Może nie doprowadza na sam szczyt, ale świetnie gotuje i obłędnie wygląda.

Pewnie większość mężczyzn, podobnie jak ja, ma dość tej całej medialnej otoczki wokół twarzy szarego pana. „50 twarzy Greya” to podobno coś dla kobiet w kwiecie wieku, które skrycie marzą o tym, by ich mąż raz rzucił je na łóżko i używając przedmiotów gospodarstwa domowego doprowadził je na sam szczyt.

Jeśli nie mąż to ostatecznie może to być ich nauczyciel tenisa, byle by spełnić marzenia. Ale podobno kobiety same nie wiedzą czego chcą. Z jednej strony pociągają je wyuzdane fantazje, a z drugiej wolą bezpieczeństwo i żeby było po wszystkim czysto. Idąc tym tokiem rozumowania jasne staje się dlaczego tak chętnie wybierają samochody o nadwoziu suva. Siedzi się w nich wyżej, więc można domniemywać, że zapewniają większe bezpieczeństwo. W większości nie mają napędu na cztery koła, a co za tym idzie nie wybrudzą się na rajdzie przeprawowym.

Liczba oferowanych samochodów jest ogromna. Każdy producent ma przynajmniej jeden model, ale Mercedes ma ich najwięcej bo aż pięć. Do tego grona pretenduje również Lexus, który w swoim cenniku właśnie umieścił NX-a.

Do tej pory nie było lepszego sposobu na powiedzenie wszystkim, że motoryzacja nie jest twoim hobby a prowadzenie nie sprawia ci przyjemności, niż zakup Lexusa. Powiedzieć, że nie były specjalnie przestylizowane to jak stwierdzić, że Anja Rubik jest trochę ładna.

Teraz sprawy wyglądają inaczej. Dla niektórych wygląd modelu NX jest równie kontrowersyjny co kandydatura Anny Grodzkiej czy Magdaleny Ogórek na fotel prezydenta dla partii prawicowych i pewnego toruńskiego radia.

Porzućmy jednak uprzedzenia. Spójrzcie tylko na przednią atrapę, element charakterystyczny dla nowych Lexusów. Co tam Audi z tą obłą single frame. Ostro narysowane reflektory, a poniżej linia ledów niczym bojowe malowanie twarzy. Tył wzbudza nieco mniej zainteresowania, ale już lampy są małym dziełem sztuki. Nie tylko są wypukłe, ale została na nie nałożona dodatkowa warstwa plastiku. Lexus wie jak nadać im interesujący wygląd już od czasów pierwszego IS-a.

Podobno wszystko już było, a całość zatacza koło, od obłości po kanty. Jednak Lexus jakimś dziwnym sposobem sprawił, że samochody tej marki potrafią wyglądać inaczej, bez karykatury czy zbędnej pantominy. Jeśli chodzi o wygląd to NX jest dla mnie daleko przed konkurencją.

Walka producentów trwa również w kategorii stylizacji wnętrza, zwłaszcza w klasie premium. Oferują miliony ekranów i inne gadżety. Tych jest w NX także pod dostatkiem. Mimo to w środku jest przyjemnie, panuje klubowa atmosfera, ale w nowoczesnym wydaniu, bez foteli i kanap w stylu Chesterfield. To sprzyja relaksacyjnej jeździe i szybkiemu odnalezieniu się. Zwłaszcza, że kabina jest bardzo dobrze wygłuszona, a fotele są wybornie wygodne z niezłym trzymaniem na boki. Większość ma gorsze w swoim domu.

Ilość miejsca w środku z powodzeniem zadowoli rodziny o ile nie są specjalnie wielodzietne i rodzice mają telewizor w sypialni. Poza tym bagażnik ma słuszną pojemność 475 litrów.

Naturalnie jeśli wydajecie dużo pieniędzy na samochód i dodatkowo nie jest to marka w stylu BMW liczycie na coś, co nieco wynagrodzi wam zakup. W tej sferze Lexus nie zawodzi. Materiały wykończeniowe są wysokiej jakości, a dotknięcie każdego detalu powoduje zadumę nad tym, że ktoś spędził przy nim wiele czasu by działał dokładnie tak jak powinien.

W środku są jeszcze dwie intrygujące rzeczy. Pierwsza to kierownica. Nareszcie o normalnym kształcie, a także przyjemnie mięsista. Do czego to doszło, że trzeba chwalić kierownicę. Druga to schowek, a w zasadzie jego pokrywka. Ciągniesz za nią i zostaje ci w rękach, obracasz i okazuje się, że to również lusterko. Mało potrzebne, chyba że jest to delikatna sugestia, co do potencjalnych klientów, znaczy klientek.

Patrząc na te wszystkie kształty nadwozie zdaje się składać obietnicę, której nie spełnia. Mówi „mam milion koni mechanicznych pod maską”, ale tak naprawdę ma ich nieco mniej niż dwieście i raptem trochę ponad tę liczbę Nm momentu obrotowego. Czymś, co wzbudzi zazdrość w waszych kolegach z pracy, zwłaszcza, gdy ubierają się białe fartuchy z kieszonką na długopisy, jest liczba silników. NX ma ich aż cztery. Pierwszy, benzynowy czterocylindrowiec ma 2,5-litra pojemności i generuje 155 koni mechanicznych. Moc z niego przenoszona jest na przednie koła, podobnie jak z drugiego elektrycznego. Trzeci także elektryczny napędza tylko tylną oś, a czwarty pełni funkcję rozrusznika i generatora. Gdyby ich moc sumowała się tak po prostu mogłyby zawstydzić podstawową Carrerę, ale z niezrozumiałych dla normalnego człowieka przyczyn jest ich mniej.

Dodajcie do tego masę blisko dwóch ton, a zrozumiecie, że osiągi są dalekie od sportowych. Do pierwszej setki NX przyspiesza w 9,3 sekundy, czyli zajmuje mu to nieco więcej niż pierwszemu Golfowi GTI. Drugiej nie osiąga, gdyż prędkość maksymalna została ograniczona do 180. Ale w końcu, gdy nie jesteś szaleńcem w białym M3 do miasta więcej nie potrzeba. Tym bardziej, że spokojna jazda zostanie wynagrodzona na stacji benzynowej, średnie spalanie nawet w mieście nie będzie większe niż 6 litrów, zatem wielu punktów nie zdobędziecie.

Gorzej ma się sytuacja ze skrzynią biegów. Poza Hondą CR-Z wszystkie hybrydy mają przekładnie bezstopniowe, które irytują trzymaniem jednostajnych obrotów niczym w tramwaju. Mogę zaakceptować wiele rzeczy, ale ta będzie chyba na zawsze tą jedną, którą będę omijał szerokim łukiem.

Jeśli chodzi o podwozie to Lexus NX dzieli wiele rozwiązań z siostrzaną Toyotą RAV4. To akurat zaleta, gdyż to całkiem niezły samochód. Zawieszenie nie jest zbyt twarde ani za miękkie. To idealny balans na polskie drogi. Jadąc dowolną krajową drogą z pewnością będzie towarzyszyła wam myśl, że dobrze wybraliście samochód. Poza sprawnym tłumieniem nierówności nie przechyla się na zakrętach, co dobrze wróży w dziedzinie zatytułowanej fajda z jazdy. Tym bardziej, że Lexus jest wyposażony w tryb sportowy, a między zegarami jest wirtualna mapa pokazująca przeciążenia.

Tak jednak nie jest. To nawet zrozumiałe, to relatywnie niewielki suv do miasta, który ma głównie zużywać niewielkie ilości paliwa i robić odpowiednie wrażenie. W tym sprawdza się świetnie.

Jest jednak kilka niuansów, które nieco rzutują na ewentualny związek. Napęd na tył jest przenoszony tylko przez silnik elektryczny, który jest zbyt słaby by pomóc nawet w lekkim terenie. Drugi silnik elektryczny dodatkowo obciąża przednią oś przez co mocniejsze dodanie gazu powoduje dość silną podsterowność.

Gdy zdecydujecie się wyprzedzić zastanówcie się co najmniej jeszcze raz. Jeśli tego nie zrobicie zrobi to za was samochód. I nie ma to nic wspólnego z bezpieczeństwem. Wciskacie pedał przyspieszenia i nic się nie dzieje. Dopiero po chwili wszystkie motory i skrzynia CVT się dogadują i zaczynają pracę. Niestety mimo dobrego wyciszenia skutkuje to mało przyjemnym dźwiękiem trzymania silnika na wysokich obrotach.

Także hamowanie jest specyficzne, co jest typowe dla hybryd. Samochód zaczyna zwalniać by odzyskać nieco energii i dostarczyć ją do akumulatorów, ale przez to pedał hamulca ma dziwne czucie.

No i w końcu układ kierowniczy. W mieście sprawdza się dobrze, ale na trasie czy w górach będzie wam doskwierać jego elektryczne działanie i relatywnie niewielka precyzja.

Wielbiciele diesli nie mają czego szukać w salonie Lexusa. Marka konsekwentnie realizuje swoją politykę hybryd i mają na to nawet swój slogan „Witajcie hybrydy, żegnajcie diesle”. W momencie, gdy Unia Europejska zorientowała się, że silniki wysokoprężne są jednak trujące ma to sens. Niestety hybryda nie jest idealna, ale w końcu samochód napędzany bezołowiówką również. Te dwa rozwiązania są dostępne w modelu NX. Oba kosztują również tyle samo, w okolicach 175 tysięcy. Tyle, że chcąc wersję z napędem na cztery koła trzeba wydać więcej. A na szczycie jest również wersja Elite za ponad ćwierć miliona.

Czy warto? Z pewnością silnik nie spełnia sportowych emocji zapowiadanych przez ekscentryczne nadwozie. Jeśli możecie z tym żyć otrzymacie świetnie wyglądający samochód, który jest wygodny, dobrze wykończony i spala niewielkie ilości paliwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *