Nie pożądaj żadnej rzeczy bliźniego swego. Chyba że jest nią samochód.

Podobno gdzieś na kamiennych płytach zapisano wskazówki jak dobrze żyć. Jest ich nawet dziesięć. Wskazówek, nie płyt. Gorzej jeśli większość z nich to twoje hobby. Jedna z nich odnosi się do żon, chociaż jeśli już jakąś masz to wiesz jak się z nią ciężko żyje. Ale jeśli ci jednak mało to z całą pewnością nie powinieneś pożądać drugiej połowy swojego przyjaciela. W końcu nie żyjemy w państwie muzułmańskim, jeszcze, i jedna żona całkowicie wystarczy. Jednak co zrobić jeśli okazja sama się pcha do (tu niech każdy wpisze odpowiednie miejsce według uznania)?

To bez wątpienia może zaważyć na przyjaźni. Podobno są dwie święte rzeczy w życiu każdego mężczyzny, pierwsze to samochód, a o drugie walczy kobieta z lodówką. Pewne natomiast jest to, że każda próba zmiany właściciela może zakończyć przyjaźń, zwłaszcza jeśli chodzi o lodówkę. Ale jeśli kolega właśnie wyjeżdża i sam proponuje to zwyczajnie nieładnie jest odmówić. Dodatkowo jeśli parafrazuje słowa piosenki Oddziału Zamkniętego „możesz jeździć nią”. Dla posiadających ciągły zamęt w głowie, tak, chodzi o samochód.

Jest wiele samochodów i często ciężko jest je jednoznacznie zdefiniować. To coś jak kalambury, ale przy użyciu słów. Jednak jeśli napiszę, że posiada niebieski lakier i złote felgi wszyscy będą wiedzieli o co chodzi. Gdy dodam, że ma wielki spojler, ogromny wlot powietrza i dwulitrowy bokser pod maską to nawet Jarosław Kaczyński zgadnie, że mowa o Subaru Imprezie.

Przyjrzyjmy się drugiej generacji po liftingu oferowanej w latach 2003-2006. Subaru nigdy nie należało do topowych modelek, ale patrząc na późniejsze modele, każdy poprzedni nabiera blasku. A gwiazda STI błyszczy i tym samym działa na wyobraźnię. Za ułamek ceny mamy osiągi godne supersamochodu.

Wszystko jednak wzięło się od kompaktowego sedana. Coś co nie jest sportowe, ani luksusowe czy też prestiżowe. Od segmentu D jest nieźle, ale wszystko poniżej ma w sobie naleciałości Renault Thalii czy innej Dacii.

Konstrukcyjnie to trójbryłowy miejski samochód, pod maską którego można znaleźć silnik 1.5. Japońscy inżynierowie jednak zakasali kitle i wyposażyli go w pokaźny przedni zderzak, spojler wielkości ego Krystyny Pawłowicz, rozdmuchane nadkola czy wlot powietrza zdolny wciągać yorki. Uważni dostrzegą również intercooler, który można spryskiwać wodą, gdy zabawa zaczyna robić się zbyt ostra.

Gusta są różne, ale czy można uznać Imprezę chociaż za ładną? Cóż, nie powiedziałbym tego. Jest intrygująca i zaskakująco wiele rzeczy uchodzi jej na sucho. Samo zestawienie kolorów czy plastików wygląda jak odpustowy powrót do czasów magazynu „Auto Dziś i Jutro”, ale ma zdumiewająco wielu zwolenników. I po wielu godzinach rozmyślania znalazłem dwa powody. Pierwszy to szyby bez ramek. Tak są niepraktyczne na autostradzie, ale jednocześnie są niczym koncert unplugged, odrobinę lepsze. Drugi to Lanos, czyli Impreza GD, przy niej „blob eye” to Ania Rubik w skąpym bikini nasmarowana olejkiem.

Jeżeli jesteście przyzwyczajeni do luksusów albo uwielbiacie nowoczesne wnętrza to Subaru będzie niczym Leonardo da Vinci w porównaniu do sztuki współczesnej. Jeśli lubicie upychać rzeczy w schowkach od razu wybierzcie Scenica, Impreza ma tylko ten przed pasażerem. Wyciszenie jest niczym w silniku odrzutowym, miejsca tyle co w pudełku Tic Taców, a materiały są gorsze od nowoczesnych, chińskich wytworów motoryzacji. Dodatkowo deska rozdzielcza została narysowana, gdy pierwsza część „Godzilli” wchodziła do kin. Oczywiście mam tu na myśli japoński pierwowzór.

Tak, wnętrze Imprezy pod wieloma względami jest równie rozczarowujące co noc w Tajlandii ze świeżo poznaną prostytutką. Jakby to powiedzieli w Kabarecie Moralnego Niepokoju, to jajko niespodzianka i to w złym znaczeniu. Jest jednak drugie dno. Te wszystkie wady bledną, gdy zasiądziecie w przyjemnie głębokim fotelu kubełkowym, który was opatuli niczym wasza matka w dzieciństwie. Dalsze wrażenia również będą bezcenne. Kierownica jest idealnie na wprost, podobnie jak pedały. Dźwignia zmiany biegów sama pcha się do ręki. Od razu czujecie się niczym Han Solo w Sokole Millenium. Może pozycja za kierownicą jest odrobinę za wysoka, ale zyskuje na tym widoczność, która jest niczym w bańce mydlanej. Coś, czego z pewnością nie spodziewaliście się po Imprezie.

Subaru ma wiele specialite de la maison. Jednym z nich jest silnik. Pamięta czasy poprzedniej generacji, ale to jak gdyby zarzucać Bogusławowi Wołoszańskiemu, że zna historię. Ale wracając pod maskę. To oczywiście dwulitrowy bokser z turbodoładowaniem, jeszcze sprzed ery downsizingu. Ma niezłe parametry, 265 koni mechanicznych i 343 Nm, ale dzisiejsze hatchbacki potrafią więcej. Nie zmienia to faktu, że osiągi i tak są z górnej półki. Jeśli nie zamarudzicie na światłach to pokonacie Golfa GTI, Megane Trophy czy podstawowego Caymana.

Ale bokser ma ponadto więcej zalet. Jego konstrukcja jest bardziej płaska. Normalne silniki mają budowę walizek na kółkach, a jednostka z Subaru to neseser. Dzięki temu ma zdecydowanie niżej położony środek ciężkości, co dobrze wpływa na rozkład mas, ergo prowadzi się lepiej.

I jeszcze ten dźwięk. Nie tak piękny i głęboki jak w V12 czy V8, ale bokser jest zaraz po nich. Po przekręceniu kluczyka chce się pisać poematy i śpiewać niczym Jaskier. Jest niemal identyczny jak w dawnych WRC, prycha grzmiąc i grzmi prychając. Poza tym robi nie tylko należyte wrażenie na właścicielach gorących hatchbacków, ale i nawet na posiadaczy domorosłych samochodów sportowych.

Dwulitrowy bokser ma jednak pewną wadę. Jest całkiem spora. Otóż każdy z nas wie ile mniej więcej wydaje na paliwo w ciągu miesiąca. Subaru prowadzone dość ciężką nogą, ale w granicach przepisów spali w tydzień tyle ile całkiem szybki kompakt w ciągu miesiąca. Nie tylko osiągi są z pogranicza supersamochodów.

Poza tym nie jest najlepszy do miasta. Poniżej 4 tysięcy obrotów wrażenia z jazdy są podobne do tych z Yarisa. Dopiero powyżej moc płynie jakbyś prowadził Lamborghini. I to mnie zastanawia. Taki sposób rozwijania mocy może nie jest najbardziej efektywny, ale od lat taka była charakterystyka jednostek z turbosprężarką. Dzisiaj wszyscy powariowali starając się wygładzić krzywą momentu obrotowego. Jasne, to element postępu ale każdy uwielbiał ten kop, gdy turbosprężarka brała się do roboty.

Kolejną rzeczą, z której słynie Subaru jest Symmetrical All-Wheel Drive, czyli stały napęd na wszystkie cztery koła. Nie żaden dołączany albo z dwoma silnikami elektrycznymi. Sprawdza się nie tylko w zimie, ale również w pozostałych porach roku. Nie dość, że niemal bez strat płynnie przenosi moment obrotowy na nawierzchnię, to jeszcze sprawia, że Impreza prowadzi się pewnie i przewidywalnie w każdej sytuacji.

Naturalnie pomaga w tym twarde zawieszenie. Nie nazwałbym tego sprężystością, jest zwyczajnie twarde. Ale jest potrzebne, dzięki temu nadwozie wcale nie wychyla się na zakrętach i całym ciałem czujesz co akurat znajduje się na drodze, po której jedziesz. Będziesz znał każdy element, z jakiego została zbudowana. Innymi słowy czujesz każdą nierówność.

W normalnych warunkach Impreza jest łatwa w prowadzeniu. Mimo masy, 1400 kg, w porównaniu z nowszymi samochodami dostrzegasz lekkość. Układ kierowniczy nie stawia dużego oporu, ruch o kilka stopni w pozycji centralnej nie przekłada się specjalnie na reakcję samochodu. Zaczynasz nawet łapać się na myśli, że mógłbyś je prowadzić czubkami palców. Tyle tylko, że istnieje solidny powód by tego nie robić. STI to w gruncie rzeczy oswojona, ale ciągle bestia. Nie ma tu elektrycznego wspomagania, ani wspomagaczy. Poza dopalaczem pod maską oczywiście. Samochód nie odcina dopływu paliwa, gdy hamujesz lewą nogą. A to często konieczne, gdy „nieco” za szybko zbliżasz się do zakrętu, a na wejściu Impreza lubi być podsterowna i wymaga dociążenia przedniej osi. Skrzynia biegów choć precyzyjna i ma krótkie skoki, wymaga pewności. Poszczególne przełożenia trzeba wbijać z precyzją przecinaka a nie młotka. Przyjemny powrót do pięknych, analogowych czasów.

Jest jeszcze jedna zaleta. Permanentny napęd na cztery koła i aktywny centralny mechanizm różnicowy , dbają o trakcję decydując o różnicy mocy na osiach, tak byś był bezpieczny. Ale wystarczy zmienić ustawienia dyferencjału by wyczyniać dzikie slajdy.

Cała ta mechanika to solidna podstawa chociaż szybka jazda bywa równie ciężka jak patrzenie na linie nadwozia. Niestety wymaga także ogromnych umiejętności, prawie tak wielkich jak tylni spojler, i sporego doświadczenia, ale każdy dobrze pokonany zakręt jest jak szklaneczka wybornej whisky po smacznej kolacji, czyni życie tylko lepszym.

Dzisiaj, jak to pisał Pilch, takie doznania są niczym burdelowe zamówienie. Próżno szukać drugiego takiego samochodu na rynku, w którym jesteś zdany tylko na siebie i swoje umiejętności. I jest w tym coś upajającego. To powrót do filmów drogi, tylko ty i samochód. Bez wtrącania mądrości inżynierów zapisanych na krzemowych płytkach.

Impreza STI „blob eye” mimo dwucyfrowego wieku to ciągle świetny samochód. Zaskakująco kompetentny i ma jeszcze lepsze osiągi. Część szybkich hatchbacków dopiero dochodzi do tego poziomu. Jazda nią ma w sobie coś z jedzenia gorgonzoli, ma nieco zbyt intensywny smak, ale mimo tego chcesz kolejnego kęsa. Prowokuje do ostrej jazdy, czyli coś czego nie dostaniesz w żadnym GTI czy RS. I to jest jej przekleństwo. To nie samochód dla pasjonata motoryzacji. Nie jest nawet dla wielbiciela szybkich kompaktów. To coś, dla fana Subaru, który uwielbia, gdy podczas każdej jazdy jest przeżuwany a następnie wypluwany. Zdecydowanie nie spodziewalibyście się tego po firmie, która nazywa się Ciężki Przemysł Fuji i nie powstała z pasji jednego człowieka, który swoim nazwiskiem dał jej nazwę. Gdybym miał to zobrazować Impreza byłaby jak Deadpool na tle superbohaterów. Lekko stuknięta i nieobliczalna, ale w dziwny sposób pociągająca. Tym bardziej, że dzisiaj można ją mieć za jedną czwartą pierwotnej ceny i ciężko jest znaleźć pretekst by nie postawić jej we własnym garażu. Chociaż na dłuższą metę taka relacja nadaje się bardziej na romans niż pełnokrwistą relację.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *