Zmieniły się wymagania klientów, więc nawet Jeep musiał się dostosować.

Muszę przyznać, że od jakiegoś czasu odczuwam jakbym miał menstruację. Nie chodzi o to, że coś się ze mnie leje ani że wówczas jestem szczególnie niemiły. Nie podziałały na mnie podprogowo również liczne reklamy. To coś zdecydowanie na płaszczyźnie duchowej czy też umysłowej. Co ciekawe to zjawisko ma miejsce raz w roku, trwa kilka godzin i najczęściej nawiedza mnie w miesiącach zimowych. Wówczas przychodzi mi na myśl, żeby sprzedać dotychczas użytkowany samochód, porzucić szybkie przejeżdżanie zakrętów, nie ślinić się na widok cywilnych slicków i kupić terenówkę. Nie wegetariańskiego suva tylko coś z krwi i kości dla prawdziwego mężczyzny, nie metroseksualnego tylko prawdziwego drwala. Dodatkowo moje dywagacje są konkretnie ukierunkowane, zawsze jawią się pod postacią Jeepa Wranglera. Bo cóż może być z jednej strony bardziej nonszalanckiego, zapewniającego nieskrępowaną zabawę na bezdrożach i taplanie się w błocie a z drugiej jednocześnie poważnego i konkretnego w przypadku pokonywania wybojów i przeszkód terenowych? Najczęściej jednak na myślach się kończy. Nie kupuje nawet koszuli w kratę i nie porzucam ulubionych Levi’sów.

Choćbym nie wiem jak bardzo kochał uliczne wyścigówki czy szybkie hatchbacki to od kilku lat myślę o Wranglerze. I chociaż nie ma sensu ani go szczególnie nie potrzebuję jego zdolności to wciąż powraca. Ze śniegiem poradzi sobie zwykły samochód, podjazd do domu jest wybrukowany a na działkę w dziczy przyjdzie jeszcze czas. Te racjonalne wytłumaczenia odnoszą skutek, jednak powoli zaczynam oswajać się z myślą, że kiedyś w jakimś komisie ujrzę obiekt mojego uwielbienia i wówczas żadne logiczne argumenty nie pomogą. Po prostu wyjadę nim dzierżąc w dłoni dowód rejestracyjny i prawdopodobnie umowę kredytową.

Jednakowoż postanowiłem zapobiec nieudanemu zakupowi i na wszelki wypadek zacząłem zgłębiać temat. Okazja trafiła się szybko, jedynie pod płaszczykiem najświeższego Cherokee. Zawsze mogłem trafić gorzej niż wybierając jankeskiego Fiata 500X. W końcu jest jeszcze ten okropny Compassa. Lecz jak się okazało przy czytaniu danych technicznych i obrazku na parkingu najwyraźniej nie mogłem.

Dzisiaj nie kupujesz już Jeepa ze względu na to, że wozisz siekierę w bagażniku. Prawdę mówiąc nazwa Jeep powoli kończy swój żywot jako definicja samochodu terenowego. Dowód? Cherokee może być wyposażony w jeden z trzech napędów na cztery koła, w zależności od potrzeb, ale podstawowe wersje mogą przenosić moc tylko na przednią oś. To tak jakby Agata Kulesza postanowiła przestać grać w dobrych filmach i zaczęła występować tylko na ściankach albo w „Dlaczego ja?”.

Najwięcej kontrowersji poza możliwością kupienia wersji tylko z napędem na przednie koła wzbudza wygląd zewnętrzny. Z przodu dzieci straszą trzy segmenty reflektorów, ledy, ksenony i przeciwmgłowe. Na pewno jest inaczej, niekoniecznie ładnie. Z jednej strony Cherokee w odpowiednim krajobrazie wygląda bojowo niczym następca Humvee, ale osobiście raczej nie zdecydowałbym się na jego kupno ze względu na jego prezencję. A trzeba dodać, że nie jestem jego zagorzałym przeciwnikiem. Najważniejszy element jednak pozostał niezmieniony, a jest nim charakterystyczny dla Jeepa grill.

O ile przód ma w sobie trochę szeroko pojętej charyzmy to z boku i z tyłu jest gorzej. Na tyle, że można by przypiąć tu jakikolwiek inny znaczek i nikt by się nawet nie zorientował. Na drzwiach i nadkolach jest kilka przetłoczeń, ale to trochę zbyt mało żeby zaskarbić sobie miłość przyszłych właścicieli, zwłaszcza, że przód zapowiada kompletne szaleństwo. No i ten czarny plastik. Ja wiem, że ma budować terenowe wrażenie i w razie czego rysa na nim nie boli tak jak na drogim lakierze, ale w końcu raczej niewielu z nich będzie chciało wybrać się na rajd przeprawowy.

Kolejną dużą zmianą i szokiem dla posiadaczy poprzednich generacji jest wnętrze. To tutaj może się podobać. Jest ładne, ergonomiczne oraz praktyczne i nie najgorzej wystylizowane. Nawet pięciu dorosłych znajdzie w nim przyzwoitą ilość miejsca chociaż 412-litrowy bagażnik jest chyba najmniejszy w klasie.

Fotele są rozkosznie wygodne, duże, obszerne a także posiadają możliwość elektrycznej regulacji.

W przypadku materiałów wykończeniowych w większości miejsc jest dobrze. Na desce rozdzielczej i w najczęściej dotykanych miejscach są niezłej jakości, nie sprawiają wrażenia, że w poprzednim życiu były butelkami po napojach. Gorzej jest w niższych partiach i wokół dźwigni zmiany biegów. Tu tworzywa są już zdecydowanie mniej przyjemne w obejściu i dość szorstkie. Przynajmniej nie można narzekać na spasowanie, które jest na dobrym poziomie.

Wielbiciele gadżetów mogą się poczuć nieco zawiedzeni. Oczywiście dostaniemy 10 poduszek powietrznych, tempomat, asystenta parkowania czy zestaw multimedialny, ale zbędnych wodotrysków tutaj nie ma. To pomaga w obsłudze, która przez to jest prosta i przyjemna. Ze starych rozwiązań został tylko prędkościomierz i obrotomierz, resztą funkcji zawiaduje ekran pomiędzy nimi.

Jeep skorzystał na mariażu z Fiatem pod względem silników. Pod maską Cherokee poza benzynową V6-tką do wyboru jest dwulitrowy Multijet o mocy 140 i 170 koni mechanicznych. Mocniejszy wariant dysponuje również 350 Nm momentu obrotowego, co pozwala na przyspieszenie do setki w lekko ponad 10 sekund i osiągnięcie 192 km/h prędkości maksymalnej. Jednocześnie jest bardzo oszczędny, stateczna jazda poza miastem pozwala zobaczyć wynik spalania na poziomie mniej niż 5 litrów, a w mieście blisko dwa razy więcej. Średnio wychodzi około 8. Razem z osiągami są to naprawdę dobre wartości, zważywszy, że Cherokee waży blisko dwie tony.

Mocniejsza wersja diesla jest sparowana z automatyczną skrzynią biegów, która ma aż 9 przełożeń. Z jednej strony pomaga w obniżeniu zużycia paliwa, przyczynia się do mniejszego hałasu, ale z drugiej ta licytacja na liczbę biegów robi się nudna i powoli posuwa się zbyt daleko. Może nie jest tak szybka jak konkurencyjne dwusprzęgłówki, ale poza tym nie można na nią utyskiwać. Ze swojego zadania wywiązuje się gładko oraz wręcz aksamitnie.

Obecnie większość samochodów terenowych, nie mówiąc o suvach, porusza się po asfalcie, więc mało istotny jest stopień krzyżowania osi. Między innymi dlatego zawieszenie w Cherokee jest zestrojono dość sztywno. Dzięki temu przechyły nadwozia na zakrętach zostały zredukowane do minimum. Wielbiciele miękkiego wybieranie nierówności jednak powinni być również w dużej części zadowoleni. Przypuszczalnie nie tak bardzo jak w Citroenie C5 ale znowu nie będziecie wytrzęsieni jak w jakimś ulicznym bolidzie.

Ale do czego tak właściwie został stworzony Cherokee? W przypadku szybszej jazdy silnik robi się nieco zbyt głośny, a i układ kierowniczy pozostawia trochę do życzenia. Jazda w terenie? Mimo zastosowania drugiego poziomu napędu na cztery koła, reduktora i możliwości ustawień w zależności od podłoża (sport, błoto/piasek, śnieg, automatycznie) nie jawi się jako utalentowany wszędołaz. Jego zadaniem jest bardziej zapewnianie odpowiedniej trakcji i wzbudzanie u kierowcy poczucia bezpieczeństwa i zaufania.

Zdaje się, że niemal nikt nie oczekuje od niego więcej, ale świadomość, że poradziłby sobie z cięższym terenem byłaby mile widziana.

Jednak jeśli potraktujecie Cherokee jako nieco innego rodzaju samochód osobowy zacznie pokazywać swoje zalety. W mieście jest całkiem zwinny i poręczniejszy od choćby Mondeo, a na trasie odpowiednio wygodny, bezpieczny i oszczędny. Ale czy takim ma być Jeep, ten prawdziwy? Klienci dzisiaj chcą jazdy na czubku żyrafy i ciekawego wyglądu, a nie jazdy po kałużach aż po snorkel. Nie oczekują, że z dziczy zabierze ich z powrotem do cywilizacji, gdyż rzadko ją opuszczają. Kupując nową parę spodni wybierają materiałowe, gdyż w jeansach nie wypada pokazać się w teatrze mimo że te mają więcej charakteru w sobie.

A trzeba dodać, że te spodnie do tanich nie należą. Najtańsza wersja zaczyna się od niemal 140 tysięcy złotych. Mocniejszy diesel z automatem i napędem na obie osie to konieczność dopłaty 30 tysięcy. Wybierając kilka opcji z listy łatwo dobić do sześciocyfrowej kwoty z dwójką na początku, a to sprawia, że Jeep nie jest cenowym konkurentem dla Mazdy CX5, Forda Kugi czy Volkswagena Tiguana. Pod tym względem zdecydowanie bliżej mu do Audi Q5, Mercedesa GLC czy BMW X3, a to nie łatwi konkurencji. Prawdę mówiąc na asfalcie są lepsi, a w teren nikt ich nie zabiera. To sprawia, że musicie być wyjątkowo zdeterminowani, żeby kupić Jeepa, który zbyt mocno nie błyszczy na ich tle. Ale w końcu żaden z nich nie nosi legendarnego znaczka i nie wzbudza takich kontrowersji, a w dzisiejszym świecie pełnym unifikacji to cecha na wagę złota.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *