Szanuję Audi, lubię A8, S8 tylko toleruję.

Gdy kupujecie nowy samochód z pewnością patrzycie na to ile pali w mieście. Albo czy chcąc go ubezpieczyć nie będziecie zmuszeni sprzedać własnych dzieci na eksperymenty medyczne. Kolejna rzecz to czy będzie odpowiednio praktyczny, czyli czy uda wam się raz na dziesięć lat przewieźć nocną szafkę z Ikei. Wreszcie czy kolor będzie pasował do waszej osobowości, a wyposażenie będzie odpowiednio świadczyło o waszym statusie.

Jednak większość z was nie zwraca uwagi na to jak będziecie się czuć w danym samochodzie ani jak w nim będziecie wyglądać.

Jeśli wybierzecie samochód osobowy, który powstał pierwotnie jako dostawczak będziecie postrzegani jako hydraulik z wąsami, spodniami na szelkach i będą na was wołać imieniem z gry platformowej z epoki przed PlayStation.

Z kolei gdy zdecydujecie się na vana ktoś może pomyśleć o was jak o ogierze rozpłodowym i że macie imię identyczne jak u szesnastego prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Cabrio? Że macie w sobie coś z obnażającego się ekshibicjonisty. SUV? Z pewnością nienawidzicie Matki Ziemi. Praktyczne kombi? Lubicie wozić zbędne powietrze razem ze sobą.

Dlatego zawsze bezpiecznie decydowałem się na hatchbacka albo jeszcze lepiej na limuzynę. Ale także tutaj nie ma łatwo.

Mercedesy od czasów 600 Grosser wybierali dyktatorzy. BMW to z kolei wybór raperów. Bardziej na serio te pierwsze cenili wielbiciele komfortu w każdej sytuacji, a te drugie ich przeciwnicy. Audi jakoś nigdy nie potrafiło sobie zjednać nikogo z nich. Spróbujcie bowiem określić jednym słowem samochody z Ingolstadt? Cokolwiek? No właśnie. Mimo to Audi dzielnie tworzy kolejne modele, które w większości są bardzo dobre. Czego przykładem jest Audi S8. Ale od początku.

Wygląd zewnętrzny A8 cechuje dualizm. Z jednej strony linia jest nowoczesna, ładna i stonowana jednocześnie. Trójbryłowe nadwozie może z powodzeniem startować w konkursach na ponadczasową elegancję i robi należyte wrażenie na każdym niezależnie od wieku, płci czy orientacji. Z drugiej jednak strony wszystkie Audi wyglądają tak samo, różnią się tylko rozmiarem. Nie trudno pomylić największe A8 z najmniejszym A3 Limousine, co może nie podobać się wszystkim klientom. Zwłaszcza, że flagowy model to solidna klucha mierząca blisko 5,2 metra długości i mająca prawie 2 metry szerokości.

Coś co na pewno znajdzie uznanie w ich oczach to ledowe reflektory. To żadna nowość, nawet samochody segmentu miejskiego już je mają w swoim wyposażeniu, ale Audi robi z nich małe dzieła sztuki nowoczesnej, są jak pierwszego sortu diamenty.

Naturalnie sportowy model nieco podrasowano. Z przodu zyskał bardziej kwadratową szczękę, wydatniejsze kości policzkowe i zmienione wypełnienie grilla. Z tyłu straszą cztery końcówki układu wydechowego, a z boku większe listwy progowe i solidnych rozmiarów felgi. No i pretensjonalny znaczek na przednik nadkolach V8T. Nie dało się nieco bardziej dyskretniej? W końcu to nie RS4 ani R8.

Wnętrza nie potratowano kuracją odchudzającą, klatką ani rajdową kierownicą. Wszystko jest jak należy w tej klasie samochodów. Skóra jest lepsza niż na fotelach w Kancelarii Premiera czy Prezydenta. Fotele mają miliony ustawień, są rozkoszne w dotyku i opatulają niczym najlepsza poduszka, a opcja masażu spowoduje, że nawet po dotarciu do celu nie będziecie mieli ochoty wysiadać, a nieświadomi przechodnie będą zwracali uwagę na wasz błogi aczkolwiek głupawy uśmieszek. Dodatkowo stylistyka deski rozdzielczej jest wysublimowana i wyrafinowana. Mówcie co chcecie, ale w Audi wiedzą jak robić jedne z najlepszych kabin na rynku. Przy tym jest nieprzesadzona pod względem technologicznym, nie onieśmiela. Jasne, znajdziecie tu całą masę gadżetów, która po prostu muszą być w samochodzie tego segmentu. Nocne kamery, wyświetlacz na szybie, klimatyzacja z bilionem ustawień, wcześniej wspominany masaż, najnowocześniejszy zestaw multimedialny i znacznie, znacznie więcej.

I jeszcze coś. Istnieje przekonanie, że w limuzynach tej klasy jest się wożonym. Nie w Audi. Co prawda można zatrudnić szofera do powożenia, ale tylnym fotelom nie poświęcono tyle atencji co w Airbusie w pierwszej klasie. Nie oznacza to, że pasażerowie nie są dopieszczeni, jednak S8 to zdecydowanie samochód dla kierowcy i czuć to w każdym aspekcie.

Jest jednak jedna rzecz, która za nic nie pasuje mi to wnętrza. Jest nim pan karbon. Chociaż producent twierdzi, że to samochód nieco sportowy, mający solidną maszynownię pod maską, to mimo wszystko bardziej to pasuje do modeli ze znaczkiem RS. To tak jakbyście do swojego garnituru na miarę z Savile Row zażyczyli sobie wstawki ze skóry krokodyla. Może było to do zaakceptowania w czasie kokainowych kowbojów, ale dzisiaj?

Skoro już mowa o maszynowni to warto zerknąć na to co jest między przednimi kołami. Tutaj mieszka 4-ro litrowe V8 o oznaczeniu TFSI, wsparte dwiema solidnymi turbosprężarkami. Nie bawiąc się w zbędne konwenanse generuje wystarczającą moc do przesunięcia płyt tektonicznych. 520 koni mechanicznych. 650 Nm dostępnych już od 1,7 tysięcy obrotów. To wystarcza żeby zapędzić do koziego rogi niejedną mocną 911-tkę. Czas potrzebny do osiągnięcia pierwszej setki to jedynie 4,2 sekundy. W prezesowskiej limuzynie. Prędkość maksymalną naturalnie ograniczono do 250 km/h. Na nowoczesną i ekologiczną modłę przy niskim obciążeniu silnik ma możliwość stania się jednostką czterocylindrową. Skutkuje to niższym spalaniem, ale umówmy się, jeśli decydujecie się na wariant S8 to macie gdzieś ile zużywa paliwa. Za to ważne jest dla was jak brzmi. Może nie ma w sobie nic z Ferrari czy Lamborghini jak poprzednik ale wrażenia odsłuchowe potrafią postawić włosy na rękach i karku.

Nieodłącznym kompanem reaktora atomowego z przodu jest ośmiobiegowy Tiptronic pochodzący z magazynów ZF. Powiedzieć o nim, że sprawnie zmienia biegi to mało. Wachluje nimi niczym wiktoriańska dama kawałkiem rozczapierzonego pergaminu i bez problemów orientuje się jaki bieg należy wrzucić następnie.

Jako, że to samochód z czterema pierścieniami wyposażono go w napęd na Quattro. Jego głównym zadaniem jest sprawne przenoszenie lawiny mocy. Poza tym zapewnia tyle trakcji i przyczepności, że z powodzeniem można by obdzielić pozostałych konkurentów. Miłym dodatkiem jest mechanizm różnicowy, który subsydiarnie dba o należytą adhezję.

Mimo, że to zdecydowanie mocny samochód i można go nazwać w pewnym uproszeniu sportowym to układ kierowniczy nieco odstaje od tego obrazu. W bazowym ustawieniu jest zbyt mocno wspomagany, nieco drętwy i pozbawiony przyjemnego czucia. W trybie Dynamic jest lepiej, ale jednak nie jest to coś, co by można nazwać wzorowym rozwiązaniem. W mieście sprawdza się świetnie, na wąskich drogach trochę gorzej.

W sportowej jeździe do odcięcia nie pomaga również fizyka. Mimo, że konstrukcja karoserii jest wykonana z aluminium i waży jedynie 250 kilogramów to całość delikatnie przekracza barierę dwóch ton. S63 AMG jest lżejszy o 5 kilogramów, ale już XJR jest niczym topowa modelka z masą niższą niż 1,9 tony. Pozytywnie również nie nastraja rozkład mas w Audi. Aż 56 procent spoczywa na przednich kołach, a żeby było jeszcze gorzej koniec silnika znajduje się przed przednią osią, więc najcięższe elementy zorientowane są na nosie. To tak jakby do ludzkiego kulfona były przymocowane pośladki i nogi. Właściwości jezdne są pogorszone, co dodatkowo skutkuje podsterownością. Oczywiście Audi dołożyło wszelkich starań by zniwelować tę tendencję i w tej materii odnieśli spory sukces. Przód wyjeżdża dopiero przy prędkościach naprawdę przesadzonych, które są tak naprawdę podwojeniem tych, które można by uznać za właściwe. Umiejętnie dodając gazu na szczycie poczujecie jakby tylne koła odrobinę się skręcały, co umożliwia wycelowanie przednią osią oraz wystrzelenie z zakrętu jak gdyby z tyłu był doczepiony dopalacz z myśliwca. To coś dla tych, którzy nie cierpią kauczuku. Opony wówczas znoszą sążniste i błagalne pieśni.

Pewnie myślicie, żeby sprawnie jeździć z taką mocą zawieszenie jest twarde i niewzruszone niczym sumienie posła przy podawaniu kilometrówki do rozliczenia. W S8 jednak udało się zachować całkiem solidne pokłady komfortu pomimo opcjonalnych 21-calowych felg. Jest zaskakująco wygodnie i nie ma problemów z wybraniem się na znacznej długości podróże, by później czuć się jak noworodek. Nie całkiem, bowiem kierowca ani pasażerowie nie są tak rumiani i nie wrzeszczą wniebogłosy.

Jeśli stoicie przed wyborem kupna dom una przedmieściach w niezłej dzielnicy bądź ponad 500-konnego samochodu oferta Audi nie ułatwi wam podjęcia decyzji. Każdy koń mechaniczny kosztuje 1057 złotych. Wybieranie specjalnego lakieru za 17 tysięcy, 21-calowych felg za 12, ceramicznych hamulców za blisko 50, nagłośnienia Bang & Olufsen z wyjeżdżającymi z deski rozdzielczej do góry wysokotonowymi głośnikami za prawie 30 spowoduje, że Audi z miłą chęcią przyjmie od was czek na milion złotych. Na pocieszenie pozostaje fakt, że konkurenci są wyraźnie drożsi. Mocniejszy o 65 koni mechanicznych i posiadający o 50% więcej Nm Mercedes S63 AMG kosztuje prawie 700 tysięcy. Zupełnie jak nie do końca komparatywne BMW 760i. Jaguar za 550-konnego XJR życzy sobie 715 tysięcy.

Jeśli miałbym wybierać to S8 byłoby na pierwszym miejscu. Ma odpowiedni wygląd i sprawdza się wspaniale w każdej dziedzinie. Może poza torem wyścigowym. Ale czy bym je kupił? Nie w tej wersji. Silnik i wszystkie atrybuty wersji S8 są bezsprzeczne. Jednak niezmiennym pozostaje fakt, że to ogromna limuzyna, której przeznaczeniem jest kojenie nerwów i spokój bijący z jej jestestwa. Powinna być aksamitna a nie sportowa. Na światłach pokazuje rogi, ale gdy oczekuję sportu wybieram coś lżejszego. Poza tym po raz pierwszy wolałbym słabszy silnik. Byłby bardziej odpowiedni. Poza tym, gdybym miał S8 w swoim garażu i chciałbym wyglądać choć trochę jak Jason Statham musiałbym zgolić włosy na jakieś 3 milimetry i wykupić karnet na siłownię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *