Autor widmo.

Toyota kilka lat temu znalazła swoje archiwa dawno temu oferowanych modeli i odkryła, że ludzie całkiem je lubili. Ba, pewne z nich nawet wspominają po dziś dzień z rozrzewnieniem. Zakasała zatem rękawy i zaserwowała klientom powrót do przeszłości.

Ale i bez tego marka świetnie sobie radzi. Corolla jest jednym z najlepiej wyglądających kompaktów i prawie tak samo dobrze jeździ. W rękawie jest także as w postaci Yarisa GR, a wielbiciele suvów różnej maści będą z pewnością zadowoleni. Nawet oldschoolowa Camry, która była wcześniej oferowana na wybranych rynkach, znajduje z powodzeniem grono szczęśliwych nabywców.

W 2019 roku nadszedł jednak czas na naprawdę duże działa, nową, piątą generację Supry, modelu nieobecnego na rynku od niemal dwóch dekad, który przez ten czas pojawiał się w popkulturze przebijając nawet Nissana Skyline. I tak jak prędko nastąpiła radość, równie szybko legła w gruzach z powodu trzech liter i bynajmniej nie chodzi o TDI. Kwestią sporną jest BMW, które w ramach kooperacji użyczyło silnika, płyty podłogowej i paru dodatkowych części z Z4 i innych modeli koncernu. Wielu się to nie spodobało, ale serio, czy BMW ostatnio wypuściło naprawdę kiepski samochód? W końcu to nie Dacia a cały projekt w żadnym wymiarze nie przypomina Alfy Romeo Arna, gdzie za całą technikę odpowiadał włoski producent a za design Nissan. Z resztą pewnie niewielu z rzeszy internetowych marud w ogóle się skusi na Suprę, więc ich opinia jest równie istotna, co wegetarianina w burgerowni.

Ogólne wrażenia na temat nadwozia chyba nie mogą być inne aniżeli pozytywne. Supra kusi niską i muskularną sylwetką, która nie jest pozbawiona atrybutów feministycznych. Krągłe biodra, kształtne pośladki pomieszane z licznymi krzywiznami poprzeplatanymi obłymi liniami sprawiają, że na samochód można patrzeć godzinami. Na zdjęciach wygląda odrobinę nieproporcjonalne ale na żywo to wrażenie zupełnie zanika. Nadwozie jest intrygujące i wygląda świetnie w każdym z siedmiu dostępnych kolorach.

Jednakże jest kilka niuansów, który nieco burzą ten pełen erekcji widok. Niczym kobieta ze zbyt dużymi ustami, za wielkimi piersiami czy też implantami w pośladkach. Wiele z wlotów i wylotów powietrza to zwykłe zaślepki, które nie dodają uroku a budzą powątpiewania w kwestii jakości. Toyota co prawda się tłumaczy, że jeśli oddacie swój egzemplarz do jakiegoś tunera zrobi z nich użytek, ale nadal przywodzi bardziej poczucie tandety. Na razie jest bardziej wersją beta, czegoś co producent może zaprezentować w przyszłości. Inną drobnostką jest tylna część nadwozia, gdzie zdecydowanie dużo się dzieje. Zupełnie jakby designerzy mieli zbyt dużo pomysłów, ale i przemożną chęć by wszystkie je wykorzystać. Ostatnim akcentem są lusterka z BMW, które są równie duże co uszy Leszka Millera.

Wnętrze Supry to dorosła wersja tego z GT86. Deskę rozdzielczą cechuje prostota, co dodatnie wpływa na ergonomię, a całość jest znacznie lepsza jakościowo i jeszcze lepiej wykonana. Może głównie dlatego, że wszystko czego byście nie dotknęli jest skubnięte z magazynów producenta z Bawarii. Ekran niewykorzystujący całości powierzchni wyświetlania, system multimedialny poprzedniej generacji, drążek zmiany biegów, przyciski do sterowania klimatyzacją. Nawet kierownica jest znajoma. Kabina sama w sobie jest świetna, przyjemnie się w niej siedzi, ale to tak jakby dowiedzieć się, że wasza ulubiona pizza z restauracji jest tak naprawdę z Lidla, odrobina magii pryska.

Na plus trzeba jednak zaliczyć zegary, połączenie cyfrowych i konwencjonalnych, gdzie obrotomierz jest w środku a grafika znacznie ładniejsza niż w najnowszych modelach BMW. Przy tym nie są przeładowane nieprzydatnymi informacjami, co jeszcze bardziej nadaje im sportowego klimatu.

Pozytywnego obrazu dopełniają fotele, które są zarówno komfortowe jak i z dużą dawką sportu. Mają szeroki zakres regulacji oraz podgrzewane siedziska, a także dobrze utrzymują ciało kierowcy i pasażera w fotelu, także gdy ten pierwszy z całą siłą oraz stanowczością skorzysta z efektywności hamulców Brembo.

Na minus niestety wybija się ciasnota wnętrza i niewielka praktyczność choćby w kwestii schowków. Przestrzeń dla dwóch osób jest w porządku, w końcu nie ma tylnych siedzeń, ale Supra jest tak naprawdę niewiele większa niż GT86, ale jednocześnie ma aż o dziesięć centymetrów mniejszy rozstaw osi. Zatem jeśli nie jesteście w żadnej płaszczyźnie przesadnie przerośnięci powinniście się wcisnąć. Wasze bagaże również, kufer ma pojemność samochodu segmentu B, aczkolwiek jest średnio ustawny. Niestety z niezrozumiałych względów można go otworzyć tylko przyciskiem na kluczyku bądź z kabiny, więc z pewnością kilka razy będziecie śmiesznie podskakiwać na jednej nodze w pełni obładowani siatkami głośno przeklinając, zanim się zorientujecie, że to nie działa.

Numerem popisowym Toyoty zwłaszcza w poprzedniej generacji był sześciocylindrowy rzędowy silnik, któremu dodatkową ilość powietrza zapewniały turbosprężarki. Niestety japoński producent nie posiadając takowej jednostki, której samodzielne skonstruowanie kosztowałby wiele pieniędzy i czasu. Udał się więc do specjalisty od tego typu motorów z wieloletnim doświadczeniem. Należy żałować jedynie, że to standardowa jednostka BMW oznaczona jako B58, chociaż w internecie krążą nagrania, że Toyota dodała do niej nieco przypraw i tym samym ma lepsze parametry. Jednak te i tak już nie pozwolą jak wcześniej podgrywać supersamochodów, dziś trochę ponad trzysta koni mechanicznych to poziom szybkich kompaktów.

Silnik powyżej sześciu tysięcy obrotów delikatnie łapie zadyszkę, ale w średnim zakresie jest rewelacyjny. Chętnie się wkręca i swoją reakcją na gaz wręcz do tego prowokuje, dostarczając moc płynnie i gładko. Za sprawą tego oraz niezwykle sprawnego i efektywnego ośmiobiegowego automatu ZF jest szybka i choć niewiele ustępuje wielu modelom Porsche to nie wykrzywia twarzy ani nie jest specjalnie dramatyczna. Dźwięk silnika jest pusty i pozbawiony charyzmy, brzmi lepiej na zewnątrz niż w kabinie, przez co macie wrażenie jakbyście siedzieli na kanapie i grali w Gran Turismo. Nie prycha, nie syczy, a turbosprężarki też nie serwują kopniaka. Za to potrafi odwdzięczyć się rewelacyjnym spalaniem, nawet średnio na poziomie dziesięciu litrów na setkę przy normalnej jeździe, co zważywszy na osiągi jest nie lada wyczynem.

Według samej Toyoty nadwozie Supry ma większą sztywność niż w Lexusie LFA, który był wykonany z włókna węglowego i kosztował kilka rady więcej. Ponadto to właśnie podwozie ma być cechą wyróżniającą model GR spośród BMW, gdyż to właśnie najbardziej na nim skupił się japoński producent.

Rozkład mas jest idealny, środek ciężkości nisko, a proporcja między rozstawem osi a kół jest idealna niczym i nieskazitelna niczym cnota Tomasz Terlikowskiego. To pomijając fakt, że waży ponad półtorej tony sprawia, że bynajmniej nie jest ciężką kluchą w zakręcie. Nie dość, że za sprawą bezpośredniego układu kierowniczego daje się kontrolować z aptekarską precyzyjną to kierowca przez cały czas wie, jakie siły targają samochodem.

Chociaż Supra i Z4 zjeżdżają z jednej linii montażowej i dzielą cały układ elektryczny, to Toyota nieco inaczej go skalibrowała. Supra ma tylko dwa tryby, normalny i sportowy, co jest w zupełności wystarczające. Podobnie jest z ESP, które albo działa całkowicie, połowicznie, pozwalając na lekkie uślizgi, bądź w trybie „radź sobie sam”. Dodatkowo elektronika pozwala na hamowanie lewą stopą, co jest miłym akcentem dla zorientowanych na sportowe doznania kierowców. Wszyscy producenci powinni pójść tym śladem zamiast oferować milionów niemal identycznych ustawień.

A jakie są odczucia w czasie jazdy? Proste i nieco pierwotne. Samochód daje się prowadzić nie tylko kierownicą, ale także gazem i hamulcem. Krótki rozstaw osi pozwala szybko wyczuć a następnie łapać wszelkie uślizgi tylnej osi. Trakcja niemal w każdych warunkach jest świetna, po części za sprawą kaczego kupra w stylu Porsche. Za intuicyjność prowadzenia polubicie Suprę od pierwszego zakrętu. Może i nie grzeszy mocą, która nie jest jak na dzisiejsze standardy spektakularna ani absurdalna, ale nie sposób odnieść wrażenia, że Toyota zrobiła wszystko by ją efektywnie przenieść na asfalt. Daje to przemożne poczucie, że jest w stanie objechać mocniejsze samochody.

Niewzruszenie i precyzję Supra zawdzięcza dość twardemu zawieszeniu, które wbrew pozorom nie męczy, sprawiając że nadaje się do zwykłego użytkowania. Poradzi obie z nierównościami dość dobrze jak na samochód sportowy, a za jej kierownicą spokojna jazda autostradą czy drogą szybkiego ruchu może się okazać całkiem relaksująca.

Czy mariaż Toyoty i BMW wyszedł Suprze na dobre? Dla jednych będzie to największe zło od czasu pojawienia się męskich rurek. Innych będzie raził fakt, że na papierze nie wygląda jakoś szczególnie porywająco. Dla pozostałych nie będzie miało to większego znaczenia. Będzie się wyłącznie liczył fakt, że to nie tylko dobry samochód, ale także sportowy samochód, który czerpie garściami z rozwiązań innego wielkiego producenta pełnokrwistych maszyn. Czy za mało w niej Japonii? Nie wiem i w gruncie rzeczy wszystko mi jedno. Najważniejsze jest to, jakie uczucie w was wzbudza. W porównaniu z Z4 nie jest aż tak poważna, ma poczucie humoru i nie będąc jednocześnie nastawiona na urywanie dziesiątek sekundy a na zabawę, na te kilka zakrętów przejechanych bokiem w drodze z i do pracy nie powodując przy tym pękania żylaków. Nie jest szalona, dzięki czemu pomijając praktyczne względy czy rządzę komfortu jest niemal idealna. Nie kupuję jednak tłumaczeń producenta, że zaślepkami pozostawił pole do popisu dla tunerów. Z resztą jeśli zacząć się bawić, gdyby utwardzić zawieszenie pewnie zaburzy to balans i ogólnie odczucie samochodu, które są bliskie doskonałości. Bo chyba taka powinna być już wyjeżdżając z fabryki?

Bowiem Supra jawi się jako połączenie samochodu służącego do dojazdu do pracy i od święta, gdy zechcecie odrobinę zaszaleć. Przez co kwota jaką przyjdzie za nią zapłacić, w okolicach trzystu tysięcy złotych, jest niemal okazyjna. Być może nie pokochacie jej od pierwszego wejrzenia, a „znawcy” nadal będą ślinić się do plakatu z wizerunkiem czwartej generacji, ale w miarę wjeżdżania się odkryjecie jej zdolność do precyzyjnej i ostrej jazdy, którą znosi z godnością. I choć dzieli wiele części z Z4 to jest zupełnie inny samochodem.

Zatem Supra, tak? Niestety nie. Na podwórku jest jeszcze M2, które jest bardziej praktyczne, można je bardziej zindywidualizować a także jest dostępne z manualną przekładnią, a dwusprzęgłówka jest po prostu jeszcze bardziej chrupiąca. Więc jeśli macie i tak kupić „zły” samochód to równie dobrze, a nawet lepiej, jeśli do razu wybierzecie BMW.

Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *