Z głową w chmurach.

Już wkrótce rozpocznie się ulubiona pora roku firm farmaceutycznych. Z trawników będą coraz śmielej prześwitywać zdrowe kupki naszych czworonogów a bzyczki w postaci hajabus i cebeerek będą zakłócać śpiew kozy czerwonoczelnej. To również świetny moment na zakup nowego samochodu.

I w tym momencie, z któregoś ramienia słyszymy podszept, a może by tak zamienić kombi, sedana czy suv-a na coś innego. Tak jak w anegdotce Karola Strasburgera o dwóch facetach co to wybrali się na łono natury pod namiot. Gdy jeden z nich w nocy się budzi zauważa rozgwieżdżone niebo i budzi kompana takimi słowami: – Widać gwiazdy. Co to znaczy? Drugi rzeczowo odpowiada, że to znaczy iż mają szczęście i trafiła im się pogodna noc. – Nie. Przeczy pierwszy. – To znaczy, że buchnęli nam namiot.

I po tej znaczącej przerwie na spazmatyczny śmiech, ze łzami w oczach chyba powoli wiecie do czego zmierzam.

Załóżmy, że mamy możliwość delektowania się jazdą bez dachu. Chociaż to delektowanie zawsze bardziej kojarzyło mi się z muchami między zębami i ewentualnymi skutkami dachowania.

Kabriolety to na ogół drożsi kuzyni tych z konwencjonalnymi dachami, w końcu trzeba poświęcić trochę czasu, żeby zastąpić czymś kawałek blachy nad głową by zbytnio nie ucierpiała sztywność nadwozia, a ono samo za bardzo nie przytyło. Tyle tylko, że najczęściej powstają na bazie samochodów sportowych, gdzie liczy się odpowiednia współpraca wszystkich elementów i mimo super lekkich materiałów o ultra wytrzymałości ciężko jest samej podłodze utrzymać ciężki silnik z przodu i cały mechanizm otwierania dachu z tyłu. To tak jakby do kartki papieru przyczepić dwie cegły.

Wniosek jest prosty, chcesz jeździć szybko i sprawnie, kup samochód z normalnym dachem. W innym przypadku wystarczy coś o pojemności dwóch litrów i nie więcej niż dwustu koni. W końcu jazda topless to bardziej cruising niż szaleńcze lawirowanie między wszelkimi jednośladami. A skoro ma spełniać tylko jeden cel to nie ma sensu wykładać setek tysięcy złotych. Owszem, V12 od Astona brzmiała by jeszcze lepiej, ale to w końcu auto klasy GT, a tu liczy się odpowiednia powściągliwość.

Podobnie jest z SLS-em, który poprzez odcięcie dachu traci swój koronny powód zakupu, skrzydła mewy, a bez nich jest po prostu dużym Mercedesem z obłędnym dźwiękiem i cholernie twardym zawieszeniem.

Podobnie jest z SLK. Mazda MX-5 wręcz prowokuje do sportowej jazdy, podobnie jak BMW 3, a do drzwi puka już następca, i Z4.

Podobnie jest z Audi A3, TT i Golfem kabrio. To znakomite samochody, ale bez dachu linia boczna traci pewną integralność i wygląda jak po kontakcie z mechaniczną prasą. A ktokolwiek widział prospekty niemieckich kabrioletów od razu wykreśli je z listy ewentualnych zakupów. Wszystkim robiono zdjęcia na Lazurowym Wybrzeżu, a to trochę tak jakby spędzać wakacje w regionalnym stroju Bawarczyków.

Na Francuzów też nie ma co liczyć, po pozbyciu się najbardziej niedorzecznego kabrioletu w postaci C3 Pluriel ze zdejmowanymi pałąkami na placu boju pozostał Peugeot 308 CC. I tutaj cena nie czyni cudów, bowiem tu zabawa zaczyna się od stu tysięcy a to zakrawa na szaleństwo i czystą schizofrenię.

I podobnie jest z Volvo C70, Mini i Fiatem 500C. Pewnie wielu z was byłoby skłonnymi wydać nieco więcej za dobry produkt. Tyle tylko, że sama jazda bez dachu przy obliczu wyrzeczeń i rachunku w kasie wydaje się małą gratyfikacją. A to sprowadza do zakupu roweru bądź skutera wodnego. Tam przy wywrotce przynajmniej lądujemy w czymś relatywnie przyjaznym.

Sęk w tym, że to wszystko małe auta, by nie powiedzieć szowinistycznie, dość kobiece. Więc o ile nie jesteście długonogą blondynką z majętnym misiem pozostaje wam tylko jazda klasycznym dachem. Co nie jest takie złe, w końcu nawet w dzień kobiet nie wypada okazywać swojej damskiej strony.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *