AbSolutnie lukSuSowy.

Dzisiejsze samochody mocno się zmieniły. Oczekujący komfortu i przytulności wnętrza nie wybierają już przepastnych limuzyn jak miało to miejsce jeszcze kilka lat temu. Obecnie prym wiodą suvy, które swoim prestiżem mają budować ego właściciela. W końcu mamy czterodrzwiowe coupe, które przynajmniej stylistycznie ma odróżniać się od bardziej plebejskich modeli, na bazie których powstały.

Są jednak kręgi, gdzie nie sprawdzi się nawet Range Rover ani Audi A7. Dyrektorzy wielkich koncernów, którzy muszą robić wrażenie. Podobnie prezydenci. Nikt nie spodziewa się, że Angela Merkel podjedzie Cayenne Turbo S. Tu liczy się stateczność i wrażenie.

Istnieje jeszcze jednak grupa, która kieruje się chętniej w stronę limuzyn niż innych typów nadwozi. Są nimi młode pary, które zamierzają zrobić wrażenie na gościach jednocześnie solidnie się zadłużając podjeżdżając pod kościół. W końcu seria 6 Gran Coupe nie jest zbyt praktyczne.

Przez lata prym w kwestii luksusu i komfortu pierwsze skrzypce grały Mercedesy. 600 Grosser, W126, W140. Pomijając Bentleye i Rollsy były ostatnim słowem w dziedzinie robienia wrażenia i wszystkiego, co tylko jest możliwe.

W końcu w roku 1998 zadebiutowała najładniejsza limuzyna z nich wszystkich, W220. Ze wszech miar była doskonała. Miała odpowiedni wygląd, najnowocześniejszą technologię, a w wersjach AMG była piekielnie szybka.

Teraz przyszedł czas na kolejną zmianę warty i przebicie wszystkim asem. Od roku możemy się delektować barokowym urokiem W222.

Bryła zasadniczo się nie zmieniła, to ogromny krążownik ze wszelkimi zdobieniami. Wszystkie reflektory i lampy wykonano w technologii LED. Cała karoseria wykonana jest z aluminium, dzięki czemu ponad pięciometrowe auto waży mniej niż dwie tony. Wreszcie stylistyka wydaje się właściwa. Nie zmuszano się do krzykliwych spojlerów i agresywnych linii. Klasa S wygląda dokładnie tak jak trzeba i w sposób, jakiego można się tego spodziewać. Prezentuje dostojnie pod operą i nobliwie na autostradzie. Są samochody piękniejsze, ale zdecydowanie mniej ponadczasowe.

Do tej pory wnętrza traktowałem w sposób niemal przedmiotowy. Oczywiście , dzielą się na lepsze i gorsze. Mniej lub bardziej ergonomiczne i takie, w których nie chce się zbyt długo przebywać. Wsiadając do najnowszej S klasy ma się ochotę niemal przeżegnać. Niczym w filmie „Pieniądze to nie wszystko” przekracza się próg świątyni. Bożkiem jest tutaj luksus i rozpasanie technologiczne. Każdy z przycisków czy przełączników jest unikalny tylko dla tego modelu, nie znajdziecie ich nigdzie indziej. Przeszycia są doskonalsze niż w najznamienitszych kreacjach włoskich projektantów, a użyte materiały wprawiają w zakłopotanie przy ich dotknięciu. Są miękkie, znakomitej jakości i powodują, że zaczynasz czuć się jak lokalny watażka albo dyktator małej wysepki. Od razu masz ochotę ściąć parę głów i wprowadzić nowy podatek.

Klasa S od zawsze była prekursorem w dziedzinie technologii. Pierwszy samochód z systemem ABS, z poduszką powietrzną czy Air Body Control. W222 ponownie wyznacza standardy i winduje je wysoko. Różnych asystentów jest tu więcej niż Sejmie, Kancelarii Prezydenta i Premiera razem wziętych. Asystent pasa ruchu, układu kierowniczego, martwego pola, podmuchów bocznych , nocnej jazdy czy hamowania, który monitoruje nie tylko to co dzieje się przed samochodem, ale również po przekątnej. Gdy bezpieczeństwo czynne zawiedzie systemy dociągają pasy, zamykają szyby, dzwonią pod 112 robiąc jednocześnie sztuczne oddychanie i latte takie jak lubisz zabawiając sitcomem wyświetlanym na ekranie zamiast wskaźników.

Gadżetów jest tutaj tyle, że jeszcze przed ruszeniem spędzisz najbliższy miesiąc bawiąc się wszystkimi ustawieniami. Niezliczone ustawienia fotela, w których siedzą małe Tajki oferując różne masaże łącznie z udającym gorące kamienie. Co prawda nie zapalają śmierdzących kadzidełek, ale w schowku czeka specjalny rozpylacz z perfumami specjalnie skomponowanymi dla Mercedesa. Jeśli już jesteśmy przy komponowaniu prawdziwe ukojenie nerwów związanych z kolejnymi rebeliantami zapewni znakomity system audio sygnowany logiem Burmester. Pragnienie ugasimy dzięki napojom, które można chłodzić lub podgrzewać. Kolor podświetlenia wnętrza dostosujemy zależnie od nastroju wybierając spośród siedmiu dostępnych odcieni. Zainstalowano nawet podgrzewane podłokietniki. Prawdę mówiąc klasa S robi wszystko czego można oczekiwać od życia. Co prawda nie zaspokoi pewnych żądzy, ale korzystając ze całych dobrodziejstw jakie oferuje krew zdecydowanie wolniej płynie w górnych partiach ciała.

W pewnych kręgach robienie określonych rzeczy zwyczajnie nie przystoi. Otwieranie bagażnika, przesuwanie fotela, rolety czy domykanie drzwi. Nie powinniśmy sobie brudzić rąk. Tutaj od wszystkiego są małe i sprytne przyciski, które sterują silniczkami wykonającymi za nas wszystkie plebejskie czynności.

Podstawowym silnikiem jest trzylitrowy, sześciocylindrowy diesel w układzie V, który rozwija 258 koni mechanicznych mocy i udostępnia 620 Nm. Pozwala to na w zasadzie bezszelestne przyspieszenie do setki w mniej niż siedem sekund jednocześnie spalając średnio mniej niż dziesięć litrów ropy.

Mimo wszelkich technicznych sztuczek nie ma się co spodziewać sportowej jazdy. Nawet ustawienie zawieszenie w tryb Sport jest bardziej komfortowe niż tryb Comfort u konkurentów.

Jazda odbywa się z namaszczeniem i błogosławieństwem bożka wygody i ciszy. Żadne niepożądane szmery nie docierają do środka, silnik jest niemal niesłyszalny. Wszelkie dziury są połykane przez zawieszenie i nie ma tutaj szansy, że cokolwiek dotrze do naszych nobliwych pośladków. Jedzie się jak na magicznej poduszce jednak bez jakichkolwiek przechyłów czy bujania. Jedynym niebezpieczeństwem jest to, że w takim odseparowaniu od szarego świata można dość łatwo zamknąć oczy. Wnętrze Mercedesa jest idealne do regeneracyjnej drzemki wliczając to tylne fotele rodem z pierwszej klasy.

Jakieś zarzuty? Samochód jest przestronny, więc raczej nie poczujecie się nim opatuleni. Rozmiar jednak nie przeszkadza na parkingach bowiem nad wszystkim czuwają kamery monitorujące okolicę w pełnych 360 stopniach. Cała elektronika i gadżety mogą być na początku przytłaczające i trudne w utrzymaniu za jakieś dziesięć lat, ale to zmartwienie raczej kolejnego właściciela. Moją osobistą łyżką dziegciu jest dwuramienna kierownica. Nie potrafię się przyzwyczaić do jej kształtu i wyglądu.

Rachunek za ten luksus zaczyna się od 366 tysięcy złotych. Może być dwukrotnie wyższy. Albo trzykrotnie. Kilka podpisów i trzylitrowy diesel z odpowiednim wyposażeniem kosztuje tyle co wersja AMG. Drogo? Niezupełnie. Patrząc na to co klasa S oferuje można zwolnić szofera, pozbyć się żony i księgowego. Samochód bez zająknięcia zrobi wszystko za nich w absolutnej cichy, komforcie i perfekcji, co czyni kwotę jaką trzeba za niego zapłacić niemal okazyjną.

Pozostaje kwestia, wyposażenie czy silnik? Jajko czy kura? Blondynka czy brunetka?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *