Obecnie kupno nowego samochodu to jak wybieranie między „Jeziorem łabędzim” a burleską.

Jeśli kiedykolwiek chcieliście mieć dużego i luksusowego SUV-a wybór ograniczał się do BMW, Mercedesa i Audi. Są nieco pretensjonalne, zwłaszcza X6 i GLE, ale świetnie sprawdzają się w swojej roli, obwieszczaniu wszystkim, że nie macie gustu a nocami oglądacie pornografię z karłami w roli głównej. Naturalnie na rynku jest także Range Rover, ale zdaje się, że w Europie niewielu zadawało sobie trud, by znaleźć salon Land Rovera. Nowe XC90 jest świetne, ale już nie robi takiego wrażenia, a odkąd Lexus nie ma w swojej gamie modeli LC jesteście skazani na niemiecką trójkę. Oczywiście możecie wybrać coś od Joe Bidena, ale kupno Cadillaca jest jak uprawianie seksu z Harmony od Realbotix, jest trochę mało żwawa w porównaniu z normalną partnerką.

Naturalnie na posterunku jest także chcący być premium Volkswagen, szczególnie od momentu, w którym na Golfa „nie R” możecie wydać ponad dwieście tysięcy. Ale nic nie stoi na przeszkodzie by wydać ponad dwa raty tyle a później jeszcze raz na wyposażenie wybierając Touarega R. Jest całkiem ładny jak na niemiecką markę, luksusowy niemal jak Audi, a do tego ma „ekologiczny” napęd, który sprawia, że jest niewiele wolniejszy od najszybszego Golfa. Sęk w tym, że jest zrywny tylko na prostej a i to tak po chwili zawahania, przez skrzynię DSG. Dzięki pneumatycznemu zawieszeniu jeździ się wygodnie, ale bynajmniej nie sportowo. Do tego jako hybryda sprawdza się słabo, bowiem poprzednia wersja z dieslem V8 była oszczędniejsza, lżejsza i bardziej dziarska. Niestety czasy udawanej troski o środowisko przez Unię Europejską robią swoje. Dorzućcie do tego nudne wnętrze, mało wyjątkowych akcentów oraz cenę raptem o kilka procent niższą niż za Q7 czy Cayenne, a otrzymacie samochód, o którym ciężko marzyć. Nie jest nawet manifestem techniki, bowiem inne wersje są lepsze a na dodatek działają.

Obecnie rynek jeszcze bardziej się rozrósł utrudniając podjęcie decyzji, ale co jeśli nie chcecie Macana bądź Touarega a marzycie o blisko pięciometrowym SUV-ie i wasz budżet oscyluje wokół dwustu tysięcy złotych?

W tym miejscu miał się pojawić tekst na temat nowej Kii Sorento, jakim jest zmyślnym i ładnym samochodem. Że jej jakość wykonania nie tylko nie odbiega od średniej, ale nawet ją przewyższa. Że wydając nieco ponad dwieście tysięcy otrzymacie samochód, który jest lepiej wyposażony niż niejedno znacznie droższe Audi, a oszczędny diesel nadaje niezłe osiągi. Prowadzi się też dobrze, nie tylko jak na blisko pięciometrowego SUV-a z masą własną sięgającą dwóch ton, zachowując wysoki komfort.

Miał ale się nie pojawi. Nie zrozumcie mnie źle, jeśli umiecie liczyć pieniądze, lubicie płacić dokładnie tyle ile coś jest warte, a na dodatek mieć dobry samochód, to nowe Sorento jest idealne. Już nie kupicie go tylko dlatego, że cena za metr nadwozia jest atrakcyjna ani nie poczujecie wstydu względem Volkswagena a nawet klasy premium.

Naprawdę trudno się do czegokolwiek przyczepić. Poza jednym, jest SUV-em a te nie budzą zbytnio emocji. Wydając dwieście tysięcy spodziewam się czegoś więcej niż praktyczności, czy też „niezauważalnego” radzenia sobie z problemami. I nie jest to problem tylko Kii. Wybierając coś ze znaczkiem RS czy AMG otrzymacie pocisk, który połechta wasze ego na prostej, ale w zakręcie nie będzie wybitne. Pokaże, że umiecie wydać dużo pieniędzy na samochód, często pretensjonalny, jednak to wszystko. Szczególnie, że następny przedstawiciel gatunku będzie prawdopodobnie elektryczny. Dlaczego więc wybrać coś, co nie sprawi wam radości?

I tym przydługim acz zgrabnym wstępem przechodzimy do właściwego bohatera dzisiejszego tekstu. Wiem, że nowy Civic Type R jest już w blokach, ale poprzednia wersja nadal jest nad wyraz smakowita i paręnaście miesięcy temu została nieco zmieniona.

Myśląc nieco mam na myśli, że zmian należy szukać z lupą. Na nadwoziu pojawiły się teraz lakierowane listwy, z przodu znajduje się większy wlot powietrza a prawdziwą nowością jest niebieski lakier. Poza tym to stary dobry Civic dziesiątej generacji, czyli na zewnątrz nadal dużo się dzieje, ale w końcu wygląda jak przystało na japoński samochód i mimo siedmiu lat na karku, ciągle niczym nowalijka.

Jeśli chcecie mniej rzucać się w oczy obecnie dostępna jest wersja Sport Line, która wygląda nieco skromniej, ale tak naprawdę jedyny słuszny wybór to wariant GT, który jest równie absurdalny, co Lamborghini. I w tym jest właśnie kwintesencja stylistyki nadwozia. Wielu narzeka, że wygląd Civica zaskarbi sobie tylko atencję dzieci, ale czym innym są mężczyźni? Inni z kolei będą utyskiwać, że aparycja jest zbyt obraźliwa, ale w nazbyt poprawnie politycznie czasach to wartość dodana.

Równie mało zmian znajdziecie we wnętrzu. Na przykład kierownica jest teraz obszyta alcantarą a nie skórą. Ekran i system unowocześniono, dodano przyciski i pokrętło, więc całość działa lepiej i szybciej, ale nadal odstaje od czołówki konkurencji. Reszta jest taka sama jak w dniu premiery, czyli praktyczne wnętrze, niezłe wykończenie i wyśmienita pozycja za kierownicą. A do tego czerwono-czarne kubełki, które rewelacyjnie utrzymują ciało. Chociaż wolałbym, żeby były całe czerwone jak w starszych modelach albo Integrze.

Nie wiem, czy inżynierowie Hondy byli zbyt leniwi albo zajęci budowaniem nowej wersji Asimo, czy też tak zadowoleni z efektów swojej pracy sprzed kilku lat, ale w unowocześnionej wersji nie otrzymanie ani jednego konia mechanicznego czy niutonometra więcej niż poprzednio. Jednakże już niewielka rundka wokół osiedla pozwala stwierdzić, że Civic Type R nadal jest zaawansowany techniczne i to nawet porównując go z nowszą konkurencją, a manualna skrzynia biegów ciągle jest niedoścignionym dla nich wzorem.

Podobnie jak zawieszenie, które jest świetne nawet na powiatowych drogach, oraz wydajny napęd, dzięki któremu niemała moc jest przenoszona bez szarpnięć na tyle, że napęd na cztery koła wydaje się zbędną fanaberią. Zmyślny napęd nie tylko sprawia, że Honda nie musi się podpierać tylną osią, ale także zapewnia emocje nieosiągalne w Golfie R, Focusie RS czy czymkolwiek innym z napędem na cztery koła. Oferuje przyczepność, kiedy jej pragniecie i jazdę bokiem, gdy chcecie się zabawić, tym samym będąc idealnym antidotum na ugrzecznione europejskie gorące hatchbacki. W porównaniu z Civickiem, Golf nawet z trybem driftu i specjalnych ustawień na Nürburgring jest nudny niczym urodziny u cioci, będąc przy tym zbyt sztucznym w odczuciach i skomplikowanym w obsłudze.

Oczywiście Honda nie jest idealna. Elektryczny układ kierowniczy mógłby odznaczać się większą precyzją, szczególnie w centralnym położeniu, a z trzech centralnych końcówek układu wydechowego powinny się wydobywać soczystsze arie.

To jednak wszystko, na co można narzekać. Szczególnie, że ten szybki i praktyczny samochód nie jest aż tak drogi. Kilka lat temu sto siedemdziesiąt tysięcy było karkołomną kwotą, ale obecnie konkurencja wystrzeliła w kosmos. Mimo zmian Civic nie jest szczególnie droższy od poprzedniej wersji, w przeciwieństwie do numeru jaki wywinęła Dacia ze swoim Loganem. Obecnie kwota jaką chce Honda wydaje się wręcz promocją, z którą może mierzyć się tylko Megane RS, które brzmi niczym wściekły rottweiler i także przeszło kurację odmładzającą. Niestety tracąc na tym, bowiem w standardzie brakuje mu szpery, występuje tylko ze skrzynią EDC a korzystanie z niej utrudniają zbyt krótkie łopatki. Bagażnik jest także mniejszy niż pojemność damskiej kopertówki.

O innych konkurentach ciężko mówić, po latach pełnych możliwości szerokiego wyboru, obecnie na rynku mamy tylko kilku przedstawicieli. Choćby Peugeot z nowym 308 obraził się na segment, zresztą słusznie bo po otrąbieniu sukcesu z 205 GTI zajęli się wyłącznie sztucznym tworzeniem nowych koncernów.

Zatem Type R ze swoją wszechstronnością i pływającymi tarczami hamulcowymi jawi się jako jedyny słuszny wybór. Jest współczesną receptą na swój segment, praktyczny samochód, którego dopłata została wydana na silnik i zawieszenie oraz trochę spojlerów. Aczkolwiek zmian jest mało, to bardziej pół lifting, więc jeśli macie poprzednika przesiadka jest zbędna. Dodatkowo IX wydaje się ostrzejsza. Jedynymi przesłankami może być wersja limitowana, która dzierży rekord na torze Suzuka oraz fakt, że to ostatni Civic produkowany w Europie. Dzięki „przyjaznej” polityce Unii Europejskiej nowa generacja będzie importowa z Japonii, gdyż tak jest taniej.

Spinając to ostatecznie klamrą, w końcu miał to być tekst o Sorento. SUV Kii to świetne auto, które będzie oddanym przyjacielem, który na dodatek nie przyniesie wam wstydu. Sęk w tym, że nigdy nie zaprosi was do klubu ze striptizem, a Civic Type R jeszcze pożyczy wam pieniądze i postawi kolejkę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.