Znaczek nie jest wszystkim.

Święta już za pasem, ale mimo tej wszechogarniającej atmosfery cieszenia się muszę jednak pomarudzić. Kilka dni wolnego, a ludzie już wariują. Ja wiem, trzeba się przygotować i tak dalej. Tyle tylko, że czuje się jakby święta trwały dobrych kilkanaście tygodni. Już gdzieś w październiku sklepy rozpoczęły dyskretne zachęcanie klientów do zakupów rzeczy w foliowych opakowaniach przyprószonych śniegiem.

Nie mam zamiaru bronić magii świąt. Po prostu są i z tym faktem się już raczej nie dyskutuje. Jednak patrząc na większość ludzi odnoszę wrażenie, że to taki obowiązek, może jeszcze nie przykry, ale blisko.

Jeśli jesteś kobietą, mimo tego okresu nie wyzbędę się chyba szowinizmu, aby wszystko było gotowe trzeba było zakasać rękawy już na początku roku. Mnogość potraw przeraża nawet grubasów, którzy po kilku dniach siedzenia za stołem rozpoczynają licytację ile kilogramów ciała im przybyło. Ze śpiewaniem kolęd jest kiepsko. Niby zna się parę słów, ale znowu nie do końca. Z drugiej strony, z całym szacunkiem, ale komponował je ktoś, kto powinien być cały czas na antydepresantach. W kilku innych krajach piosenki świąteczne bywają radosne, w końcu jest się z czego cieszyć, u nas ciągle żałoba. Zaczynam nie dziwić się, że większość musi się napić aby przetrwać. To prowadzi do zabawnych sytuacji, gdy większość zaprawionych czuje katolicki zew by uczestniczyć ten jeden raz w roku we mszy. Kumulacja oddechów oraz nowych perfum otrzymanych jako prezenty powoduje, że strach odpalić zapalniczkę. Za każdym razem się dziwię, że to jeszcze nie wybuchnęło.

W końcu musisz spotykać się z osobami, które co najwyżej tolerujesz. Jeśli kogoś nie cierpisz przez resztę roku to raczej nie warto udawać przez ten jeden, że jest inaczej. Należy być wiernym swoim ideałom.

Jednak wszystko jakoś poszło i jest przygotowane. Także karp, którego nikt nie lubi bo nie jest surową rybą w wodorostach. Nawet biedne drzewko położyło swój konar na szafocie. Jeszcze prezenty. Zacznijmy od tego, że ci co mówią, że lepiej jest dawać kłamią. Tak samo ci, którzy twierdzą, że nie sikają pod prysznicem. Każdy woli dostawać prezenty. Jednak najpierw trzeba je kupić i tu zaczyna się gehenna. Sklepy załadowane są wszelkiego rodzaju zestawami kosmetyków, wątpliwej jakości swetrów i innych nikomu niepotrzebnych rzeczy. A trzeba to wszystko następnie niepostrzeżenie dostarczyć do domu. Bo chyba już nie wierzycie w Mikołaja, prawda?

I tu w roli sań sprawdzić się może nowa Skoda Superb, która tak naprawdę całkiem świeża, podobnie jak ryba, nie jest. To dokładnie ten sam model, który debiutował w 2008 roku. Kilka miesięcy temu samochód przeszedł drobny lifting. Przód zyskał nowe reflektory w technologii led, zmieniony kształt grilla, a tył lampy we wspominanej specyfikacji oraz inną formę tylnej klapy. Ostatecznie trudno znaleźć wielkie różnice, jednak kombi w tym tandemie nadal pozostaje ładniejszym wyborem niż liftback. Mimo to Superb pięknością nie jest. Ma stonowaną sylwetkę bez ozdobników i szaleństw. To bardziej odpowiednik szarej myszki, którą ostatecznie wybierasz na żonę.

W środku również nie starano się zaznaczyć nowości modelu. Największe zmiany przeszła jedynie kierownica oraz lewarek skrzyni DSG. Reszta to poprzedni model. Nie przeszkadza to zbytnio, bowiem Superba cechuje świetna ergonomia, dopracowane wnętrze, które zostało wykonane z dobrych materiałów oraz świetne spasowanie wszelkich części, przez co wyciszenie samochodu jest na wysokim poziomie.

Jednak najbardziej zaskakują tutaj dwie rzeczy. Mniejsza to bagażnik, jest ogromny. Ma 603 litry i przewieziecie w nim dosłownie wszystko. Dodatkowo jest praktyczny, dzięki rożnym przegródkom i ciekawie zaprojektowanej rolecie. Lecz najmocniej będziecie rozpieszczeni przez ilość miejsca dostępną dla pasażerów. Z przodu każdy znajdzie wygodną pozycję, ale z tyłu z powodzeniem można rozgrywać mecze, piłkarskie, siatkarskie, hokejowe, jakie tylko chcecie.

Jeśli chodzi o słabe strony wnętrza to są dwie. Pierwsza kolor tapicerki. Nie warto brać tej w odcieniu beżu. Jest piękna, ale jednocześnie bardzo podatna na zabrudzenia, więc szybko wygląda mało estetycznie, niczym biały obrus po wieczerzy. Drugi minus to fotele. Są średnio wygodne i zapewniają mało wsparcia bocznego. Przynajmniej są podgrzewane, co jest wyjątkowo przyjemne zimą. Podobnie jak ogrzewanie postojowe, przeto można zapomnieć o skrobaczce.

W przypadku silników nie ma zaskoczenia. Skoda czerpie pełnymi rękami z magazynowych półek Volkswagena. Po liftingu nareszcie można zespolić dwulitrowego diesla z napędem na cztery koła i dwusprzęgłową skrzynią biegów. Taki zespół napędowy wydaje się idealny. Motor dysponuje 170 końmi mechanicznymi mocy i 350 Nm momentu obrotowego, który wspierany jest przez Haldex czwartej generacji oraz sześciobiegowy automat. Nie spodziewajcie się jednak osiągów z rewirów gorących hatchbacków. Superb ma ponad 4,8 metra długości i waży blisko 1,7 tony. Dodatkowo najmocniejszy diesel ma dość wąski zakres elastyczności przez co przyspieszenie do setki trwa blisko 9 sekund, a prędkość maksymalna wynosi 218 km/h. Nie ma tutaj wbijania w fotel ani przesuwania wnętrzności, to nie typ sportowca. Skrzynia biegów nie ma łopatek za kierownicą, ale jeśli się zastanowić nie są bynajmniej potrzebne.

Spalanie w dużej mierze zależy od miejsca żerowania Superba. W mieście potrafi zużyć 9 litrów, w porywach nawet odrobinę więcej, a na trasie powinniście uzyskać wynik w okolicach 6. Zważywszy na osiągi, gabaryty oraz masę nie są to złe rezultaty.

Minusem jest jednak skromny bak, raptem 60 litrów oraz spora hałaśliwość silnika, którego na szczęście aż tak mocno nie słychać we wnętrzu.

W przeciwieństwie do odmian Scout czy Outdoor napęd na cztery koła ma tylko dwa zadania, poprawiać trakcję oraz zwiększać bezpieczeństwo prowadzenia. O ile na suchym większych różnic nie ma to na mokrym przy zimowej aurze można poruszać się w zasadzie bez obaw. Moc przerzucana jest szybko i na tylną oś potrafi dotrzeć nawet 90% pary idącej z silnika. W sumie daje to wysoką stabilność oraz pewność bez jakichkolwiek bzdurnych plastików, które mają świadczyć o rzekomych zdolnościach terenowych.

Jako ścigant Superb się nie sprawdzi. O wiele lepiej wychodzi mu bycie transatlantykiem. Jego komfortowe zawieszenie idealnie nadaje się do pokonywania długich odcinków. Podobnie zestrojony jest układ kierowniczy. Nieco za mocno wspomagany, łagodny i odrobinę ospały. Mimo wszystko takie zestawienie wydaje się dobrze dopasowane do charakteru samochodu.

Gorzej sprawdza się na drogach z mnogością zakrętów. Wówczas można odczuć lekką podsterowność oraz płużenie przodu, który zaczyna rozgarniać śnieg zalegający na drodze.

Ci, którzy obawiają się poruszania po mieście dłużej nie powinni. Mimo wielkości Skoda całkiem sprawnie porusza się w miejskim tłumie. Gamonie, którzy nie potrafią zaparkować mogą zdać się na samochód, jest w stanie robić to zarówno równolegle jak i prostopadle.

Skoda w koncernie Volkswagena miała grać skrzypce ubogiego kuzyna, Superb to pierwszy w miarę prestiżowy model. Za podstawową wersję kombi przychodzi zapłacić w granicach 80 tysięcy złotych. To taniej niż w przypadku konkurencji, a zwłaszcza Passata. Najtańsza wersja z dwulitrowym dieslem, napędem na cztery koła i skrzynią DSG wymaga dopłaty blisko 40 tysięcy, nie mówiąc o najwyższym wariancie wyposażenia za ponad 150 tysięcy. Jednak chwilowo to jedyny samochód w takiej konfiguracji. Przynajmniej na razie nie ma podobnego Passata, a w Fordzie milczą o napędzie na obie osie w przypadku nowego Mondeo. Jednak biorąc to wszystko pod uwagę Skoda oferuje pojazd wielkościowo segmentu E za cenę tego z D. To dość znaczna różnica i BMW serii 5 powinno powoli zacząć się bać swojej pozycji najlepszego kombi dla rodziny.

Superb oznacza wspaniały, znakomity. Z pewnością Skoda nie jest idealna i nie może konkurować z samochodami klasy wyższej, ale w swojej wadze sprawdza się wyjątkowo dobrze, zwłaszcza w takiej konfiguracji. Postawcie przed nią jakiekolwiek zadanie, a wykona je dobrze i niemal niewzruszenie. Jak choćby przewiezienie kupionych na ostatnią chwilę wielkogabarytowych prezentów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *