Needell Tiff „Tiff Gear: The autobiography of Tiff Needell” – recenzja.

Pewnie wielu z was obchodzi biografie szerokim łukiem. Nie dziwię się, trzeba kogoś naprawdę bardzo lubić i podziwiać by zaglądać w jego życie osobiste. A jako, że celebryci czy osoby znane coraz częściej je odsłaniają, okazji ku temu jest wiele.

Części zainteresowanych motoryzacją Tiff Needell może kojarzyć się jako prezenter „Fifth Gear”, aczkolwiek tak naprawdę zaczął od „Top Geara”, gdy ten był mniej znany. Może nie jest tak prześmiewczy jak Clarkson, ale o wiele bardziej komponenty jeśli chodzi o panowanie nad samochodem.

Zaczynamy od błyskotliwego i śmiesznego przedsłowia Jeremy’ego. Później jak zwykle przechodzimy przez lata życia autora, od amatorskich łódek wyścigowych, podbieranie samochodu mamie i driftowanie nim, pierwsze starty w wyścigach, aż w końcu otarcie się o królową sportów motorowych. Poza tym liczne starty w Le Mans, aż wreszcie jego udział w telewizyjnych show.

W dużej mierze autobiografia jak każda inna, chociaż tu jest odrobina humoru. Jednak to co zasługuje na szczególną uwagę to podejście Tiffa. Nie wystawia laurki wyścigom ani też sportowemu światowi. Nie zachęca do kariery kierowcy, bowiem na własnej skórze wie, na jakich zależnościach ten zawód się opiera. Nie jest typem krasomówcy, który twierdzi, że wszystko się udaje, gdy się tego tylko chce. Nie dołuje, po prostu jest rzeczowy i pragmatyczny. To książka o człowieku, który ciężko pracował i miał jeszcze więcej szczęścia, a nie o ideale współczesnych czasów. I to nie tylko cenna wartość, ale również lekcja.

Może nie wszystkim spodobają się szczegóły różnych wyścigów, ale warto przez nie przebrnąć by poznać nieco lepiej naprawdę ciekawego i wyjątkowego człowieka. Z resztą sama książka również taka jest.

****

 

 

zła – *, słaba – **, dobra – ***, bardzo dobra – ****, wybitna – *****

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *