Striptiz, klauni i Formuła 1.

Oglądaliście ostatni wyścig F1? Jestem ciekaw, w którym momencie zasnęliście, bo ja po pierwszych 15 sekundach. Dlaczego królowa sportów motorowych jest tak beznadziejnie nudna. F1 to dzisiaj licytacja na dyfuzory, spojlery, kary, odwołania, ponownie dyfuzory i znowu kary. Założę się, że dziesiątki krawaciarzy myśli o tym jak ją uatrakcyjnić, ale obecnie F1 to w 99,9% biznes i reklama, a tylko w 0,1% sama rywalizacja. Rozumiecie co mam na myśli? Co roku FIA wprowadza jakieś beznadziejne zmiany. W jednym roku zabraniają zmian opon by po 2 sezonach znowu na to pozwolić. Wprowadzają idiotyczne ograniczenia dla silników, opon i nadwozi tak by obniżyć prędkości osiągane przez bolidy. Nie wiem jak trzeba mieć ciasny umysł, żeby dojść  do takich wniosków. Przecież Formuła 1 wymyślona po to żeby jechać z jak największą prędkością i osiągać jak najlepsze czasy na okrążeniach. To tak jakby ożenić się z Miss World i zamknąć ją w piwnicy. Albo miss mokrego podkoszulka tylko dlatego, że dobrze posługuje się odkurzaczem.

Jeszcze 20 lat temu kiedy królowały Lotusy i Williamsy silniki osiągały ponad 1000 koni. 1000. Dzisiaj co prawda zamiast tego mamy wysokoobrotowe jednostki, ale z roku na rok stają się coraz mniejsze i mają coraz mniej mocy. Zawsze myślałem, że postęp idzie w drugą stronę.

Poza tym wszędobylska elektronika zawładnęła również i tą dyscypliną sportu. Kiedyś żeby prowadzić bolid trzeba było świetnie czuć samochód albo być kompletnym szaleńcem. A najlepiej jedno i drugie. Dzisiejsi kierowcy  na pewno posiadają duże umiejętności i stanowią światową czołówkę, ale jak pokazało Grand Prix Monako z roku 2008 roku kompletnie nie radzą sobie w ciężkich warunkach bez elektronicznych aniołów stróżów. Zdaje się, że nie ma już takich talentów jak Fangio, Moss czy Stewart.

Wszystkie te ograniczenia, ciągle zmieniające się zasady i sami kierowcy sprawiają, że Formuła 1 jest w takim kryzysie w jakim jeszcze nigdy nie była przez niemal 60 lat. Dziesięć lat temu każdy fan z płonącą benzyną zamiast krwi z wypiekami na twarzy oglądał jak najlepsi kierowcy w najszybszych samochodach na świecie walczą o setne części sekundy. Każdy chciał być na ich miejscu. Dzisiaj reakcje są z goła inne.  To tak jak wtedy gdy żona mówi ci, że na kolację będzie tuńczyk. Myślisz sobie „O, jak miło” i bierzesz kolejne piwo. Nic więcej.

Tak naprawdę w czasie wyścigu nie dzieje się zbyt wiele, brakuje wyprzedzania i błyskotliwego prowadzenia samochodu. Kierowcy którzy starli się na torze nawet nie dają sobie w twarz tylko grzecznie udają się na konferencję prasową.

Zatem czy F1 chyli się ku upadkowi? Na pewno przechodzi głęboki kryzys i kolejne zmiany przepisów jej nie pomogą. To zaskakujące, że przy budżetach i dochodach liczonych w miliardach nie potrafią dać fanom niczego interesującego. Może zamiast wyścigu lepiej by było zatrudnić klaunów. Oni przynajmniej bywają zabawni. Albo striptizerki. Przy samym tylko budżecie McLarena mogłyby tańczyć przez … milion lat.

To pewnie jednak się nie stanie, więc czy istnieje alternatywa dla kibiców na najbliższe wyścigi? Rajdy są całkiem do rzeczy, ale mają pewną istotną wadę – brak w nich kontaktu.

Jednak niedawno natknąłem się na WTCC. Niezła widowiskowość, samochody wyglądają jak te z naszych ulic, co sprawia że całe przedsięwzięcie kosztuje 10 gr.  Poza tym kiedy ostatnio widzieliście, żeby bolid F1 wjechał w safety cara?

Tak więc na najbliższe kilka miesięcy WTCC stanie się królową sportów motorowych. Dopóki FIA nie wprowadzi jakiś zmian w przepisach. A F1? Proponuję kilku speców od marketingu przeciągnąć nago po torze z napisem „Jestem dupkiem”. To powinno podnieść atrakcyjność wyścigów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *