Iloczyn górskiej kozicy i mieszczucha.

I znowu spozierają na nas z każdej wolnej przestrzeni, niemal zewsząd na każdym kroku. Nie jest to bynajmniej mania prześladowcza ani tym bardziej efekt kontaktu trzeciego stopnia z pozaziemską cywilizacją. Chodzi o te zakazane twarze, które żebrzą o naszą atencję i zaufanie. Obiecują wielkie rzeczy, by po chwili o nich zapomnieć. Tak, mam na myśli minione wybory samorządowe. W końcu „co cztery lata do urny gnasz”. I jestem w stanie to zrozumiem, w końcu kapitalizm i demokracja.

Wstrząsa mną jednak, gdy w każdego słupa, drzewa, szyby czy innego wolnego kawałka ściany patrzą, uśmiechnięci. Kto to później sprząta? Otóż nikt. Wala się to wszystko póki nie nadejdą co najmniej jesienne deszcze albo i zima we własnej białej postaci.

Postanowiłem zatem uciec za miasto. Gdzieś do jakiejś głuszy, gdzie pojęcie plakatów wyborczych nie istnieje. Ale jak wiadomo dostęp do takich miejsc bywa utrudniony, co jest zrozumiałe. Dlatego potrzebny mi będzie dobry samochód z napędem na cztery koła. Niestety na stanie była tylko Panda w militarnym odcieniu z małym dieslem pod maską. Dobre i to.

Producenci ostatnio sami kształtują popyt. Kupujący suva chce mieć dużą ilość miejsca w środku oraz nobilitujący znaczek na zewnątrz. Niemal wcale nie interesuje go ich ewentualne zdolności terenowe. Tej tezie zdaje się przeczyć trzecia generacja Pandy z napędem na cztery koła.

Z zewnątrz do w gruncie rzeczy miejski samochód jakim jest podstawowy model. Tutaj w oczy rzucić się mogą jedynie zmienione zderzaki z przodu i z tyłu oraz duża listwa na drzwiach z mnożną i mnożnikiem w postaci napisu. Poza tym większe, 15-calowe felgi i wyższa pozycja podwozia, Panda powędrowała o 47 mm do góry.

Reszta to pudełkowa stylistyka z obłościami, czyli niemal wszędzie powtarzany motyw z kwadratem i kółkiem. Dzięki temu Panda wygląda przyjaźnie, chociaż gdy się nad tym mocniej zastanowić to jest tego trochę za dużo.

Wnętrze praktycznie zostało przeniesione z miejskiej wersji. Jedyną większą zmianą jest przycisk odpowiedzialny za elektryczny dyferencjał. Wielbiciele wariantu ulicznego będą zadowoleni. Środek rozwesela plastik na desce rozdzielczej w kolorze nadwozia oraz wcześniej wspomniany motyw. Miejsca jak na samochód tego segmentu jest całkiem sporo, a bagażnik ma przyzwoitą pojemność 225 litrów.

Jest jednak kilka wkurzających rzeczy. Pierwsza to jakość plastików. Oględnie mówiąc nie są wyjątkowej jakości. Kolano ciągle obija się centralną konsolę, a gałka zmiany biegów ma irytujący kwadratowy kształt.

W Polsce wariant z napędem na cztery koła jest dostępny wyłącznie z dieslem o pojemności 1,3-litra. Mocy w nim nie za dużo bo raptem 75 koni mechanicznych oraz 190 Nm momentu obrotowego, przez co osiągi również nie powalają. Do setki trzeba czekać aż 14,5 sekundy, a przyspieszanie kończy się na 159 km/h. Żeby być sprawiedliwym do miejskiego poruszania wystarczy, na wyjazdy poza miasto zdecydowanie nie. Chyba, że ktoś nie zna takiego pojęcia jak wyprzedzanie i lubi bywać otrąbiany co kilka sekund. Poza tym nie powala elastycznością zmuszając do ciągłego sięgania po dźwignię zmiany biegów oraz brzmi jak stary traktor. Przynajmniej nie spala wielkich ilości paliwa, średnio na setkę mniej niż 6 litrów, chociaż 35-litrowy zbiornik paliwa nie zachęca do wyjątkowo długich podróży.

Pokonywanie ulicznych nierówności nie robi na Pandzie żadnego wrażenia. Bez obaw można przelatywać po nich z prędkościami większymi niż podpowiada to logika. Jest zdecydowanie lepsza niż zwykły model i zdaje się być idealna na nasze drogi. Jednak zwiększony prześwit i charakterystyka podwozia powodują większe przechylanie się na zakrętach oraz głośniejsze szumy wiatru przy wyższych prędkościach. Przy pozamiejskich szybkościach irytuje również nadmiernie elektrycznie wspomagany układ kierowniczy.

Jednak Panda 4X4 zmienia swoje oblicza w miejscach zakazanych dla suvów i części współczesnych terenówek. Nie jestem fanem brodzenia po linię przedniej szyby w wodzie czy błocie, ale ten mały samochodzik jest zaskakująco wszechstronnie uzdolniony. Prześwit ma teraz 15 centymetrów co w połączeniu z krótkimi zwisami powoduje, że można bez większych obaw wjeżdżać na stosunkowo bardziej pionowe ukształtowane fragmenty terenu.

Mimo, że Panda nie jest zmotą odprawiając swoje sztuczki potrafi zaskoczyć nawet domorosłych terenowców. Napęd oczywiście nie jest stały, tył zostaje dołączany automatycznie sprzęgłem wiskotycznym i dzieje się to niemal niezauważalnie. Imitacja dyferencjału w postaci elektroniki sprawdza się relatywnie dobrze, więc nie grozi wam ugrzęźnięcie w byle jakiej kałuży. Gdyby jednak z pomocą przyjdzie namiastka reduktora w postaci wyjątkowo krótkiego pierwszego przełożenia skrzyni biegów.

W mieście jeździ się równie dobrze jak standardową Pandą, a nawet odrobinę lepiej dzięki możliwości spoglądania z większej wysokości. Poza miastem jest wolniejsza, a tam gdzie liczy się zwinność na zakrętach nieco rozczarowuje. Jeden przejazd wąskimi serpentynami jest równoznaczny z ukończeniem pierwszej klasy szkoły dla masowych morderców i to z wyróżnieniem. Jednak blednie to nieco, dzięki możliwości jazdy w umiarkowanym terenie czy na śliskich nawierzchniach. Małe rozmiary powodują, że samochód jest dziarski i zręczny w miejscach trudnych do zdobycia dla większych pojazdów. Jest mimo wszystko jeden problem.

Panda 4X4 jest jak promocja na kaszankę w supermarkecie, a ty jej nie lubisz. Jest to świetny mały samochód, który ma nieco waleczności w terenie, ale to jak kupowanie parasolki na gradobicie. Jeśli lubisz zabawy w błocie zamiast kisielu to znajdziesz jej limity stosunkowo szybko. Dodatkowo jest nieprzyzwoicie droga. Najtańsza zwykła Panda z dieslem kosztuje blisko 50 tysięcy złotych. Dopłata za 80 kilogramów większą masę, napęd na cztery koła i kilka plastików wynosi 17 tysięcy za podstawową wersję. Przy rabacie jakiego w tej chwili udziela Fiat Panda 4X4 kosztuje 61 tysięcy. Mimo to kupując kilka dodatków nieźle wyposażony egzemplarz ma cenę 70 tysięcy, a to dwa razy więcej niż Panda 1.2, i zostanie wam jeszcze dziesięć tysięcy. Jest to z pewnością kwota wystarczająca na wybrukowane drogi dojazdowej do waszego domu czy działki albo wyjechanie w miejsce, gdzie nie ma wyborów. Trzeba być wyjątkowo zmotywowanym by bądź co bądź tego nie zrobić i wybrać właśnie taki model za wspomnianą cenę.

  1 comment for “Iloczyn górskiej kozicy i mieszczucha.

  1. 20 czerwca, 2018 at 14:42

    Bardzo fajny materiał!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *