Wciśnijcie gaz i trzymajcie się mocno. Naprawdę mocno.

Ciągle wokół słyszymy, że rządzący wespół z legislatorami różnego sortu chcą aby piesi wchodzili na drogę z opaską na oczach a kierowcy tracili prawo jazdy po przekręceniu kluczyka w stacyjce bądź już na samą myśl o przejażdżce. Aktywiści bowiem nie widzą nic złego w tym, aby zrzucić całą odpowiedzialność na kierowcę a pieszych otulić miękką pierzynką beztroski.

Zgadzam się, że wielu kierowców nie ustępuje pierwszeństwa na pasach. Bywają grubiańscy, a zakuci w swoich puszkach aroganccy i przy okazji bezpieczni. Niestety nikt nie bierze pod uwagę „współudziału” pieszych. Bywa, że poruszam się na własnych nogach i zdarza mi się być rowerzystą. Nigdy jednak przy próbie przecięcia drogi nie uważam, że mogę więcej. Wręcz przeciwnie, bowiem gdy nie zachowam należytej ostrożności i nie zaprzęgnę ograniczonego zaufania, mogę nie przeciąć już następnego. Komuś w samochodzie prawdopodobnie nic się nie stanie, podczas gdy z pieszym może być różnie. Wchodząc do akwarium z rekinami nie winisz wielkiej krwiożerczej ryby, że chciała sobie spróbować sushi z człowieka.

Pieszy ma mieć pierwszeństwo już zbliżając się do „zebry”? Cóż, jakoś nigdy nie sądziłem, że docierając do przejazdu kolejowego mogę go przejechać bez rozglądania się. W przypadku konfrontacji samochodu z pociągiem to ten drugi jest na wygranej pozycji i ma dłuższą drogę hamowania. Podobnie jak na przecinających się trajektoriach pieszego oraz pojazdu. To człowiek może zatrzymać się natychmiast a w razie czego jest bardziej poszkodowany. Nie twierdzę, że mamy od teraz stosować prawo silniejszego, aczkolwiek odrobina zrozumienia z pewnością by nie zaszkodziła.

W końcu nie wystarczy wymagać tylko od kierowców. Wbrew pozorom i oczekiwaniom aktywistów pieszy również ma obowiązki. Musi się rozejrzeć a nie „leźć” pod koła tylko dlatego, że ktoś coś gdzieś napisał.

Już teraz wiele przejść jest w zasadzie ukrytych, przez co ciężko będzie dostrzec, czy gdzieś pięć metrów od niego nie czai się pieszy, który być może zechce z niego skorzystać. Doprowadzi to do paranoi i bezsensownego zatrzymywania się kierowców by tylko spojrzeć za winkiel. GDDKiA po kontroli blisko siedmiuset przejść skonkludowało, że sześćdziesiąt cztery procent z nich wymaga do poprawy, a korzystanie z kolejnych dziewięciu procent stwarza wysokie ryzyko. Ale prościej jest wydać wyrok na kierowcę, który przekroczył prędkość o 2,6 km/h niż ukarać pieszego, który w miejscu niedozwolonym wbiegł na drogę zza samochodu, czym wpakował się wprost pod maskę skazanego.

Winą za potrącenie obarczono kierowcę, który nie zauważył pieszego. A gdzie odpowiednia infrastruktura, oświetlenie i odblaski? Jadąc z miejską prędkością, gdy jest szaro i pada ciężko dostrzec Slendera.

Na pewno nie pomoże tutaj pomysł przejść dla pieszych sprawdzających facebooka na telefonie. Jeśli jesteś na tyle głupi by tworzyć relację z miejsca wypadku to sam się o to prosiłeś, ale nie licz na angaż w Tańcu z Gwiazdami.

Na szczęście ktoś poszedł po rozum do głowy i zapewnia, że piesi nie będą mieli bezwzględnego bezpieczeństwa a tylko w momencie przebywania w jego strefie. Czy ta strefa będzie jakoś zaznaczona? Czy obok będzie stał sędzia, który zdecyduje czy był spalony czy jednak padł gol?

Owszem w niektórych krajach zmiany w prawie oraz infrastrukturze przyniosły pożądany efekt spadku liczby ofiar. Aczkolwiek choćby w Czechach skutek był odwrotny.

Ale będą też inne sprawki, za które będzie można stracić prawo jazdy. Przekroczenie prędkości o pięćdziesiąt kilometrów poza terenem zabudowanym a nie tylko w mieście. Czemu piszę o tym przy okazji testu samochodu? Bowiem w Mercedesie A45 AMG jest to niezwykle proste i szybkie. Naturalnie są mocniejsze samochodu z silnikami większymi niż dwa litry pojemności oraz znacznie większymi turbosprężarkami, ale wyglądają na bardzo szybkie i zdolne a klang V8 skutecznie daje do zrozumienia, że zaraz przekroczycie dopuszczalną prędkość. Dwu- bądź trzykrotnie.

Tymczasem A45 S jest cywilizowanym i wygodnym hatchbackiem, który przy okazji jest piekielnie szybki. Być może w gamie modeli AMG nie grzeszy mocą, ale nieco ponad czterysta koni mechanicznych oraz pół tysiąca Nm są wystarczające by nadawać mu osiągi równe kilkuletnim Ferrari.

Czym lubi przypominać wygląd, będący dla jednych napakowanym i masywnym sportowcem, a dla innych bułowatym kulturystą. Jedno jest pewne, A45 S lubi rzucać się w oczy. Niegdyś dyskretne Mercedesy obecnie bogate w różnego rodzaju świecidełka i ornamenty nie grzeszą skromnością. Dawniej nadwozia zaopatrzone w dyskretny pakiet stylistyczny, inne felgi i srebrny lakier zwiastowały równie dobrze wersje 200 CDI, a teraz nie mają nic wspólnego z dyskrecją. Kanarkowy kolor, który jeszcze bardziej uwypukla czarne dodatki, atrapę, wloty powietrza, lusterka czy dyfuzory. Mercedes w tej wersji naprawdę nie żartuje, wyzywając na pojedynek każdego napotkanego na drodze, włącznie z droższymi modelami AMG.

Niestety są również problemy. Pierwszy to tylny spojler, który standardowo jest zbyt dyskretny, a nawet dość żałosny. Większy dostępny w opcji to przerost formy nad treścią. Drugi to zaślepki w tylnym zderzaku, udające wyloty powietrza a kolejny to cztery końcówki układu wydechowego, które nie są w pełni funkcjonalne i stanowią wyłącznie ozdobę.

Wnętrze to połączenie technologii, komfortu, świetnych materiałów, pewnej dozy sportu oraz dyskotekowego oświetlenia. Zupełnie jakby przez cały rok było Boże Narodzenie. Poza tym kierownica jest zbyt ciężka wizualnie i przeładowana przyciskami.

Podobnie jak ekrany, które ujmują ergonomią oraz przytłaczają ilością wyświetlanych informacji. Z resztą nie podoba mi się trend jaki forsują producenci, w tym Mercedes, montując dwa połączone ekrany, przez co wnętrze wygląda ascetycznie niczym w Dacii. Przynajmniej umieszczono je poziomo.

Na szczęście to tylko moje dziwactwa. Reszta kabiny to genialne i przyjemne miejsce. Kubełkowe fotele, ujmujące nie tylko wygodną ale i świetnym podparciem na zakrętach są koniecznością, gdyż bez nich AMG wygląda niemal jak zwykła Klasa A.

Z nią również dzieli wszystkie zalety, czyli praktyczność, dużą ilość miejsca dla wszystkich pasażerów oraz całkiem spory bagażnik, więc jest nie tylko ulicznym chuliganem ale także przydatną pomocą domową.

Mercedes może się obecnie szczycić mianem producenta najmocniejszego czterocylindrowego motoru na rynku. I chociaż odpalenie nie zwiastuje lawiny mocy, dźwięk jest przyzwoity acz gorszy niż w poprzedniku a do prawie połowy skali obrotomierza niewiele się dzieje to A45 S serwuje zjawisko zwane „zaginaniem czasoprzestrzeni”. Nigdzie się nie spieszysz, wciskasz nieco gaz, dwusprzęglówka robi swoje niezauważalnie zmieniając osiem biegów i wówczas zdajesz sobie sprawę, że wszyscy jadą zbyt wolno. Redukcje przełożeń są szybkie, nawet o kilka, silnik jest silny i z determinacją wspina się aż po koniec skali obrotomierza.

Na dodatek sposób w jaki trzyma się nawierzchni sprawia wrażenie, że prędkość z jaką można przejechać zakręt określa się mianem „dowolna”. Przyczepność jest niedorzeczna, pomimo uczucia, że napływ mocy następuje z tylnej osi. W dużej mierze A45 S zachowuje się jak samochód tylnonapędowy, ale dzięki napędowi na cztery koła jest łagodny jak baranek. Na tyle, że można sobie pozwolić kopnąć pedał gazu w środku zakrętu i wyjechać z niego z nieprawdopodobną prędkością.

Poczucie pewności daje także szybka reakcja na ruchy kierownicą i całkiem precyzyjny układ jezdny. Na tyle, że po prostu zaczynasz się bawić przyspieszeniem, odpuszczaniem gazu by posłuchać serenady układu wydechowego, wchodzeniem w zakręty. Ten Mercedesie jak żadne inny hołduje hasłu BMW radość z jazdy.

System napędu na cztery koła 4Matic + standardowo dzieli napęd po równo na dwie osie, aczkolwiek jest w stanie przerzucić całość nie tylko na tylną, ale także przekazać ją tylko na jedno z kół, dzięki czemu najpierw wciąga na następnie wyciąga samochód z zakrętu.

A w zanadrzu ma jeszcze więcej. Jako że jest to nowa konstrukcja, nie mająca nic wspólnego z poprzednikiem, oferuje również tryb driftu. Co prawda nie zrobi z was Karoliny Pilarczyk i nawet wówczas przednia oś ma coś do powiedzenia, ale czterokołowe poślizgi wywołują uśmiech i oferują coś, czego nie da wam żaden gorący hatchback od BMW, Audi, VW czy Forda, a jednocześnie odbywają się w bezpiecznych i kontrolowanych warunkach. Szkoda tylko, że nie robi tego sam od siebie, naturalnie, a włączenie go wymaga niezwykle skomplikowanej procedury. Jak gra wstępna, gdy masz ochotę na szybki numerek i tylko pięć minut.

Gdy już minie wam ochota na harce, silnik i skrzynia biegów uspokoją się, a adaptacyjne zawieszenie okaże się niezwykle komfortowe. Dodatkowo cała technologia będzie współgrała by zapewnić wam wygodę i luksus.

Minimalna kwota jaka przyjdzie wam zapłacić za A45 S to blisko ćwierć miliona złotych, co jest generalnie sporą kwotą. Zważywszy jednak na moc jaką oferuje, całą technologię i gadżety cena widniejąca na metce wydaje się niemal śmieszna. Tym bardziej, że samochód jawi się jako droższy, a przy tym nadal jest nieco tańszy od RS3, od którego poza dźwiękiem R5, jest pod każdym względem lepszy.

I choć w porównaniu z Audi nie jest tak nudne i wyprane z emocji, to nieco odstaje pod tym względem od BMW M2. Ale nie na tym polega problem Mercedesa, ani na fakcie, że kompletnie wyposażony samochód kosztuje ponad trzysta tysięcy złotych. W końcu to kompletny samochód, który jest interesujący i emocjonujący w czasie prowadzenia. Sęk w tym, że ma zbyt dużo błyszczących dodatków, jest tak ostentacyjny, że z powodzeniem sprawdziłby się na ulicach Moskwy. Jest zbyt skomplikowany, ma za dużo trybów, jak niegdyś M5 E60. Macie wrażenie, że wsiadacie do komputera, którego układy scalone zrobią wszystko za was, a nie do maszyny. Więc jeśli jesteście jednym z youtuberów, który właśnie się dorobił na biciu innych, będzie dla was idealny. Dla wielu też, bo to najlepszy gorący hatchback na rynku. Poza Megane Trophy R oczywiście, ale to jest dla purystów.

Jednak czasem mniej oznacza więcej. Zatem jeśli do tej pory jeździliście STI bądź Evo i stwierdziliście, że przyszedł czas na coś szybszego i bardziej luksusowego kupcie Merca, ale jeśli liczycie na czyste wrażenia z jazdy zostańcie przy tym co już macie w garażu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.