Szybka prosta – Skoda Octavia.

Nadwozie: Mimo że to zdecydowanie nie pierwszy kwietnia Škoda serwuje pierwszy żart sugerując, że Octavia będąca liftbackiem wygląda niemal jak coupe. Tak samo jak Krystyna Pawłowicz, która w istocie jest Natalią Siwiec. Octavia to do bólu poprawny samochód, którego stylistyka została wyważona w taki sposób, by przedstawiciele handlowi, księża, działkowicze i grzybiarze nie doznali szoku.

Wnętrze: Drugi żart to słowo „premium”. Tak, teraz to w istocie praktyczna wersja Bentleya. Dowcipy na bok. Co prawda względem starszych modeli skok jakościowy jest widoczny, ale nadal brakuje nieco do Golfa, który również nie należy segmentu premium. Wyposażenie standardowe jest bogate, a opcje faktycznie jeszcze do niedawna były nowinką w klasie wyższej, ale do pasji doprowadza mnie konieczność zmiany wszystkich ustawień, łącznie z klimatyzacja czy głośnością radia, tylko za pomocą ekranu. Reszta jest na swoim miejscu, czyli rozpasanie pod względem przestrzeni, aczkolwiek należy się solidny minus za zbyt krótkie siedziska, przez co bagażnik zyskał parę litrów.

Silnik: Pozytywnie zaskakuje umieszczenie pod maską tak dużego i mocnego silnika. Dwulitrowy diesel nadaje osiągi zarezerwowane do niedawna dla szybkim kompaktów, a siedmiobiegowy automat DSG wbrew obecnym trendom, czytaj pogoni za niską emisją, zmienia przełożenia szybko i efektywnie. A na dodatek powiedzieć, że pali mało to jakby nic nie powiedzieć.

Podwozie: Co pamiętam z jazdy? Nic. Octavia jest taka mdła i wyprana z emocji, że nawet Prius wydaje się ciekawy. Jest okrutnie łatwa w prowadzeniu, przez co nie buduje w kierowcy pewności ani poczucia jedności. Jazda czeskim kompaktem wywołuje podobny dyskomfort, co korzystanie z publicznej toalety i to w momencie, gdy te obok waszej są zajęte – zachowujecie się tak, jakby w ogóle was tam nie było.

Werdykt: Najtańszymi wersjami nie ma co zawracać sobie głowy. Sęk w tym, że sensowne zaczynają się od jakiś stu trzydziestu tysięcy a nadal nie mają kilku istotnych opcji. Z resztą za tę cenę powinna prasować koszule. Samochód musi działać na zmysły, wywoływać pożądanie, zachęcać do odwrócenia się, gdy zostawiacie go na parkingu a nie być ekwiwalentem kostki mydła tyle że ukształtowanym dla lepszej aerodynamiki i z większym bagażnikiem. Chociaż polizanie jednego i drugiego wywołuje identyczny odruch. Ale gdy zacznie was łapać jesienna chandra na poprawę humoru możecie poczytać wypociny prasowe.

*** (ale głównie za silnik)


zły – *, słaby – **, dobry – ***, bardzo dobry – ****, wybitny – *****

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.