Pierwszy przednionapędowy van od BMW, ale większość i tak ma to gdzieś.

Na potrzeby tego felietonu załóżmy, że lubicie burgery. Idąc śladem skeczu Kabaretu Moralnego Niepokoju nie są one mile widziane na talerzu tylko wśród homoseksualistów. Nie chodzi mi tutaj o żadne długowieczne wynalazki rodem z fast foodów, nawet tych pod znaną marką w galeriach handlowych.

Bierzecie pyszną bułkę, jeśli ktoś lubi może być z sezamem. Do tego kawałek dobrej jakości żółtego sera. Odrobina warzyw, choćby pod postacią pomidora czy sałaty, ale nie za dużo. Kilka łyżeczek ketchupu bądź sosu czosnkowego. Do tego wyśmienity kawałek wołowiny, takiej z 15% zawartością tłuszczu, tak by danie nie było zbyt suche. Wspaniały, smażony lub też grillowany, aromantyczny o grubości palca. Świetnym ukoronowaniem jest również bekon. Wszystko to sprawi, że nie tylko napełnicie brzuchy, ale wasze kubki smakowe dostaną orgazmu. Prawdziwe, całkiem pożywne oraz pyszne jedzenie.

I na potrzeby tej opowieści wyobraźcie sobie, że zamiast wołowiny i bekonu otrzymujecie bliżej nieokreślonego rodzaju papkę z dziwnych roślin, która tylko udaje kotleta. Że niby zdrowo i zwierzęta nie cierpią. Co poradzić, albowiem są takie smaczne. Ale właśnie takie wegetariańskie, zamiast mięsnego, dane zdaje się serwować BMW.

Są cztery główne kryteria zakupu samochodu tej marki. 1. Luksus, jaki oferują. 2. Prowadzenia wraz z nutą tylnonapędowego szaleństwa. 3. Rewelacyjne silniki. 4. Wygląd, który przyciąga samiczki. Choćby nie wiem jak bardzo starali się specjaliści od marketingu, są to główne powody, dla których kochamy BMW. Już nawet nieco udało się nam przeboleć suvy i segment kompaktów, głównie za sprawą pysznych 1M i M135i. Ale teraz bawarska marka zaserwowała nam danie w postaci vana (fuj!), który ma napęd na przednią oś (olaboga!).

Zdaję sobie sprawę, że klienci sami nie wiedzą czego chcą, ale jakoś nie jestem w stanie sobie wyobrazić nikogo, kto idąc do salonu BMW oczekiwał, że zastanie tam vana.

A jednak jest. I pomimo parzystej nazwy, która miała oznaczać coupe jest samochodem o nadwoziu typowo rodzinnym. Mimo, że nosi znaczek BMW to faktycznie najbliżej mu do Mini, gdyż pod spodem znajduje się jego przedłużona płyta podłogowa, na której wkrótce mają zadebiutować 1 i X1.

Teoretycznie patrząc na aparycję BMW dla dużej rodziny można zauważyć charakterystyczne cechy typowe dla marki. Atrapa w kształcie nerek jest zamontowana najniżej ze wszystkich modeli producenta. Reszta to van, a wszystkie w gruncie rzeczy są takie same. Niestety jest również kilka miejsc i kątów, pod którymi wygląda jak samochód zdecydowanie bardziej plebejskiego pochodzenia. Chcący dodatkowo podpaść purystom marki mogą zainwestować w pakiet M.

Jeśli potrzebujecie pojemnego vana to 2 Active Tourer raczej nie będzie najlepszym wyborem. Miejsca jest nieco więcej niż w typowym hatchbacku, za to nad głową można puszczać latawce. Bagażnik również nie należy do liderów klasy, 468 litrów to jedynie przyzwoita wartość. Co prawda można zwiększać jego pojemność za sprawą przesuwanej kanapy z pochylanymi oparciami, ale odbywa się to kosztem przestrzeni na nogi pasażerów z tyłu. Co do samych foteli to one są wygodne i komfortowe. Lubiący siedzieć i jeździć wyżej docenią siedziska podniesione względem serii 1 o 12 centymetrów.

Jak przystało na BMW pod względem materiałów i wykończenia nie ma się do czego przyczepić. Wszelkie detale są wymuskane, nawet tworzywa imitujące drewno nie kłują w oczy. O wysokiej jakości wnętrza świadczy również cisza jak w nim panuje, nawet na granicy dozwolonych w kraju prędkości.

