Cena wstydu.

Na początek dwie wiadomości. Niestety obie złe. Po pierwsze zaczęły się wakacje. Po drugie, co wiąże się z pierwszym, część z was wyjedzie na urlop. Biorąc pod uwagę doniesienia mediów wszyscy postanowiliście zrobić to dokładnie w tym samym czasie wybierając ten sam cel podróży i odpoczynku. Jednak jeśli nie wyjechaliście w okolicach Bożego Narodzenia to pierwszą część urlopu spędzicie przed bramką na A1, a drugą zajmie wam dojazd na półwysep. W końcu jak myślicie, skąd wzięła się piekielna nazwa Hel.

Jedyne co zdążycie zrobić to rozpakowanie się, a następnie ujrzenie morza, jednego złożonego z cellulitu, a drugiego składającego się z pękatych brzuchów, które przypominają zepsutą konserwę. Jestem pewny, że za pół roku plażowicze zapomną, iż karnet na siłownię to zły pomysł.

Oczywiście wszyscy postanowią wrócić w tym samym czasie. Długo nad tym myślałem i zdaje się, że znalazłem odpowiednie rozwiązanie. Wystarczy, że wybierzecie się do najbliższego dilera Fiata i kupicie całkiem sporego sedana nazywanego Tipo.

Jest bowiem teraz właściwie kompaktem. Całkiem ładnym na dodatek. Wygląda jak kolejna generacja WRX-a a jak przymrużycie oczy jest nawet nieco podobny do Chargera. I najważniejsze, bagażnik nie sprawia wrażenia doklejonego naprędce. Jest ładniejszy niż niejedna kwatera w Juracie, a gdyby ktoś twierdził inaczej możecie powiedzieć, że Tipo ma dokładnie taki sam współczynnik oporu powietrza co BMW Serii 8. To powinno uciszyć każdego malkontenta.

O ile stylistyka nadwozia mi się podoba to wnętrze jest zwyczajnie brzydkie. Pewne projekt pochłonął pięć trylionów euro, ale deska rozdzielcza nie tworzy jedności, każdy element jest jak narośl, co potęgują plastiki o kształcie kwadratów z zaokrąglonymi brzegami. Być może pasują do Pandy, ale tu niespecjalnie.

Materiały wykończeniowe bywają miękkie, ale spora ich część jest nieprzyjemna w dotyku. Z pewnością nie pochodzą z półek Mercedesa, ale do ich spasowania nie można mieć zastrzeżeń.

Podobnie jest w kwestii wyposażenia, nie jest z Wersalu, ale bez obaw można nazwać je przyzwoitym.

I na jeszcze w kwestii ilości miejsca, z przodu, z tyłu i w bagażniku jest więcej przestrzeni niż na plaży w Kuźnicy.

Jeśli narzekacie na częste wizyty w serwisie i zbyt skomplikowane współczesne samochody nie szukajcie dalej. Fiat postawił na sprawdzone jednostki napędowe. Jedną z nich jest benzynowy silnik o pojemności 1.4 i mocy niemal 100 koni mechanicznych. To niedużo ale Tipo waży mniej niż niejedna turystka nad Bałtykiem, więc osiągi są przyzwoite. Do miasta wystarczy, a na trasie jeśli manewr wyprzedzania nie jest waszym ulubionym, również. Do tego jest całkiem oszczędny, aczkolwiek nie spodziewajcie się po nim arii.

Podobnie jak po skrzyni biegów. Ta wersja napędowa w przeciwieństwie do większej 1.6 jest zespolona z manualną, sześciobiegową skrzynią. Wszystko co można o niej powiedzieć ogranicza się do jednego, zmienia przełożenia. Sięganie po lewarek nie jest przykrym obowiązkiem, zwłaszcza że trzeba to robić by wkręcić silnik na odpowiednie obroty, ale i odbywa się to bez szczególnego entuzjazmu.

Niewielka moc sprawia, że podwozie i zawieszenie nie muszą zmagać się ze znacznymi siłami. Poza tym z tyłu znajdziemy belkę skrętną. Dlatego też Fiat zestroił Tipo na komfortowy, niewymagający wzmożonej uwagi przy przejeżdżaniu nierówności, wygodny samochód. Oczywiście sprawia to, że na szybciej pokonywanych zakrętach czy nagłych manewrach nadwozie przechyla się niczym parasol podczas sztormu nad Bałtykiem w Jastarni, ale nie ma to znamion niebezpieczeństwa. Po prostu Tipo nie jest przeznaczone do szaleństw, aczkolwiek krąży plotka o wersji Abarth. Na razie jednak mamy wygodę, która mimo wszystko nierzadko zbudza więcej emocji niż oglądanie naturystek w Chałupach.

Fiat nie zedrze z was jak Krewetka w powieściach Michała Witkowskiego. Tipo wyceniono na więcej niż rozsądne 43 tysiące. To często o dziesięć mniej niż konkurenci. Co prawda nie może poszczycić się najnowocześniejszym wyposażeniem i gadżetami z filmów o Bondzie, ale to rodzaj szczerego samochodu. Niewiele płacisz, ale otrzymujesz wszystko to, co niezbędne, bez opcji, z których skorzystasz tylko raz z ciekawości. Sedan od Fiata jest dla osób, które kupując paczkę chipsów wiedząc, że połowa z niej to powietrze. Nie spodziewają się niespodzianek, ani przykrych ani spektakularnie dobrych. Dla nich Tipo będzie idealne. Mimo że ma nazwę, która przypomina rodzaj rozwielitka, ale i tak warto go kupić.

Szczególnie ze względu na to, że Fiat za chwilę wszystko zepsuje. Na przestrzeni lat koncern próbował wszystkiego, zawahali się tylko przy rowerze atomowym. Ale każdy pomysł po sprawdzeniu nie doczekał się kontynuacji, nie byli konsekwentni. Oferowali niezłe Stilo by zrobić sobie przerwę. To samo zrobili teraz z Bravo. Podobnie z Mareą i Cromą. Zamiast pozwolić by Punto po jedenastu latach w końcu przeszło na emeryturę wolą wypuścić kolejnego hipopotama na bazie 500-tki. Obawiam się, że taki sam los spotka Tipo. Lubię Fiaty, ale polityka koncernu jest jak homoseksualista w liberalnym świecie, akceptowany acz niezrozumiały.

Zorientowany i baczny czytelnik z pewnością zauważy, że zbliżając się ku końcowi nie wytłumaczyłem co ma wspólnego zakup Tipo z wakacjami. Otóż część klientów sedana od Fiata mogłaby wybrać Dacię Logan i jednocześnie odkryliby, że jest znacznie tańsza i tym samym przeznaczyliby zaoszczędzone pieniądze na wakacyjny urlop. Ale nie róbcie tego. Ciężko wam będzie później wytłumaczyć w towarzystwie zakup samochodu z Rumunii jednocześnie się nie wstydząc. Poza tym będziecie musieli pojechać na urlop a tu są dwie możliwości. Jeśli wybierzecie zagranicę ten może być bombowy a co za tym idzie ostatni. W kraju spędzicie większość czasu w korkach albo skorzystacie z kąpieli o wątpliwej przyjemności w Bałtyku pełnym toksycznych odpadów zostawionych przez Nazistów. Zamiast tego wydajcie więcej i kupcie Fiata. Nie będziecie się wstydzić i otrzymacie błogi spokój.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *