Tag: seat

Kto pod kim dołki kopie.

Długo się zastanawiałem w jaki sposób zespoić każdorazowe dywagacje z konkretnym bohaterem felietonu. Niestety, wena sprzedawana w litrowych butelkach staje się ciężko osiągalna, w końcu adwent, klauzula sumienia i tak dalej. Zatem polegając li tylko na cukierkach z niskoprocentowym nadzieniem starałem się znaleźć jakiekolwiek powiązanie pomiędzy nowym Seatem Leonem w wersji Cupra 280 a czymkolwiek innym. Jedyne na co udało… Read more →

W tym sezonie wakacyjnym Praga jest lepsza od Ibizy.

Jeśli wierzyć rankingom to najchętniej kupowane są samochody segmentu B, czyli generalnie miejskie, przed którymi stawiane są mimo wszystko warunki ponadprzeciętnej uniwersalności. Do tej pory wybierając samochód do każdego zadania, który ma odpowiedni znaczek kierowałeś się do salonu Volkswagena, kupując Polo. Coś co ma wyjątkowo dobre właściwości jezdne? Fiestę. Coś, dzięki czemu poznasz nowych kolegów wśród mechaników? Francuza albo Włocha.… Read more →

Nie jestem Golfem, uświadom to sobie.

Chyba ciągle mamy kryzys i to pomimo odwołania go przez miłościwie nam panującego. Faktem jest, że branża motoryzacyjna pewnie będzie jeszcze jakiś czas zmagać się z demonem dusigrosza, ale w końcu od czego są księgowi. Tam się da gorszy materiał, tu wytnie, tam skasuje markę i bilans wyjdzie na plus.

O wiele lepiej radzą sobie inżynierowie. Dzięki unifikacji i możliwości żonglowania częściami na przestrzeni różnych firm, koncern może na jednej platformie budować całą gamę modelową.

Weźmy przykład z grupy VAG. Audi, Bentley, Bugatti, Lamborghini, Porsche, Seat, Skoda i oczywiście VW. Ducatti mimo, że włoskie też jest ich. To rodzi pole do kreatywności. Stare Audi A4 B7 pod płaszczykiem nowego Seata Exeo. Octavia, Leon, Jetta i Golf to właściwie to samo. W końcu jest taniej.

Tyle tylko, że gdzieś zapodział się duch każdej z marek. Niby VW ma lepsze materiały, ale jakoś tak czasem nie widać sensu w dopłacaniu. Skoda miała być tanią marką, a tym czasem goni w cennikach każdy matczyny model.

W końcu Seat. Jakiś czas temu reklamowany jako „Auto emocion”, dzisiaj już chyba wcale. Jeszcze dziesięć lat temu Hiszpanie kombinowali i coś im wychodziło. Pierwszy Leon Cupra zapewniał sporo przyjemności. Później zabrnęli w vanopodobne auta dla kapeluszników. Owszem, miały po nawet 265 koni mechanicznych, ale wszystkie wyglądały tak samo źle jak Altea. Przód był nie do odróżnienia, a na tył szkoda było patrzeć.

Teraz jednak przyszło nowe. Seat albo Volkswagen zwarł szyki i postanowił ostatni raz zawalczyć o hiszpańską markę. Podobno nowy Leon jest ładnym samochodem. Już miałem się o tym przekonać, gdy podstawiono Ibizę. Wszystko dobrze, ale miał być kompakt. Ludzie, co się okazuje. Nowy Leon to Ibiza. Na sterydach. Przód jest identyczny. Z tyłu lampy są nieco bardziej spłaszczone. Innych różnic nie ma.

Cała sylwetka i koncepcja może się podobać. Wielka szkoda, że zabrało chociaż jednej konkretnej rzeczy, dzięki której można by odróżnić oba samochody. Nie ma sensu dopłacać blisko dziesięciu tysięcy, chyba, że się lubi wyglądać na pokąsanego przez pszczoły. Jak widać pewnie rzeczy się nie zmieniają, a Seat funduje powtórkę z rozrywki.

Są drobne zmiany we wnętrzu, chociaż całość tonie w morzu czarnego plastiku. Dla mocno obeznanych w nowym Golfie widać również miejsca, gdzie przyoszczędzono. Lubiący gubić klucze będą bardzo zadowoleni ilością schowków do przeszukania. Ponownie nic się nie marnuje, wskaźniki są dziwnie znajome, pewnie Audi miało nadmiar na magazynie.

Ewidentny plus to wyposażenie. Siedem poduszek, asystent pasa ruchu, system multimedialny to niemal przedsionek klasy premium.

Pewne różnice w stosunku do Golfa, Octavii i A3 są w prowadzeniu. Konkurenci z tego samego koncernu jeżdżą bardziej komfortowo, lepiej tłumią nierówności. Co prawda Leon niby prowadzi się bardziej z pazurem, ale ciężko to wyczuć. Tylna belka skrętna nie poprawia wizerunku samochodu z zacięciem sportowym. Golf z tym silnikiem ma już wielowahaczowe zawieszenie mimo małej różnicy w cenniku.

Na obronę Leona można zapisać to, że jest zwinny i lżejszy od poprzednika, a system przyhamowania wewnętrznego koła w zakręcie sprawdza się całkiem dobrze.

Skromna jednostka pod postacią silnika 1.4 TSI i mocy 122 koni mechanicznych to stary znajomy. Nic w tym złego bowiem zapewnia dość dobre osiągi niepoparte nadmiernym opilstwem.

Do tej pory bycie nie Golfem wiązało się z pewną gratyfikacją. I tak można by sądzić, gdyby nie cennik VW. Podstawowy Golf  z tym samym silnikiem kosztuje o całe 114,5 zł mniej niż Leon. Co prawda nie ma kilku gadżetów z Seata w standardzie, ale sam fakt już o czymś świadczy.

Czy nowy Leon wart jest kupienia? Jeśli nie chcesz innego samochodu z koncernu to z pewnością tak. Inaczej zbyt mało jest zmian w stosunku do Golfa czy Octavii, a tak ostatnia potrafi być mocniejsza za mniejszą cenę. Zdecydują niuanse i osobiste preferencje, jednak Leon nie ma wyraźnych przewag na tle konkurentów. Dobrze opisuje go stwierdzenie wiele rzeczy dobrze, ale nic najlepiej, a to już spora wada.