Z takiej Julii to i sam Szekspir wiele nie wyciągnie.

Podobno coś co nas szczególnie odróżnia od zwierząt to kultura. I nie mam tu na myśli przyjaznego pokazywania środkowego palca w podzięce za nieustąpienie miejsca ani też miłych słów troski o matkę, żonę i kilka pokoleń nie włączającego kierunkowskazu kierowcy.

Mowa raczej o kulturze ze wszystkimi obrazami, rzeźbami, muzyką i filmem. A w motoryzacyjnym świecie jest do domeną Włochów, a konkretniej Alfy Romeo. A jeszcze bardziej szczegółowo Giorgetto Giugiaro i Battiście Pininfarina. To oni w epoce kanciastych samochodów potrafili wykrzesać z prostych linii dzieło sztuki. Giulietta z 1955, 6C, Spider, 33, 155 czy GTV. Owszem były potknięcie jak w przypadku Brery, ale bledną jeśli porównamy je z osiągnięciami.

Wiele samochodów odnosiło znaczące sukcesy sportowe i mimo zawodnej techniki i czasem dziwnym pomysłów zjednywały sobie rzesze fanów. To na Alfie Romeo Tazio Nuvolari utarł nosa samemu Hitlerowi wygrywając Grand Prix Niemiec w 1935.

Coś co szczególnie lubiłem w Alfach to silnik. I nie byle jaki, bowiem była to V6 z chromowanymi dolotami, którą moglibyście postawić w salonie lub galerii sztuki. Ścieżka dźwiękowa z kolei nadawała się na… ścieżkę dźwiękową.

Dawniej kupowałeś Alfę Romeo nie ze względu na jak się niemal zawsze okazywało zawodną technikę, ale ponieważ wyglądała dobrze. A w poniedziałkowy ranek przed ważną prezentacją przed radą nadzorczą, gdy nie chciała zapalić siadałeś w garażu z kubkiem kawy i delektowałeś się jej liniami. Następnie robiłeś drugie espresso i otwierałeś maskę. Każde spóźnienie do pracy było w pełni usprawiedliwione. Każda kobieta rozchylała uda, a jedyne co wystarczało to to, że jeździłeś włoską ślicznotką.

Jednak w nowych Alfach wszystko to się pozmieniało. Mamy małe doładowane silniki oraz co tu dużo mówić wygląd, który nie chwyta za serce. I chyba nie jestem jedyny bowiem w sierpniu zalegają jeszcze promocyjne modele z ubiegłego roku.

Włosi już jakiś czas temu porzucili numerowanie kolejnych samochodów i od pewnego czasu mamy Mito i Giulietta. Tak, są to obecnie jedyne produkowane modele.

Najmniejsze auto przyrównałem już kiedyś do ryjówki z wyłupiastymi oczami i zdania nie zmieniłem. Inaczej sprawa wygląda jeśli chodzi o większą siostrę.

Giulietta to ładne auto. Odpowiednio nakreślone linie sprawiają, że wygląda nawet odrobinę agresywnie. Nie wulgarnie, ale z nieco mocniejszym makijażem. Jeśli sypniemy groszem i zakupimy perłowy lakier 8C będzie wyglądała jak droga biżuteria.

Wnętrze również jest przyjemne. Ponownie, jeśli nie poskąpimy grosza na skórę Venere otrzymamy pachnącą skórą kabinę. Niemal jak w klasie premium. Zawodzi jednak plastik na drzwiach, który się brudzi, skrzypi i łatwo rysuje. Powrót do dawnych Alf.

Jeśli chodzi o technikę to Fiat nieco poskąpił. Nawigacja przenosi nas do czasów map Vasco da Gamy, a szybkość jej działania jest żadna.

Układ jezdny i skrzynia biegów nie zasługują ani na pochwały ani na skarcenie. Są nieźle skalibrowane, całkiem dobrze jak na kompakt i segment. Jednak nie zmienia to rzeczy, że w tej klasie są lepsi.

Żegnajcie doloty, witaj Turbo Benzina. Tak w skrócie prezentuje się silnik. A właściwie silniczek. Nie oczekiwałem żadnego V16, ale skromne, dychawiczne 1.4? Sprężarka jednak nadaje niezłego dynamizmu w postaci 120 koni mechanicznych i niecałych 10 sekund do pierwszej setki. Brzmi właściwie jak każda podobna jednostka, nie ma tu charakterystycznego klangu z Twin Sparków. Do tego rzecz nie do pomyślenia dla alfistów – fabryczne LPG. Samochód jest niewiele oszczędniejszy, ale cena fabrycznej instalacji sprawia, że musisz albo pracować w gazowni albo być kompletnie szalony.

Jazda to niezła średnia segmentu. Za pomocą przełącznika DNA można zmieniać różne rzeczy, dzięki którym samochód jest mniej lub bardzie komfortowy. Elektroniczna szpera pomaga w dynamicznie przejeżdżanych zakrętach, dzięki czemu Giulietta jest zwinna i całkiem bezpieczna.

I tu dochodzimy do najważniejszej kwestii, czy warto? Wyjściowo 1.4 TB kosztuje niecałe 80 tysięcy, LPG to dyszka więcej, podobniej jak lakier i pokryte skórą i elektronicznie sterowane fotele. Bezużyteczna nawigacja do koszt sześciu tysięcy. Parę dodatków i można dobić do prawie stu dwudziestu tysięcy, a robi się do kwota nie do przełknięcia, bo to tak naprawdę średniak w klasie z aspiracjami do klasy premium. Poza tym można kupić Golfa GTI, Megane RS czy Focusa ST, każde z prawie dwa razy większą mocą. Tylko tam obowiązują obietnice, których Giulietta nie spełnia. Jako typowy kompakt poza niezłym wyglądem nie oferuje niczego specjalnie wyróżniającego się, co przekłada się na mizerną sprzedaż.

Jedyną dobrą wiadomością jest to, że od 2015 roku Alfa zamierza produkować wyłącznie duże samochody, następcy 159 i 166, oraz sportowe modele, wszystkie z napędem na tył. I tym optymistycznym akcentem Arriverderci Alfa na następne dwa lata.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *