Tag: test

Światełko w tunelu, czyli gorący elektryk.

Do tej pory tytułowa fraza mogła kojarzyć się z drogim i płonącym samochodem elektrycznym, gdzieś w centrum Warszawy. Nagłówki brukowców i stron internetowych krzyczały, że oto jeden jedyny egzemplarz znajdujący się w Polsce płonie niczym Rzym w 64 roku n.e. Tak zwane artykuły, gdyż nie można ich nazwać pełnoprawnymi i rzetelnymi publikacjami, zawsze były wzbogacane o zdjęcia, na których poza… Read more →

Luksusowa salonka versus fabryka endorfin.

Życie pisze podobno najlepsze scenariusze, jak choćby sezon 1983 w WRC zekranizowany w filmie „Wyścig o chwalę” ukazujący walkę o tytuł mistrzowski konstruktorów pomiędzy Audi a Lancią. Niestety żaden z tych dwóch producentów nie uczestniczy już w rajdach, a sama dyscyplina zdaje się być tylko niewyraźnie majaczącym cieniem samej siebie. O ile niemiecka firma radzi sobie świetnie na rynku samochodów… Read more →

Jak miałem zostać Hondziarzem i mi nie wyszło.

Szczerze mówiąc mam dość wszech panującej drożyzny. Co prawda jestem w tej uprzywilejowanej części społeczeństwa, której wypłata wystarcza do „pierwszego”, szczególnie że przelew wpływa pod koniec miesiąca, ale odnoszę wrażenie, że sprzedawcy i dystrybutorzy przyzwyczaili nas, konsumentów do wysokich cen. Nie potrzebuję wykładu z makroekonomii czy tego jak działa rynek, po prostu chcę powiedzieć, że najwyraźniej robią nas w bambuko.… Read more →

Bez całowania, tylko seks.

Z czym może się kojarzyć Monte Carlo? Mi osobiście ze słynny kasynem, mariną pełną yachtów kosztujących więcej niż można to sobie wyobrazić, słynnym klubem Jimmy’s oraz Victorią Silvstedt. To bardziej popkulturowe skojarzenia, jednak dla fana motoryzacji oznacza jedno, słynny rajd. Najstarszą tego typu cykliczną imprezą na świecie, której początek sięga 1911 roku. Rajd odbywający się w urokliwych zakątkach południowo-wchodniej Francji… Read more →

Połączenie cyfry „500” i litery „e” w latach dziewięćdziesiątych i obecnie to zdecydowanie nie jest to samo.

Nigdy nie byłem szczególnie fanem stylu retro w motoryzacji, głównie dlatego, że praktycznie się nie udawała. Aczkolwiek na rynku były dwa sukcesy, większy w postaci Mini oraz mniejszy jako nowa 500-tka. Sęk w tym, że tak samo jak nie przekonywało mnie tak jawne nawiązywanie do przeszłości, tak nie fascynowały mnie samochody mniejsze od buta. Być może dlatego, że jestem całkiem… Read more →

Więcej znaczy lepiej. Chyba że jeździsz Mercedesem z wyjątkowo długą nazwą.

Pamiętam czasy premiery W220 i specjalnego na owe czasy wariantu AMG. Ponad pięciolitrowe V8 na początku generowało skromne jak na dzisiejsze czasy trzysta sześćdziesiąt koni mechanicznych, by po liftingu dobić do pełnych pięciuset. Ktoś jednak z inżynierów i kadry kierowniczej w Offenbach stwierdził, że to jednak zbyt mało i sześciolitrowe V12 sprawdzi się znaczenie lepiej. W ten sposób przekroczono magiczną… Read more →

Dla wszystkich naprawdę byłoby lepiej, gdyby cztery razy cztery równało się pięć.

Z racji wieku, przestałem myśleć o zakupie supersamochodu. Gdy ma się odpowiednią ilość lat wysiadanie z Aventadora nie wygląda specjalnie godnie a na dodatek wbrew oczekiwaniom właściciela kobiety nie myślą o nim jak o playboyu. Paradoksalnie zaskarbi sobie atencję młodych chłopców, chcących posłuchać dźwięku jaki wydaje wolnossąca V12. Ale nie to jest głównym powodem. Są nim pieniądze. Tak, McLareny, Porsche… Read more →

Wolny i wściekły.

Odkąd za zwykłego Fiata 500 trzeba zapłacić sto tysięcy złotych, wybór droższego o sześćdziesiąt procent Abartha jawi się niemal jako niepozbawiony racjonalności. Elektryczny model jest całkiem żwawy i zapewni wystarczający zasięg by pojechać po bułki do sklepu za rogiem, a jakby tego było mało ma przyjemny dla oka wygląd. Każdy lubi „pięćsetkę”. Na dodatek to jeden z tańszych sposobów aby… Read more →