Jakoś tak się utarło, że w vanach królują jednostki wysokoprężne. Teoretycznie w 2 Active Tourer można mieć silnik benzynowy o parametrach Golfa GTI z pakietem Performence, ale dwulitrowy diesel o mocy 150 koni mechanicznych i 350 Nm również z powodzeniem wystarczy. Sprint do setki zajmuje mniej niż 9 sekund, a jadąc niemiecką autostradą na wakacje można pędzić z prędkością maksymalną rzędu 205 km/h, aczkolwiek wówczas nie będzie zbyt oszczędny. Jazda cyklu mieszanym w granicach rozsądku zaowocuje średnim zużyciem z granicach 7 litrów. Przy zamontowanym baku pozwoli to na przejechanie ponad 700-kilometrów.

Nowością w klasie jest 8-biegowa automatyczna skrzynia biegów. Pracuje wzorowo, płynnie zmieniając przełożenia, tak by jak najlepiej dobrać je do aktualnych obrotów silnika. Zatem jeśli ktoś ma na zbyciu kilka tysięcy może zaznaczyć tę opcję wybierając samochód. Na pewno nie będzie rozczarowany.

Nieco inaczej będzie w przypadku układu kierowniczego. Tak, jest precyzyjny i nieźle oddaje to, co akurat robi przednia oś. Niestety w trybie sportowym stawia sztuczny opór, co wkurza, irytuje i dodatkowo nie zapewnia przyjemnych wrażeń, ani tym bardziej reklamowanej radości z jazdy.

Vany na ogół są dość miękkie, w końcu mają przewozić całą rodzinę w wygodzie nawet po większych nierównościach. Nieco inaczej to sobie wymyśliło BMW. Wielowahaczowe zawieszenie jest ustawione relatywnie sztywno, nawet odrobinę na wyrost jak na tego typu samochód. Wybiera nie najgorzej nierówności, jednak to na gładkich i świeżo wyremontowanych nawierzchniach czuje się najlepiej.

Ok, ale jak to wszystko jeździ? Po pierwsze trzeba od razu wyjaśnić, że wbrew szumnym zapowiedziom i zapewnieniom producenta nie prowadzi się tak jak każde inne BMW. Kwesta zupełnie innych rodzajów napędu jest nie do przeskoczenia i żadna magia inżynierów na nic się nie zda. Nie oznacza to bynajmniej, że 2 Active Tourer jeździ źle. Mimo całkiem sporej masy, prawie 1,5 tony, zaczerpnięcie części z Mini przynosi wymierne profity. Samochód prowadzi się dynamicznie, jest dobrze wyważony, a nadwozie nie przechyla się na zakrętach właściwie wcale. Prawdę mówiąc, i to spore zaskoczenie oraz duży komplement, wrażenia z jazdy są zbliżone do usportowionych hatchbacków.

No dobrze, ale ile to kosztuje? Całkiem sporo. Ceny zaczynają się od 108 tysięcy za wersję ze 136-konną benzynę. Dwulitrowy diesel jest droższy o 12 tysięcy. Najbliższy rywal w postaci Mercedesa Klasy B wymaga wydania jeszcze kilkunastu więcej, ale konkurenci z mniej prestiżowym znaczkiem w postaci Forda C-Max, Golfa Sportsvan czy Scenica o zbliżonych parametrach są tańsi odpowiednio o 32, 18 i 15 tysięcy. A trzeba jeszcze dodać, że w salonie niczym żona przy rozwodzie możecie ujrzeć rachunek opiewający nawet na 190 tysięcy.

Jak widać tanio nie jest, ale pewnym usprawiedliwieniem jest pozycja marki. 2 Active Tourer jednak nie jest najładniejszym samochodem na rynku, nawet w swoim segmencie. Za to z pewnością jest sennym koszmarem dla wielbicieli innych pojazdów producenta, jednak ci co będą chcieli je kupić i tak to zrobią. Według badań większości kierowców nie zależy na tylnym napędzie i jest im wszystko jedno, którą napędzaną oś mają w swoim samochodzie. Reszta i tak wybierze bardziej konwencjonalne BMW, do których jesteśmy przyzwyczajeni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *