Tag: kia

A moja Kia ma siedem lat gwarancji. I jest fajniejsza niż BMW.

Może wyda się wam dziwne co powiem, ale zupełnie nie śledzę wydarzeń motoryzacyjnych czy też premier nowych samochodów. Co jest szczególnie nietypowe dla kogoś, kto o tym pisze. Po pierwsze mamy jakąś nowość co pięć minut. Po drugie, są niezmiernie nudne. Pewnie będzie to nieco na wyrost, ale żyjemy w czasach, kiedy wszystko już było. Jednak najgorsze jest, że wiemy… Read more →

Jest super, chociaż ma cellulitis i zawiera gluten.

Nie będę specjalnie odkrywczy ani oryginalny, jeśli zacznę dzisiejszy tekst tezą, że dawniej wszystko było prostsze. To żaden stetryczały bełkot ani tęsknota za innymi czasami lub też poprzednim ustrojem. Po prostu zwyczajnie wszystko było mniej skomplikowane. Nie było uchodźców, więc bez obaw można było korzystać z metra. W Warszawie było dodatkowe ułatwienie, podziemny transport nie istniał. Zamachy organizowane przez IRA… Read more →

W porównaniu ze starszymi modelami ten jest niezły, ale istnieje sporo powodów, dla których powinieneś wybrać coś innego.

Nie ulega wątpliwości, że poza blaskami codziennego użytkowania waszych czterech kółek są również i cienie. Szczerze mówiąc jest ich sporo. Co jakiś czas, w zależności od intensywności jazdy oraz nacisku na pedał gazu, trzeba zatankować. Przynajmniej chwilowo jest nieco taniej. Poza tym ubezpieczenie, wymiana kół dwa razy w roku, olej oraz inne płyny, w końcu zabiegi kosmetyczne by nie jeździć… Read more →

Temat zastępczy, karnawał, budyń. Wszystko naraz w jednym samochodzie.

Zdaje się, że minione wybory samorządowe nie poszły zbyt dobrze. Nie mam tu na myśli ani wyników ani tym bardziej czasu potrzebnego do ich opublikowania. Chodzi o to, że znaleziono temat zastępczy. Na ogół polityka mało mnie interesuje, a pomysły rządzących nie wytrzymują próby zderzenia z rzeczywistością. Są jednak dziedziny, do których przylegają ludzie niespełna rozumu. Już lepiej by było,… Read more →

Lepsza niż papamobile.

Jeśli wierzyć specjalistom od ruchu drogowego co najmniej 10 procent kierowców kwalifikuje się na ponowne przeszkolenie. Nie chodzi bynajmniej o to, że źle jeździmy, przejeżdżamy pieszych czy jako mężczyźni rozpoznajemy dwa dodatkowe kolory – wczesne czerwone i późne żółte. Po prostu wygląda na to, że nie potrafimy zająć odpowiedniej pozycji za kierownicą. Bo albo za daleko w pozycji wpół leżącej… Read more →

Kijanka nad wodą.

Sezon urlopowy w pełni. Kolejny raz większość z nas wybierze się w sobie dobrze znane miejsca. Będziemy się kisić w pokojach bez telewizji bo jak zwykle będzie padać. Jeśli już się trafi ładniejszy dzień to wszyscy wygłodzeni słońca wylegną na plażę, a co za tym idzie poznacie organoleptycznie sąsiadów z pokoju obok. Co rusz będziecie obrywali dmuchaną piłką lub wkładali… Read more →

Pierwsza gorąca Kia bez kropki nad „i”, czyli jak dbać o plomby i hemoroidy.

Wiem, że było już o tym sporo, ale również dzisiejszy artykuł będzie sponsorowało przez słowo postęp. Bo tak naprawdę to został wynaleziony w Europie. Prawdę mówiąc wszystko ma swój początek na Starym Kontynencie. Nawet Ameryka. A przede wszystkim samochód.

Tak naprawdę to każda klasa pojazdów jest zdominowana przez europejskie wytwory. No może poza amerykańskimi pikapami, które są… amerykańskimi pikapami. Pewnie dlatego, że mamy drogi i nie musimy przewozić z sobą całego arsenału, a nasze piwo ma w sobie alkohol.

Każdy inny segment jest zdominowany przez rodzime produkty. Mimo, że są robione w Chinach. Ale Golf, Mondeo, Seria 5 czy Klasa S to niedoścignione wzory. Nawet auta sportowe są niczym zasiadający na Olimpie możni władcy czy bogowie. Pomijam GT-R, on jest z pewnością z innej planety.

Każdy test, w którym brał udział produkt z pozostałych kontynentów był mieszany z błotem. Nie tyle dla zasady, co po prostu pod prawie każdym względem był beznadziejny. Ich jedynym plusem była niewygórowana cena sięgająca dwóch trzecich europejskich odpowiedników.

Takim producentem była Kia startująca w 1990 roku. Kto pamięta modele Pride, Shuma, Rio czy Retona wie jak były beznadziejne pod każdym względem. Tragicznie wykonane z materiałów, które my Europejczycy wrzucamy do koszów przeznaczonych na segregowany plastik.

Zdawać by się mogło, że tak stan rzeczy będzie wieczny. Dobre samochody europejskie i beznadziejne koreańskie dla antypasjonatów motoryzacyjnych. Jednak sprawy dzisiaj dla Kia Motors, wchodzącej w wiek chrystusowy wyglądają zupełnie inaczej.

Producent zaczął zatrudniać specjalistów ze Starego Kontynentu i zrobił się na tyle pewny, że otaczał swoje nowe i lśniące samochody siedmioletnią opieką. Albo wygrał w megakumulacji i może pozwolić sobie na milionowe odszkodowania albo auta ze znaczkiem Kia na masce zaczęły być dobre.

Czas od premiery pierwszego Cee’d’a pokazał, że jest całkiem dobry, a żeby przekonać do siebie jeszcze większe grono klientów i sympatyków motoryzacji właśnie na rynek wypuszcza pierwszego gorącego hatchbacka. Powitajcie wszyscy Kię Pro_Cee’d GT.

Bazą jest trzydrzwiowa wersja koreańskiego kompaktu wzbogacona o nowe zderzaki, grill, lampy do jazdy dziennej i podwójną końcówkę wydechu. Niby niewiele, ale samochód wygląda atrakcyjniej. Gorzej jest we wnętrzu. Co prawda jest ergonomiczne i dobrze wykonane, ale jest tu ciemno niczym w krypcie. Podobnie jest u konkurencji, ale szkoda, że stylistom zabrakło nawet odrobiny odwagi. Wyróżnia się jedynie czerwony znaczkiem GT na kierownicy i fotelami Recaro.

Co jest beznadziejne to wyświetlacz. Prędkość pokazuje cyfrowo, co jeszcze ujdzie. Wkurzają natomiast boczne wskaźniki od turbo i Nm, które ciągle się ruszają i odwracają uwagę, dlatego lepiej nie wciskać przycisku GT na kierownicy.

Kia określa nowy model jako jej pierwszy zorientowany na osiągi samochód. I coś w tym jest, chociaż stara Honda Civic Type-R słabsza o cztery konie mechaniczne rozpędza się do setki o blisko sekundę szybciej. Winę za to ponosi masa, blisko półtorej tony jak na kompakt to jednak odrobinę za dużo. Zatem nie jest to do końca gorący hatchback ale z pewnością ciepły. Ze względu na relatywnie skromną pojemność być może Kia jest bardziej konkurencją dla Peugeota 308 niż dla bardziej dorosłych dwulitrówek od Forda, Renault czy VW, tym bardziej że są sporo mocniejsze.

Silnik nie jest do końca ostry i responsywny jak można by oczekiwać o samochodu z tego segmentu. Dźwięk też nie ma nic z prychających i parskających motorów szybkich Mini.

Jeśli chodzi o nastawy zawieszenie to tutaj również jest mniej sportowo niż u konkurencji. Owszem, Pro_Cee’d GT ma wiele przyczepności i jeździ czysto, ale również sporo tu komfortu. Trochę to rozczaruje kierowców z rajdową żyłką, zwłaszcza po przeczytaniu zmian jakie producent wprowadził w podwoziu. Jest jednak bardziej przyjazny dla kogoś kto użytkuje samochód na co dzień, nie wie co to apex i nie chce ryzykować zbyt częstych wizyt u dentysty celem wymian plomb lub pękniętych hemoroidów.

Jednakże jest kilka problemów. Barierą jest cena. Co prawda wyjściowe 93 tysiące brzmią jak okazja, Focus i Golf są droższe odpowiednio o 20 i 10 tyś., ale Megane RS jest raptem o średnią krajową. Poza tym to kwestia myślenia, blisko duża setka to jakby za drogo na koreański samochód, nawet mający ponad dwieście koni.

Samochód również cierpi na brak emocji, a sama Kia chyba do końca nie wiedziała jak zrobić sportowe auto. Niby jest mocny i poprawiony, ale w porównaniu z konkurencją wyraźnie brakuje mu charyzmy i pewnego ostatniego sznytu. Jest jak „i” bez kropki.