Kompletnie bezużyteczny. Absolutnie świetny.

Sam już nie wiem na jakim etapie są nowe egzaminy na prawo jazdy. Podobno miały być trudniejsze, ale zdaje się, że chyba się nie wyrobili i przenieśli na kolejny rok. I być może zabrzmię jak stetryczały mędrzec, który ma to za sobą ale mam nadzieję, że zda je jeszcze mniej osób. Bynajmniej nie martwię się o kieszenie szkół jazdy ani ośrodków egzaminujących. Prawdę mówiąc chcę chronić własny tyłek.

Przez wiele lat w kraju nad Wisłą nie mieliśmy wolności wyborów i nie było zbyt wielu możliwości. Teraz sprawy mają się inaczej. Większość młodych ludzi ma wyższe wykształcenie. To niekoniecznie dobrze. Nie potrzebujemy tyli magistrów ani nie każdy musi mieć wykształcenie niczym piwo, czyli pełne. Nikomu nie zabraniam, ale poziom nauczania nie wydaje się ani wysoki ani skomplikowany. Rozumiem realia rynku pracy, ale są chore. Fakt. W idealnym świecie studia powinny być rozszerzeniem zainteresowań a nie deską, którą wybierasz by tylko zarabiać. Wiem, że to naiwne. Wielu wybiera kierunek, gdy, cytując Adasia Miałczyńskiego, są kretynami, między innymi autor tych słów.

Ale wracając do testów na prawo jazdy, z którymi jest tak samo. Po zmianach ustrojowych liczba samochodów w Polsce została pomnożona, kilkukrotnie. Cztery kółka nie są już dobrem luksusowym, ale narzędziem niezbędnym na co dzień. Tyle tylko, że nie każdy powinien prowadzić i wcale nie mam tu na myśli Bogusia. Mam znajomych, którzy nie wiedzą absolutnie nic o samochodach. Gdyby nie tankowanie byliby skłonni uwierzyć, że poruszają się za pomocą magii. Jak się pewnie domyślacie są kiepskimi kierowcami. Nie wiedzą jakie siły wpływają na samochód w zakręcie ani jaka jest charakterystyka pojazdu w zależności od napędu. Krótko mówiąc jeśli czegoś nie lubisz nie będziesz w tym dobry. Wielu uważa, że wystarczy im podstawowa wiedza. Cóż, to tak jak z pływaniem na statkach bez znajomości choćby żabki. Nie wydaje się to niezbędne. Pewnie część z pasażerów RMS Titanic myślało podobnie.

Po części nawet się im nie dziwię, skoro statek jest niezatapialny to po co się przejmować. Z samochodami jest podobnie. Jeśli kupisz dzisiaj samochód masz niewiele do roboty, jesteś niczym prostytutka w domu starców. Mamy automatyczne skrzynie biegów, inteligentne tempomaty i radary, elektronicznych stróżów, którzy są w stanie korygować pozycję samochodu w zakręcie. Na rynku jest kilka samochód, które jeśli wyczują nacisk na kierownicy odwalą za ciebie całą robotę. Jeden Amerykanin o nazwisku, który przypomina senny koszmar polonisty, czyli Elon Musk twierdzi, że za dwa lata powstaną w pełni autonomiczne samochody. Idzie nawet o krok dalej. Twierdzi, że gdy ludzkość przekona się, że samonaprowadzane, znaczy samoprowadzące się samochody są bezpieczniejsze od tych prowadzonych przez żyjącą osobę, kierowcy zostaną zdelegalizowani. A to wszystko już za dwadzieścia lat.

Oczywiście to będzie prowadziło do tarć legislacyjnych, a z tymi zawsze jest problem. Popatrzcie na ostatni kryzys w Volkswagenie. Ameryka i bardziej rozwinięta Europa premiuje właścicieli diesli, a te nie są ani specjalnie czyste ani prawdomówne. Dalej są hybrydy. Gdy kupisz jakiś model z silnikiem elektrycznym w Wielkiej Brytanii dostaniesz nawet 30 tysięcy złotych.

W Polsce jak zawsze jest inaczej. Rządu nie obchodzi jak bardzo ekologicznym samochodem jeździsz. Chyba, że jest to pickup. Toyota z jednej strony oferuje zielonego niczym pietruszka na wiosnę Priusa, a z drugiej uwielbiającego stejki Hardkorowego Koksa w postaci Hiluxa. I o nim dzisiaj.

W wielu krajach pickup nie ma sensu. W Ameryce je kochają, my mamy kombi. Ktoś jednak uznał, że są na tyle niepotrzebne by przynajmniej w Polsce dać ich właścicielom pewne bonusy. Żart polega jednak na tym, że mają więcej sensu niż suvy.

Wyglądają znacznie lepiej i to z prostego powodu, wszystko ma swoją funkcję. Owszem Hilux nie przypomina ekierki i ma obłe kształty, ale to tylko bombki na choince. Reszta, czyli samo świąteczne drzewko ma określone zadania, na przykład wyraźnie narysowaną pakę. To samochód użytkowy, jak furgonetka. Kabrio. Poza tym ma rasową aparycję, patrząc na niego wiesz, że jest zdolny do taplania się w błocie, ale nie jest to spa jak w przypadku suvów. I jeszcze coś, wlot na masce. Czemu tak mało producentów decyduje się na taki bądź co bądź funkcjonalny gadżet? Ale będąc nieco poważnym wygląd Hiluxa budzi respekt. Co prawda bywa nieporęczny w mieście, ale nieco trudu i da się go zaparkować. W końcu co chwila jest jakiś supermarket z parkingiem.

Nazwa Hiluxa ma w sobie podobno domieszkę luksusu. Jeśli przesiadacie się właśnie z Klasy S ciężko go wam będzie zauważyć. Jeśli jednak wcześniej jeździliście którąś z poprzednich wersji Toyoty z paką z tyłu poczujecie się jak w Mercedesie. No, może nie całkiem ale blisko. Materiały użyte do wykończenia wnętrza są dość surowe, można by nawet określić je topornymi, ale ma to w sobie cel. Są odporne nawet na brutalne traktowanie, a solidność montażu daje nadzieje na to, że jeśli za kilka lat do tej wersji dobierze się Jeremy Clarkson nic nie odpadnie.

Fani gadżetów nie mają co liczyć na słodycze. Tak, w porównaniu z dawnymi wołami roboczymi ten ma skórzaną tapicerkę, klimatyzację, ale to tak naprawdę wszystko. Jeśli się nad tym zastanowić to do jazdy niczego nie brakuje. Nie wybierasz spośród setek trybów ani ustawień, wsiadając przekręcasz kluczyk i odjeżdżasz. Proste i skuteczne.

Podobno część z właścicieli używa Hiluxa jako samochodu rodzinnego. O ile wybierzecie wersję z podwójną kabiną znajdziecie dla tego celu wystarczającą ilość miejsca. Nie będzie to jednak zbyt komfortowa podróż. Siedzi się wysoko, więc wszystko widać, ale większość kierowców z trudem znajdzie dość wygodną pozycję za kierownicą ze względu na małe możliwości ustawień. W drugim rzędzie siedzeń jest coś co bardziej niż kanapę przypomina ławkę, jest nisko umieszczona względem podłogi, więc pasażerowie będą jeździli z podkurczonymi nogami.

Hilux oparł się modzie na zmniejsza jednostek napędowych. Pewnie zapytacie dlaczego. Otóż nie tędy droga, tu potrzeba siły płynącej z pojemności. Pod maską znajdziecie 3-litrowego diesla z Land Cruisera o mocy ponad stu siedemdziesięciu koni mechanicznych i dwa razy większej liczbie Nm. Mimo, że waży dwie tony ma co najmniej niezłe osiągi. Do setki rozpędza się lepiej niż niejeden miejski samochód i bez trudu może podróżować z prędkościami dozwolonymi na autostradzie. Jest przy tym niewzruszony, chociaż testowanie jego maksymalnych możliwości jest raczej dla kogoś o mocnych nerwach. I tak więcej nie potrzeba, a jeśli oczekujecie więcej wybierzcie Holdena Maloo.

W przeciwieństwie do niego Hilux zdecydowanie mniej pali. Może średnie zużycie na poziomie 10 litrów ropy nie jest mile widziane w Passacie TDI, ale w czymś co ma aerodynamikę szafy gdańskiej, Pałacu Kultury i Nauki albo innej wielkiej rzeczy, i nie najszybszą ani nie najnowszą automatyczną skrzynię biegów o pięciu przełożeniach, jest to mile zaskakujący wynik, jak partii Petru w najnowszych sondażach dla swojego lidera. Niestety jego dość poważną wadą jest głośność. Jeśli jesteście mężczyzną i zapragniecie wyjechać wcześnie rano na ryby albo polowanie to nie zrobicie tego po angielsku.

Gdy już jednak ruszysz i nieco rozgrzejesz silnik zaczniesz się zastanawiać o co tyle krzyku z budową nowych dróg. Ubite drogi okazują się całkiem niezłe, a wjazd w teren potrafi znacznie skrócić czas podróży. Nawigacja chociaż jest na liście opcji nie jest potrzebna, wystarczy globus. Albo mapa. Lekcja historii dla nastolatków, to takie coś czego używali wasi rodzice i dziadkowie by dotrzeć do celu, na długo przed GPS-em. Mając Hiluxa wybierasz azymut i po prostu jedziesz.

Hilux jest zbudowany jak przystało na terenówkę i pickupa, z wszystkimi wadami i zaletami tego rozwiązania. Na asfalcie nie wyróżnia się niczym specjalnym. Ma opony o wysokim profilu i miękkie zawieszenie, więc jest ponadprzeciętnie komfortowy ale przy okazji przechyla się na zakrętach. Z tyłu ma resory piórowe, które, gdy paka jest nieobciążona, sprawiają że druga oś lubi podskakiwać. Poza tym za sprawą układu kierowniczego o małej precyzji prowadzi się dość przeciętnie. Na podobnym poziomie hamuje. Nie wydaje się być mocnym kandydatem Toyoty w rozgrywce o króla drogi.

Za to bezdroży już tak, w terenie zaczyna błyszczeć. Prawdziwy napęd na cztery koła gwarantuje, że dojedziecie wszędzie i na dodatek wrócicie, pod warunkiem zainwestowania w odpowiednie opony. Ponad dwudziestocentymetrowy prześwit pomoże wam pokonać nie tylko krawężniki czy progi, ale małe kratery i leżące obok nich meteoryty. Nawet nieco marudząca na asfalcie skrzynia biegów w terenie zaczyna pomagać przy zjazdach, podjazdach i grząskim terenie. Odkryjecie, że świat to nie tylko centra handlowe, bulwary czy restauracje, ale również ptaszki, , błoto, woda i drzewa, słowem całe łono natury. Może nie brzmi to jak najlepsza reklama, ale gdy chcesz się wyciszyć i jechać na rympał ciężko o lepszy wybór.

Na koniec pewna ciekawostka, standardowo Hilux jest tylnonapędowy. Dopiero za pomocą dźwigni, przyciski są za mało męskie, możecie dołączyć przednią oś, a w zanadrzu jest jeszcze szpera. Ale jeśli tego nie zrobicie to dodając do lekkiej paki wyłącznie tylni napęd i nieco luźną bądź śliską nawierzchnię otrzymacie coś, co sprawi wam więcej radości niż M4. Kawałek luźnego gruntu lub mokrej trawy i jak mawia Tiff Needell, mniej przyczepności to więcej zabawy.

Nadal nie rozumiem sensu pickupów i nie znajduję ich zastosowania w Europie. Tak, są zdolnymi terenówkami i nadają się do jazdy na co dzień ale to tak, jakby cały rok chodzić w glanach. Są tacy, co to robią, ale buty sportowe są zwyczajnie lepsze. Suvy obiecują coś, czego nie dotrzymują w przeciwieństwie do Hiluxa, ale są bardziej uniwersalne. Hillux jest dla hobbysty albo dla kogoś kto jest krasnoludkiem i mieszka na końcu świata. Jeśli naprawdę nie musisz wybierać się w teren ani przewozić ogromnych przedmiotów to kup coś po środku. Wystarczy jakieś Subaru. Zwłaszcza, że cena nie jest promocyjna, blisko 150 tysięcy złotych, a użytkowa Toyota ma już dziesięć lat na karku. I na dodatek żeby dostać grant od państwa trzeba spełnić tyle prawnych obostrzeń, że znacznie prościej jest kupić vana.

  1 comment for “Kompletnie bezużyteczny. Absolutnie świetny.

  1. 24 stycznia, 2016 at 20:09

    Tego rodzaju samochód można coraz częściej spotkać na naszych drogach, aczkolwiek do mnie osobiście on nie przemawia. Na rynku jest wiele innych, ciekawszych propozycji dla koneserów dużych samochodów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *