W porównaniu ze starszymi modelami ten jest niezły, ale istnieje sporo powodów, dla których powinieneś wybrać coś innego.

Nie ulega wątpliwości, że poza blaskami codziennego użytkowania waszych czterech kółek są również i cienie. Szczerze mówiąc jest ich sporo. Co jakiś czas, w zależności od intensywności jazdy oraz nacisku na pedał gazu, trzeba zatankować. Przynajmniej chwilowo jest nieco taniej. Poza tym ubezpieczenie, wymiana kół dwa razy w roku, olej oraz inne płyny, w końcu zabiegi kosmetyczne by nie jeździć czymś co przypomina tył furmanki. Czasem zdarzą się drobne naprawy, ale przy dzisiejszej komplikacji budowy najpewniej zamiast otworzyć maskę wykręcacie numer do lokalnego dilera.

Sprawa się komplikuje, naprawdę komplikuje, w przypadku prostych rzeczy. No bo gdy masz wymienić przepaloną żarówkę, która w pobliskim sklepie kosztuje kilka złotych, budzi się w tobie instynkt mechanika. W końcu zamiast zostawiać samochód na pół dnia i pić namiastkę czegoś, co nazywają kawą, wystarczy odrobina męskości. Wymienisz żarówkę, zaoszczędzić czas, pieniądze i zyskasz w oczach swojej kobiety.

Jest jeszcze coś. Zostaniesz doprowadzony do granic pasji, odkryjesz w sobie znajomość dawno niesłyszanych przekleństw, stworzysz zupełnie nowe związki frazeologiczne, gdzie na dwa słowa użyjesz trzech niecenzuralnych aż w końcu rozpłaczesz się jak mała dziewczynka, której właśnie upadł na chodnik lód z wafelka.

Są różne ludzkie uszczypliwości, ale dla inżynierów projektujących reflektory powinno być specjalne miejsce w motoryzacyjnym piekle. Pomijając kierunkowskaz masz trzy różne żarówki, każda montuje się w inny sposób. Jedną musisz wypiąć, drugą wcisnąć i przekręcić a do trzeciej w ogóle się nie dostaniesz, chyba że masz palce grubości najcieńszych kabanosów. Ja wiem, to pewnie dlatego, żeby jakiś imbecyl nie zamontował H7 w miejsce świateł postojowych, ale na litość boską, nie chwaląc się mam wyższe wykształcenie i potrafię czytać. Rozróżniam też kształty. Rozkładam jednak ręce, gdy okazuje się, że żeby wyciągnąć żarówkę trzeba to zrobić również z kabelkiem. Pewnie część z was robi to z zamkniętymi oczami, ale większość zrobiła to pewnie ze dwa razy w życiu. Dziwię się, że jeszcze nikt nie wpadł by wymienić żarówkę od świateł mijania nie trzeba zdejmować tylnego zderzaka. To zbyt skomplikowane i sprawia, że zamiast kilku minut spędzasz w garażu całe południe miotając wszystkim co znajdziesz pod ręką z zamazanymi ustami, zamiast sączyć spokojnie piwo.

I tym samym przechodzimy do dzisiejszego bohatera. W każdym salonie jest milion modeli. Gdy chcesz kupić rodzinnego hatchbacka na rynku jest ich więcej niż kandydatów do sejmu (rozmyślnie z małej litery). Jeden ma najlepszego diesla w klasie, drugi najobszerniejsze wnętrze, a trzeci nie rozsypie się zaraz po wyjeździe z salonu. Ostatecznie okazuje się, że najwięcej pozytywnych cech ma w sobie niestety albo stety VW Golf, więc po co zaprzątać sobie głowę koreańskimi konkurentami?

Czasy, gdy wnętrze Kii były projektowane z opaską na oczach, wykończone przy użyciu zużytych butelek i zmontowane przez pijanego wielbiciela ryżu minęły. Do stylizacji zatrudnili nawet Petera Schreyera, który jest odpowiedzialny za pierwsze TT, kilka innych Audi i parę Volkswagenów. To sprawia, że kompaktowy Cee’d jest nie tylko całkiem ładny, ale również przyjemnie jest na niego patrzeć. Wygląda nowocześnie i zgrabnie, zupełnie nie jak ubogi kuzyn z dalekiego kraju. Być może dlatego, że jest produkowany na Słowacji.

Wnętrze również zaprojektował ktoś z poczuciem odrobiny gustu. Wygląda nieźle, materiały są dobrze spasowane i dotykając ich nie ma się uczuci obrzydzenia czy poczucia taniości, chociaż podłokietnik mógłby być miększy. Nie zmienia to jednak faktu, że w środku wygodnie zmieszczą się cztery dorosłe osoby, a spragnieni zabawek dostaną kilka, poza tymi najnowszymi, co nie jest już takie nowoczesne.

Europejczycy kochają diesle, więc Kia zaopatrzyła Cee’da również jeden z nich. Jednak daleko mu to konkurencji ze Starego Kontynentu. Ma raptem 90 koni mechanicznych i tym samym zapewnia szybkość przemieszczających się płyt tektonicznych, a dodatkowo jego zakres dostarczania Nm jest wyjątkowo mały. Powyżej 3 tysięcy obrotów w zasadzie nic się nie dzieje, poza nadmierną głośnością i wyższym spalaniem oczywiście.

Jeśli chodzi o zawieszenie koreański producent pomyślał o ludziach z chorymi plecami. Niezależny układ zestrojono wybitnie w stronę komfortu by nawet najbardziej nierówna droga do kręgarza była niczym podróż latającym dywanem, na którym leży puchowa poduszka. To naturalnie źle wpływa na sportowe wrażenia oraz trzymanie się drogi. Prawdę mówiąc na zakrętach buja jak polityk składający obietnice wyborcze. Cee’d w kwestii prowadzenia nawet nie zbliża się do Focusa, ale może to i dobrze, bowiem elektrycznie wspomagany układ kierowniczy jest kompletnie beznadziejny. Żaden z trybów, nawet „sportowy” (rozmyślnie w cudzysłowie) nie sprawia, że nawet na moment poczujecie co dzieje się z przednimi kołami. Kierownica albo działa ze sztucznym oporem siłując się z kierowcą lub też możecie nią kręcić używając do tego wyłącznie jednego palca. Efekt jest taki, jakby przednie koła były zatopione w budyniu.

Jako, że Kia dołożyła sporych starań by Cee’d spełnił wiele z europejskich wymagań musicie pożegnać się z koronnym dowodem, dla którego dawniej je kupowaliście. Dzisiaj ceny najtańszej wersji ze słabym dieslem zaczynają się od 65 tysięcy złotych, podobne kwoty życzą sobie u Forda i Renault, a Golf jest o tylko o dziesięć procent droższy. Być może Kia ma kilka elementów wyposażenia w standardzie, podczas gdy konkurenci życzą sobie za nie dopłaty, ale to niewiele zmienia. Nawet nie chodzi już o magię znaczka.

Przy wszystkich zaletach Cee’d jest jak druga dziewczyna, którą zapraszacie na bal, a pierwsza już wam odmówiła. To jak drugi najlepszy wybór a to jednocześnie pierwszy przegrany. W czasach, kiedy klienci często sami nie wiedzą czego chcą to nie najgorszy wybór, ale Kia nie wydaje się być zbudowana przez kogoś, kto kocha samochody, jest tylko produktem. A w tej kategorii każdy inny jest lepszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *