Bądź jak żandarmeria wojskowa.

Zbliża się czas, który przez wielu jest jednocześnie uwielbiany i nienawidzony. Radość z kupowania prezentów razem z przepełnionymi centrami handlowymi albo latającymi paczkami Inpostu. Pyszne jedzenie połączone z obawą o przytycie. Radość razem ze zwiększoną liczbą samobójstw. Postanowienia noworoczne wespół z niewykorzystanymi karnetami na siłownię. Usilna praca kobiet przez kilkanaście dni by przed dwa odpoczywać. Okres przedświąteczny jest przepełniony absurdami jak żaden inny.

Z kolei polityka to ocean wszelkiego rodzaju niedorzeczności. Nie zamierzam się nią zajmować bowiem nawet nie wiem już kim jestem. Nie mam w domu nawet atlasu kotów. Drugą dziedziną życia pełną bezsensownych zjawisk jest motoryzacja. Dotyka każdego. Nie ważne czy jesteś hipisem posiadającym Chrabąszcza, rowerzystą nienawidzącym kierowców, pieszym nienawidzącym jednych i drugich, czy też starowiną z małopolskiej wsi, która dziwnym trafem czyta ten tekst. W końcu sklepikarz też musi w jakiś sposób dostarczyć towary.

Mam wrażenie, że potrzebujemy czerwonej, grubej kreski. Zanim młodzież się ożywi spieszę wyjaśnić, że nie chodzi o nowy narkotyk. Po prostu jako ludzie potrzebujemy w pewnych dziedzinach zacząć jeszcze raz.

Bo czy nie wydaje się wam dziwne, że Elon Musk obiecuje najszybszy samochód na świecie nie prezentując nawet makiety? Tylko klip wideo i kilka danych technicznych, które z pewnością wymyślił. A na dodatek chce go wysłać w kosmos. Elektryczne samochody nie działają, a mimo to wielu polityków i ekoświrów pokłada w nich nadzieje. Nie zauważając faktu skąd bierzemy energię elektryczną. Diesle nie są zbyt czystymi silnikami, ale według badań wyprodukowanie baterii do samochodu elektrycznego wymaga takiej samej ilości CO2 co osiem lat jeżdżenia klekotem.

Z innych rzeczy, ratusz w Krakowie postanowił, że zlikwiduje 10% miejsc parkingowych. Kilka z nich nie spełniało norm a resztę postanowiono zmienić na buspasy. Dlaczego ja czy ktoś z was, oszczędzający kilka lat na samochód, ma dojeżdżać do pracy spóźniony tylko dlatego że ktoś tego nie robi i korzysta z komunikacji miejskiej?

I jeszcze ten smog. Tak, ja też wolę czyste powietrze i uważam, że coś z tym trzeba zrobić bo jest spory problem. Ale samochody są akurat najmniej winne. Spalanie śmieci w piecach, przestarzała infrastruktura, ciągnące prąd z kopalni samochody elektryczne, oto główni winowajcy. Tymczasem ludzie zamiast zwracać na to uwagę, wolą jechać do ślubu tramwajem. To wyjątkowy dzień warty dekoracji w postaci Rolls-Royce’a a nie Konstala 105Na. Podczas nocy poślubnej też używali zabawek jako alternatywy?

Po tych niedorzecznościach człowiek ma naprawdę ochotę na samobójstwo albo ludobójstwo. Istnieje jednak pewne rozwiązanie i nie jest to bynajmniej wizyta na kozetce. Wyjście znajduje się w najbliższym salonie Opla i nazywa się nowa Insignia. Która jest ostatnim modelem zanim Opel stał się francuski.

Zacznijmy od nazwy, nowa Insignia wcale nie jest Sport. W wersji GSi ma kilka ciekawych akcentów ale granatowo-ciemny lakier nie sprawi, że chce wam się kręcić silnik aż do czerwonego pola. Wygląda wręcz skromnie, ale przy tym elegancko. Z pewnością nie jest brzydka, aczkolwiek nie wiem czy piękna. To kwestia gustu, jednak sprawia wrażenie droższej niż w rzeczywistości. Przód ma liczne detale, które jednoznacznie sprawiają, że rozpoznacie ten model na ulicy. Przetłoczenie na drzwiach wielkości Rowu Mariańskiego jest sennym koszmarem blacharzy, ale świetnie wygląda. Tył rozczarowuje, bowiem niewiele się dzieje, przez co jest najnudniejszy z całego nadwozia i można go pomylić z setką innych modeli.

Bez wątpienia jest Grand. Jest nieco większa niż poprzednia E-Klasa, więc to dobrze że od 2018 roku zwiększają wielkość miejsc parkingowych w centrach handlowych. Nie zmienia to faktu, że jest narysowana na tyle lekką kreską, że nie robi wrażenia ciężkiego klocka.

I w kwestii nadwozia jeszcze dwie osobiste rzeczy. Ciemne lakiery i odpowiednie felgi robią z Insignii prawdziwą elegantkę. Refleksy świetlne i ciekawe otoczenie sprawia, że wygląda intrygująco. Dopóki nie zobaczycie wersji kombi w czerwonym lakierze. Kompletnie zmienia charakter samochodu, wydobywając na wierzch zupełnie inną osobowość.

Jest jednak druga, ciemna strona medalu. Coś co mnie niezmiernie denerwuje. O ile jestem w stanie jakoś przeboleć fałszywe wloty i wyloty powietrza, pod warunkiem że są zrobione ze smakiem i należycie wkomponowane, to atrapy rur wydechowych działają na mnie jak komuniści na feministki. Powinno być specjalne miejsce w piekle dla osób, które to projektują. Tłumik kończy się pół kilometra przed tylnym zderzakiem. To oszustwo większe niż push-upy i operacje plastyczne powiększenie piersi razem wzięte.

Obecnie Audi jest na szczycie jeśli chodzi o wykończenia wnętrz. Z wielu względów Opel nie może się z tym równać, ale jak na ten segment jest bardzo dobrze. Nie jestem pewien czy to nie jedno z najlepszych wnętrz w klasie. Po pierwsze jest praktyczne, duża ilość schowków, a po drugie przepastne na tyle, że musicie używać szczekaczki żeby pasażerowie siedzący w innej strefie czasowej was usłyszeli. Wersja kombi bez opadającego dachu daje nieco więcej przestrzeni nad głową, ale to rzecz oczywista. Po trzecie Insignia oferuje wygodne fotele, które nie męczą w dalekiej podróży i posiadają atest jakiegoś niemieckiego stowarzyszenia. Po czwarte liczbą gadżetów nie odstaje od często droższej konkurencji, a przy tym jednocześnie wnętrze nie jest przeładowana przyciskami. Niemal wszystkimi funkcjami zawiaduje system info-rozrywki, który jest banalny w obsłudze. Wreszcie w środku przyjemnie się siedzi, jakość wnętrza jest głównie bardzo dobra, w mniej oczywistych miejscach tylko nieco gorsza, a kokpit otula kierowcę dając wrażenie jedności z maszyną. Irytują tylko wskaźniki, które nie są w pełni elektroniczne, zupełnie jak w poprzednim modelu. Tak jakby projektanci albo księgowi nie byli w stanie podjąć odpowiedniej decyzji. Ten element jest zdecydowanie do poprawki.

Podobnie jak silniki. W historii Opla ciężko znaleźć charyzmatyczne silniki. Po prostu są pod maską i napędzają samochód. Tak samo jest w przypadku jednostek napędowych w nowej Insignii. Diesle są z pewnością lepsze niż pamiętny i równie toporny 1.7 z Isuzu, ale nie zapewnią wam żadnych emocji. Wersje benzynowe nie są wiele lepsze, przynajmniej ta o pojemności 1.5. Oczywiście ma turbosprężarkę, całkiem sporo koni mechanicznych i Nm jednak jest tak nudna, że nikomu nie chciało się sprawdzić ile. Co prawda przyspiesza do setki w mniej niż 9 sekund i potrafi spalać średnio 7 litrów ale pod maską mogłoby również dobrze pracować stado chomików. W dodatku rozwydrzonych, bowiem powyżej 4 tysięcy obrotów silnik zamienia paliwo na hałas a nie na przyspieszenie.

W dobie globalizacji, pożyczania technologii oraz wielu lat badań i doskonalenia można by uznać, że wszystkie skrzynie biegów są precyzyjne i dokładne. Ta nie jest najgorsza, ale z całą pewnością daleko jej do najlepszych. Przełożenia są nieco za długie, a lewarek sprawia wrażenie zatopionego w kisielu. Drogi drążka wydają się nie mieć końca, zmieniając z dwójki na trójkę powinniście wrzucić od razu czwórkę. Ale to wszystko pewnie ukłon w stronę nowego właściciela. Właściciele Peugeotów będą czuli się jak w domu.

Niemcy przyłożyli się do designu nadwozia, podobnie jak i wnętrza, za to silnik i cały osprzęt skonstruowali w trakcie przerwy obiadowej. Na szczęście im posłużyła bowiem na drugi dzień wrócili pełni werwy do pracy tworząc podwozie, które jest niemal idealne. Względem poprzedniego modelu pozbyli się balastu w zależności od wersji nawet 200 kilogramów, czyli masy jednego Amerykanina. Dzięki temu Opel prowadzi się niemal jak Lotus. Może nie Elise ani Evora ale jak Omega A. Oczywiście zawieszenie nie jest tak samo twarde. Insignia zapewnia komfort a przy tym niemal niezauważalnie tłumi wszelkie nierówności. Jednocześnie jest na tyle sprężysta by dawać prowadzić się jak po sznurku a w zakręcie być w pełni neutralna. W Oplu do kompletu dodają lekko działający układ kierowniczy oraz laminowane szyby, które wyciszają wnętrze, tak by prowadzenie i jazda nie zmąciły myśli kierowcy. Wcześniejsze modele jeździły stabilnie ale nieco ciężko, nowa Insignia niczym się nie narzuca. Nie jest samochodem samym w sobie, chociaż jest, ale jawi się bardziej jako dodatek do podróży. Kierowca nie wybierze dłuższej, ciekawszej i bardziej krętej drogi tylko wsiądzie, zamieni kilometry na czas i wysiądzie w innym miejscu. Zatem jeśli w waszych żyłach nie płynie benzyna będziecie uraczeni i zauroczeni spokojem jaki oferuje. Zamykając drzwi wkraczacie do innego, spokojniejszego świata, coś na kształt utopii. Może to przesada, ale Insignia jest dobrym duchem w czasie podróży. Jest jak wierny pies, tylko nie gubi sierści i się nie ślini. I chętniej bierze kąpiel.

Niestety w przypadku samochodu wkrada się chłodna kalkulacja. Dzisiejsze modele segmentu D są znacznie droższe niż kilka lat temu a cennik Insignii Grand Sport zaczyna się od stu tysięcy złotych bez małej stówki. Na szczęście inne wersje wyposażenia, mocniejsze silniki i dostępne opcje nie są bardzo drogie, ale i tak łatwo dołożyć kwotę, za którą można dokupić Corsę. Jednak analizując cenniki konkurentów Insignia wypada nieco lepiej, co prawda jest droższa o kilka tysięcy, aczkolwiek oferuje więcej w kwestii wyposażenia. Lecz nie ufajcie reklamom, Opla nie można porównywać do Mercedesa, Audi czy BMW. To nie liga premium. Ale ze wszystkich mniej prestiżowych marek to chyba najlepszy wybór. Poza rządzącą się swoimi prawami i mającą swoich wyznawców Alfą Romeo.

Suma summarum nie powinniście przepłacić. Tym bardziej, że Insignia jest naprawdę jednym z najlepszych samochodów w klasie. Może pozbawionym emocji ale nadal ciekawym wyborem. Na dodatek z własną technologią, która co prawda nie zawsze jest spektakularnie dobra, ale i tak lepsza niż ta z PSA. Zatem to ostatni moment by kupić prawdziwego Opla. Tylko wybierzecie inny kolor niż granatowy, inaczej zostaniecie posądzeni o przynależność do żandarmerii wojskowa, która właśnie kupiła 88 takich samochodów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *