Odyseja kosmiczna w wersji Uber.

Każdy z nas ma taką rzecz, której ponad wszystko nie lubi robić. Jedni nie cierpią gotować, podczas gdy drugich męczy samo patrzenie na odkurzacz. Z kolei część społeczeństwa ma uczulenie na wszelkie prace fizyczne w ogródku i za nic w świecie nie wezmą szpadla do ręki. Nawet w przypadku epidemii zombie.

Dziennikarze motoryzacyjni czy ludzie piszący o motoryzacji również mają takie tematy. Część nie lubi silników diesla, podczas gdy drudzy nienawidzą wszystkiego co nie należy do klasy określanej jako premium. Jednak do najgorszych rzeczy należy jeżdżenie kiepskimi samochodami. Leczy wkrótce dzięki nowej Klasie E kryjącej się pod kryptonimem W213 może się to zmienić, a to za sprawą funkcji Drive Pilot.

Wszyscy już znamy motoryzacyjną przyszłość, mają nią być autonomiczne samochody. W drodze do pracy będziemy czytali książki, sprawdzali maile albo zwyczajnie spali. Być może nawet zaznaczając interesującą opcję samochód będzie nam szukał Pokemonów. I o ile W213 jeszcze tego nie robi to jest w połowie drogi.

Pewnie zabrzmi to jak reklama telezakupów, ale już dzisiaj za dwieście parę tysięcy na kilka sekund możemy zagrać w rosyjską ruletkę i powierzyć swoje życie jakiemuś pryszczatemu absolwentowi studiów pracującemu w Stuttgarcie. Przez ten czas możemy w ogóle nie dotykać pedałów ani nawet kierownicy a nowa Klasa E sama pokona łuk drogi, muskając dźwignię kierunkowskazu zmieni pas ruchu. Tak trywialne rzeczy jak przyspieszanie, utrzymywanie prędkości, hamowanie i zachowanie odstępu potrafi już od pierwszej klasy. Jest w stanie nawet skopiować styl jazdy samochodu poprzedzającego. Gdy nie będziecie dotykać kierownicy jak teściowej włączy światła awaryjne, zjedzie na pobocze i zaparzy włoską kawę. To ostatnie akurat zmyśliłem, ale gdy nie przejmiecie inicjatywy naprawdę się zatrzyma. A kiedy już dotrzecie pod dom wystarczy za pomocą smarfonu wydać polecenie by sama się zaparkowała.

Swoje zdolności zawdzięcza licznym czujnikom, kamerom, laserom i innym mądrym rzeczom. Drive Pilot jest sprzężony z asystentem ruchu, aktywnym tempomatem i systemem awaryjnego hamowania.

Wszystkie te funkcje są imponujące i na swój sposób wydają się sensowne i przydatne. Jednakże ich użyteczność jest faktycznie żadna. Są ciekawostką, gadżetem z którego skorzystacie raz albo dwa, gdy zechcenie pochwalić się przed kolegami. To prawda, że Elon Musk obiecuje, że za kilka lat Tesle będą samonaprowadzające, to znaczy samoprowadzące się. Spodobałoby się to pewnie leniwym Amerykanom, wystarczy, że we wnętrzu wypowiedzieliby słowo „McDonald’s” i po krótkiej drzemce jedliby już podwójnego BigMaca. Ale wszystkie te starania będą równie bezużyteczne jak hybrydy a to za sprawą prawników. Już teraz Tesla i samochód Google’a brały udział w wypadkach, które nie skończyły się dobrze. Inżynierowie będą musieli przewidzieć wiele sytuacji, ale scenariusze pisze życie. Kto z was kupiłby samochód, który w układach scalonych ma zapisane, że zamiast wjechać w ludzi na chodniku skieruje swoją maskę pod nadjeżdżającą ciężarówkę? Przyszłe wyniki sprzedaży nie byłby zbyt obiecujące, a takie sytuacje również będą musieli przewidzieć faceci z białych kitlach z długopisami w kieszeni na piersi.

Najgorsze jest to, że mam wrażenie iż Mercedes przesadził z liczbą opcji. Podobno od przybytku głowa nie boli a menu jest intuicyjne i szybko można nauczyć się dostępu do interesujących funkcji, ale zacząłem się nad tym zastanawiać. Naturalnie ewentualny właściciel gdy nie ma problemów z gotówką może nonszalancko zaznaczać poszczególne kwadraciki z opcjami dodatkowymi. Tyle tylko, że zbytnia dezynwoltura może podwoić początkową kwotę, a to tylko wersja z dwulitrowym dieslem. Liczba gadżetów jest upajająca, świadczy o inteligencji i ewolucji rasy ludzkiej, ale mam nieodparte wrażenie, że jest ich zbyt dużo. Dodatkowo z części skorzystamy może tylko kilka razy przez czas posiadania samochodu.

Pamiętam szum z okazji prezentacji BMW E65. Pokrętło wydawało się zbyt skomplikowane niż przyciski. Cóż, kilkanaście lat później Mercedes postanowił utrudnić to jeszcze bardziej. Albo dać wybór, jak kto woli. Teraz dwoma ekranami o przekątnej 12,3 cala każdy możemy sterować na trzy sposoby. Standardowym pokrętłem, gładzikiem zaraz nad nim oraz kolejnym po prawej stronie kierownicy. Ale to tylko jeśli chodzi o wyświetlacz po prawej stronie. By zmienić opcje wirtualnych zegarów trzeba użyć kolejnego gładzika, który z kolei znajduje się po przeciwnej stronie kierownicy. O ile to pierwsze rozwiązanie jest precyzyjne to dwa ostatnie są zbyt „pijane”. Trzeba z nimi postępować jak z kobietą w czasie okresu by wybrać dokładnie pożądaną opcję. Jeden nieopatrzny ruch i przesuwamy kilka poziomów wybierając telefon do „mamusi”.

I zdaje się, że to jest wytłumaczeniem połowicznej autonomiczności W213. Jest tu tyle opcji i menu, że nie sposób wytłumaczyć nawigacji, że mieliście na myśli Lublin a nie Lubin albo znaleźć Wojciecha Manna w radiu nie odrywając się od prowadzenia przez dobrych kilkanaście sekund. Dokładnie tyle na ile pozwala zaprogramowana Klasa E.

Dawniej by kierować pojazdem mechanicznym wystarczyło zdać egzamin z przepisów i obsługi samochodu. Dzisiaj już niekoniecznie, znacznie bardziej przydatny okaże się doktorat z informatyki stosowanej albo bycie kobietą, one sobie lepiej radzą z multizadaniowością. Z resztą gdy już zasobność waszego portfela będzie odpowiednia by wydać lekką ręką przynajmniej trzysta tysięcy złotych będziecie pewnie w kwiecie wieku i ostatnią rzeczą będzie chęć nauczenia się tych wszystkich funkcji.

Prawdopodobnie będziecie wrażliwi na piękno i luksus, a w tych kategoriach Mercedes nieodmiennie nie rozczarowuje. Ale tu również jest pewien dysonans. Wszyscy lubią samochody tej marki, gangsterzy, dyktatorzy, seryjni mordercy i tak zwani mili ludzie. Nowe modele ze swoimi licznymi liniami, przetłoczeniami a także ledowymi wstawkami reflektorów wyglądają co prawda ładnie, ale nieco zbyt pretensjonalnie. Nie czujesz przed nimi respektu tylko pewien rodzaj podziwu jak dla eksponatu w muzeum. Jednego z licznych dzieł bowiem Mercedes wszystkim modelom nadaje identyczne rysy bawiąc się tylko skalą. Można i tak, w końcu Klasy C, E i S są urodziwe ale jeszcze chwila i zacznie się to robić nudne. I nie wspominajcie nikomu o rurach wydechowych, są poprowadzone pod samochodem, a w zderzaku znajdują się tylko atrapy.

W przypadku wnętrza W213 stara się predysponować o oczko wyżej, stylistycznie i jakościowo. Materiały wykończeniowe są jak zwykle wyśmienite, podobnie jak staranność montażu. Poza jednym szczegółem w postaci czarnego plastiku, który przy każdorazowym kontakcie skrzypi jak w jakiejś nie przymierzając Ładzie.

O odpowiedni nastrój zatroszczy się ledowe oświetlenie, którego kolorystykę można wybierać na kilkadziesiąt sposobów. Fani wertowania instrukcji obsługi również będą zadowoleni, mnogość gadżetów powoduje, że jest chyba grubsza niż w W222. Chociaż wirtualne zegary ma nawet Passat.

Z tego co pamiętam Klasa E miała chyba najszerszą gamę silnikową na rynku spośród wszystkich samochodów. Zaraz po premierze oferta jest skromniejsza, ale chyba od razu mamy faworyta, E220d.

Dwulitrowy diesel o mocy niemal dwustu koni mechanicznych i prawie dwa razy większej ilości Nm rozpędza 1,7-tonową limuzynę do pierwszej setki w czasie krótszym niż Toyota GT86. Na dodatek średnio zużywa osiem litrów paliwa a większe starania zostaną nagrodzone wynikiem z piątką na początku. Świetne wyciszenie sprawia, że ledwo go słychać, chociaż na postoju i przy uruchamianiu bez problemu można odgadnąć typ zasilania.

Nigdy nie byłem fanem licytacji na liczbę biegów. Mercedes oferuje ich aż dziewięć. Wydaje się to niepotrzebne, ale dzięki temu odczucia są jakbyśmy poruszali się tramwajem. Zdaje się nie być przerw w dostawie mocy, a każde przełożenia zmieniają się niezauważalnie, prawie jak ustrój polityczny w kraju.

To zupełnie jak z nierównościami. Gdyby każdy w Polsce jeździł Klasą E drogowcy mogliby zwolnić się z pracy. Różne tryby oferują inne typy pracy zawieszenia, od chmurki po relaksujący pobyt w spa. Tylko spokój, stabilność i błogość.

I niech wam nie przyjdzie do głowy zmuszać samochód do galopu albo szalonych wyczynów. Chociaż waży o dobre sto kilogramów mniej od poprzednika dalej jest ciężki, a miękkie nastawy amortyzatorów powodują, że na zakrętach dość mocno się przechyla. Z resztą ESP i tak nie można wyłączyć, a elektryczne wspomaganie chociaż niezłe stawia zbyt sztuczny opór i zdaje się nie mieć kontaktu z kołami.

Zatem mamy kolejną luksusową i wygodną limuzynę na rynku. Niestety nie tanią. Trzysta tysięcy to łatwa do osiągnięcia kwota a to tylko drugi w gamie diesel. Jest szybka, komfortowa i technicznie fascynująca, ale jeśli chodzi o prowadzenie jest również nudna. Z trybów ułatwiających jazdę będziecie korzystali rzadko a na dodatek ciężko im zaufać. A poza tym trudno jest znaleźć powód by zejść do garażu i się nią przejechać w niedzielny poranek. Nie ma charakteru, chce się przypodobać wszystkim jak Unia Europejska przez co nie jest wyrazista. Poprzedniej E220d entuzjasta motoryzacji nie chciał prowadzić, tej już prawie nie musi.

I przez to praca dziennikarzy motoryzacyjnych stanie się łatwiejsza. W przyszłości każdy samochód powinien prowadzić się tak samo, więc nie trzeba będzie ruszać się z podjazdu, co wydaje się smutne. Nie prowadzić kiepskiego samochodu to dobra rzecz, ale nie prowadzić w ogóle żadnego? Przez nieco ponad sto lat stworzyliśmy z samochodami jako ludzie związek trwalszy niż prezydentura Bronisława Komorowskiego. Oparty na zaufaniu, wolności i czasem miłości. I te wartości możemy zachować kupując Klasę E, ale oznaczoną jako W124. Zamiast E220d wybierzecie 500E. My faceci lubimy gadżety, podobnie jak pornografię. W213 jest jak noc w Las Vegas z jedną z gwiazd filmów dla dorosłych, droga, ekscytująca i być może edukacyjna, ale w głębi duszy wolimy naszą własną kobietę. Klasa E AD 2016 będzie chwilowym wybrykiem technicznej natury, ale nie na długo. Wszystko dzięki specjalistom od BHP i prawnikom. Jeszcze tylko kontenerowiec wyładowany zużytymi Priusami zatruje ocean i świat naprawdę stanie się lepszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *