Szybka prosta – Renault Captur.

Nadwozie: Clio odziedziczyło naprawdę dobrą aparycję Megane czwartej generacji. Niestety na Captura zabrakło uroku w magazynach Renault, wygląda brzydko, niespójnie, a połączenie koloru białego z czarnym dachem i wstawkami ze złota przywodzi na myśl prawdziwą mentalną wieś. Kobiety po czterdziestce w za ciasnych leginsach chcące błyszczeć będą zadowolone.

Wnętrze: Kabina jest pojemna, praktyczna i całkiem ergonomiczna, poczyniono spory postęp względem poprzednika. Poszczególne elementy nadal są kiepsko spasowane, do pionowo ustawionego ekranu chyba nigdy się nie przyzwyczaicie, a menu działa z prędkością ślimaka.

Silnik: Raptem sto koni mechanicznych w samochodzie o gabarytach Golfa i masie solidnie ponad tonę powoduje, że wyprzedzanie to gra w rosyjską ruletkę, jedynie snucie się po mieście nie jest sportem ekstremalnym. Skrzynia biegów nie dość, że nie jest precyzyjna to jeszcze nie ma szóstego przełożenia, więc spalanie i hałas niepotrzebnie będą wyższe.

Podwozie: Oczywiście poza modelami RS żadne Renault nie ma dawać emocji, Captur nie jest tu wyjątkiem. Miło by jednak było, gdyby układ kierowniczy nie został zatopiony w budyniu, a zawieszenie mimo że sprawnie wybierające nierówności, nie tak hałaśliwe.

Werdykt: Wbrew pozorom nie jest aż tak drogi, konkurenci chcą znacznie więcej. Nie znaczy to, że warto, znacznie lepiej wybrać mocniejsze Clio za tę samą cenę, albo oszczędzić jeszcze trochę i kupić Megane. Jeśli już musicie mieć małego SUV-a, Puma będzie znacznie lepszym wyborem. Chociaż gdy wasza żona się uprze, to słupki sprzedaży Renault jak zwykle pójdą do góry.


**

zły – *, słaby – **, dobry – ***, bardzo dobry – ****, wybitny – *****

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.