Jestę hipsterę. Kropka.

Kupienie nowego samochodu przez kumpla to wielka rzecz. W pewnych kręgach ważniejsza niż związek z długonogą blondynką. Skoro można zatem poznać nową partnerkę kogoś nam znanego warto jest się wybrać. Gdy to tylko kolega to oczywiście trzeba pochwalić. Jeśli to przyjaciel można powiedzieć wszystko. Dlatego, gdy przed domem zauważyłem Fiata Punto byłem pewny, że nowy nabytek jeszcze nie dotarł a zabrany przeze mnie prowiant będzie wypity na pohybel nierzetelnych sprzedawców w salonie. Sprawa wyglądała jednak inaczej. Na moje zagajenie „co jeszcze nie dowieźli?” podleciał do okna z prędkością nowej Huayry celem weryfikacji stanu posiadania. „Nie, przecież stoi”. Dopiero po ponownym przeczytaniu zrozumiałem jak brzmi poprzednie zdanie. Ale wracając do tematu to nie była używka. To zupełnie nowe, pachnące świeżością i w pełni dziewicze Punto prosto z salonu. Nie, nie był to kilkulatek zapychający miejsce w salonie. To zupełnie nienaruszone auto warte blisko pięćdziesiąt tysięcy w kolorze Pomarańczowy Sicilia. „Myślałem, że już ich nie produkują”. Mały research i okazuje się, że Fiat tłucze kolejne ewolucje Punto od 2005 roku. Ale od początku.

Dziewięć lat temu światło dzienne ujrzała trzecia generacja „Kropki”. Czterdzieści osiem miesięcy później dodano sumiaste wąsy nazywając je Punto Evo, które nie miało nic wspólnego z Lancerem Evo. Po kolejnych trzech latach zaczęto produkować model Punto 2012, który ma zmiany mniejsze niż Natalia Siwiec po wyjściu z gabinetu chirurgii estetycznej. Co za tym idzie, od prawie dekady mamy taki sam samochód, który wygląda dokładnie tak samo. Jestem przekonany, że mimo zapewnień Fiata – „To zupełnie nowy model”, reflektory z waszej nówki będą pasowały do wersji sprzed pięciu i dziewięciu lat.

Punto nadal wygląda dobrze, chociaż bazowanie na teorii „małe Maserati” już jest mocno przebrzmiałe. Konkurenci poszli dalej oferując LED-y i nowe linie stylistyczne. To trochę jak z Monicą Bellucci, dalej jest pociągająca mimo wieku, ale teraz to bardziej matka niż kochanka.

Wnętrze jest nieco mniej nadgryzione przez ząb czasu i broni się dzielnie. Może to i lepiej, nie ma tu udziwnień w stylu Peugeota 208 ani centralnych zegarów. Wszystko jest proste i intuicyjne. Szkoda, że w parze z ergonomią nie idzie jakość użytych materiałów wykończeniowych. Sprawiają wrażenie tanich i są w większości twarde. Przynajmniej spasowano je jak należy.

Fotele są całkiem wygodne, chociaż nie ma się po nich co spodziewać wygodnej i relaksującej podróży w poprzek Polski. Nawet regulacja lędźwiowa nie poprawia sytuacji.

Nie można za to narzekać na ilość miejsca w środku. Mimo „wiekowości” konstrukcji dalej jest tu sporo miejsca a i konkurenci nie poczynili w tym względzie znacznych postępów. Bagażnik również jest konkretnych rozmiarów, więc większych obaw nie ma, co do zakupowych szaleństw.

W Polsce aktualnie są dostępne trzy silniki. Benzynowe 1.2, 1.4 i diesel 1.3. Nie ma już nawet wariantu Abarth.

Wybór padł na środkowy wariant, który ma skromne i szczęśliwe 77 koni mechanicznych. Przyspieszenie jest dość żałosne, ponad 13 sekund do setki, więc za wiele na światłach nie zdziałacie. Do miasta się nadaje, na autostradzie mocno łapie zadyszkę i bynajmniej nie jest przy tym oszczędny. Konkurenci są już znacznie do przodu, chociaż to jeden z ostatnich wolnossących silników na rynku. Słowem ewenement i muzealny eksponat.

Sprzężona z silnikiem sześciobiegowa skrzynia biegów działa dobrze i dość precyzyjnie. Pozbawiona jest jednak pewnej radości w używaniu. Nie reaguje entuzjastycznie, jest bardziej jak pracownik fabryki znudzony powtarzalnością wykonywanych czynności.

Układ kierowniczy nie należy do najlepszych. Nie jest zbyt komunikatywny i cierpi ciągle na PMS, słowem jest nerwowy. Opór jest sztuczny, a przez to manewrowanie mało precyzyjne. Zbędnym dodatkiem jest tryb City, gdzie wspomaganie działa zbyt lekko, jakby zawieszone w stanie nieważkości. Pomaga na parkingu i ciasnych nawrotach na wąskich drogach, ale poza tym jest zbędny. No i nie przybędzie wam mięśni jak u Roberta Burneiki.

Jazdę można określić właściwie jednym słowem – poprawna. Zawieszenie jest mocno nastawione na komfort i dobrze sprawdza się na gorszych drogach. Przez to jednak na zakrętach dość mocno się przechyla, niemal jak w starych Citroenach. Polo i Fiesta są o lata świetlne dalej oferując bardziej sprężyste nastawy, które potrafią od czasu do czasu wywołać uśmiech.

Wyposażenie może lekko zaskakiwać. Z jednej strony na plus. Możliwość wybrania dwustrefowej klimatyzacji, niezłego i intuicyjnego systemu multimedialnego, panoramicznego dachu i dwukolorowej deski rozdzielczej daje poczucie „bogatości”. Z drugiej strony konkurenci potrafią oferować bardziej zaawansowaną technologię i gadżety rodem z XXI wieku. Jeśli nie jesteś geekiem a bliżej ci do hipstera powinieneś być zadowolony.

To wszystko przekłada się na poczucie starości konstrukcji. Punto dzisiaj to jedynie poprawny samochód, który w zasadzie w każdej kategorii odstaje względem konkurencji. Jedynym kryterium, pod którym mały Fiat jest lepszy to cena. Jednak, gdy postanowimy poczuć się odrobinę luksusowo ta zaleta zaczyna być mało istotna. Przeciwnicy nadal będą drożsi, ale znacznie mniej. Trzeba mocno kombinować, żeby różnica dwóch, czterech tysięcy była wygrywającym argumentem.

Niestety przy całej sympatii do Punto kupienie dzisiaj tego modelu mija się z celem. Wygląda nieźle, oferuje nie najgorsze wyposażenie i nieco niższą cena, która jednak w ostatecznym rozrachunku nie jest aż tak atrakcyjna by skierować się do salonów włoskiej marki, która miast stworzyć nowy model woli kreować setną odmianę 500-tki. A jeśli nie stać was na Maserati 3200GT a stylistyka się wam wyjątkowo podoba po prostu kupcie używkę. Chcecie coś bardziej na czasie, marsz do innego salonu.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *