ale nie martwcie się, nie tylko wy. Sam zaczynam powoli odczuwać upływ czasu. I bynajmniej nie wiąże… Read more →

Czasem warto dmuchać świeczki.

Większość na tym świecie uwielbia urodziny. Ja ze swoim cynicznym podejściem do życia staram się być w uprzywilejowanej mniejszości. Dlaczego uprzywilejowanej? Traktujesz dzień urodzin jak każdy inny. Nie tracisz czasu ani pieniędzy na zbędne przygotowania. Nie jesteś zmuszony do wysłuchiwania jednakowych formułek zwanych szumnie życzeniami z ręką ociekającą potem. Wszyscy nagle sobie o tobie przypominają. Nic to, że nie widzieliśmy… Read more →

Niespełnione obietnice, czyli Skoda pełna sprzeczności.

To co trzyma fanów motoryzacji przy ślinieniu się na widok każdego intrygującego samochodu to emocje. Sposób, w jaki się czujemy obcując w nową zabawką. Bo to taka trochę zabawka dla wyrośniętych dzieci. W końcu po co nowy model 911-tki, gdyby w części z nas przynajmniej nie tkwił siedmiolatek w czapeczce z obdartymi kolanami. A zawistni niech mówią sobie co chcą… Read more →

Ciąg dalszy nastąpił.

W zasadzie nic nie stałoby na przeszkodzie, aby odnieść poprzedni felieton do dzisiejszego bohatera. Ale jako, że generalnie nie zaczyna się od końca, a od początku, potok słów wstępu musi być.

Mimo lawinowo rosnącego popytu na samochody sportowe i ich wysypu jeśli chodzi o nowe modele, nie trafiają one masowo pod strzechy garaży. A żeby być precyzyjnym w ciepłe miejsca zwane klimatyzowanymi i ogrzewanymi pomieszczeniami, gdzie spędzają większość czasu, doglądane i dopieszczane.

Jeśli nie chce się sprzedawać żony i dzieci nie jest łatwo mieć wolnych kilkaset tysięcy tylko po to, żeby spełnić marzenia sześcioletniego chłopca, który gdzieś tam drzemie lub zaspokoić czysto egoistyczne pobudki związane z pewnymi ograniczeniami w działaniu określonych części ciała po przekroczeniu czterdziestki.

Dlatego też producenci w latach osiemdziesiątych zapoczątkowali trend pod postacią szybkich hatchbaków. Idea i przepis były proste. Brało się niewielki samochód rodzinny, wówczas najczęściej kompakt, rasowało nieco podwozie, wkładało agregat o zbyt wielkiej mocy, dodawało parę listew i plastikowy, niespełniający żadnego poza wizualnym zadania spojler i obowiązkowo naklejkę na przednią lub tylną szybę. Obowiązkowe były również aluminiowe felgi, wtedy rarytas, oraz skromny emblemat mówiący, że to nie pospolite toczydełko jakich wówczas wiele, a coś czemu bliżej do Ferrari i Porsche.

Rozpoczęła się era GTI, GSi, ST, RS i masy innych niewiele mówiących skrótów. Kiedyś traktowane jako zbędna i nierentowna fanaberia, realizowana przez inżynierów po godzinach, dziś obowiązkowy element gamy modelowej niemal każdego producenta.

I prawdę mówiąc ta fanaberia to jedno z najwspanialszych zjawisk na świecie, nie tylko pod względem motoryzacyjnym. Bowiem za cenę względnie dobrze wyposażonego kompaktu lub modelu klasy średniej otrzymujemy samochód o oczko mniejszy z mocnym silnikiem. To sprawia, że wciąż możemy cieszyć się rodzinną sielanką, a po godzinach śmigać między zakrętami. A gdy mamy szczęście nasz sportowy hatchback niewiele wizualnie różni się od samochodu rajowego, co jest warte każdych pieniędzy.

Tym tropem poszło również Renault. Wszystko bodajże zaczęło się od modelu 5 w wersji Turbo. W samochodzie niewiele większym niż budka dla ptaków i lżejszym od piórka pracowało 160 koni mechanicznych. Następnie było pierwsze Clio o nieco mniejszej mocy, co w pełni wynagradzała wersja Williams.

Druga generacja oczywiście była odrobinę szybsza i mocniejsza. Wtedy jednak pojawił się przybysz z kosmosu. Otóż ktoś wpadł na pomysł, żeby z małego miejskiego autka pozbyć się kanapy z tyłu. Nie była to jednak wersja odchudzona, bowiem jej miejsce zajęło trzylitrowe V6 z Laguny. Dodatkowo napęd na tył sprawiał, że było mu bliżej do 911 niż do jakiekolwiek innego samochodu.

Trzecia generacja miała kremowy, wysokokręcący się silnik o mocy 200 koni mechanicznych. A to wraz z zawieszeniem Cup dawało małego, ale dzielnego torowego potworka.

Sami zatem widzicie, że mając takie doświadczenie, takich bohaterów nie sposób popełnić błąd. A jednak.

Małe turbo brzmi średnio. A najgorszą rzeczą jest możliwość włączenia dźwięku z głośników, które naśladują brzmienie Nissana GTR, Alpine 110 czy R8 Gordini. Ma wyświetlacz cyfrowy, co jest plusem dla urodzonych w latach 70-tych i 80-tych. Tyle tylko, że zanim  jest wielgachny wskaźnik poziomu paliwa. Chyba tylko z celu rekompensaty mniejszej pojemności. Na drodze zachowuje się dobrze, ma wysoko postawiony poziom przyczepności, ale mimo to nie podnosi ciśnienia jak poprzednik. W pewnych momentach skrzynia biegów nie dotrzymuje kroku silnikowi. A propos skrzyni, zamiast manuala pojawiła się dwusprzęgłówka. Łopatki są wprost ze wcześniej wspomnianego japońskiego Goliata, co jest miłym dodatkiem. Cena jest odrobinę wyższa od poprzednika, tyle tylko, że w czasie jazdy ma się ciągle uczucie, że gdyby Renault zrezygnowało z zaprojektowania takiej skrzyni biegów na rzecz tradycyjnej i umieściło ewolucję silnika z dawnego modelu efekt byłby o wiele lepszy. A tak mamy pewien niedostatek w relacji. To tak jakby wasza żona była biseksualna, ale nie zgadzała się na trójkąt z nami i nową przyjaciółką.

Innymi słowy nowe Clio RS jest ciągle dobry samochodem, tyle tylko, że nie sportowym. To różnica jak wakacjami na południu i północy Francji.