Wydechy, piersi i praliny.

Jesienne wieczory. W końcu po niemal czterdziestostopniowych upałach nie przyklejam się do fotela, a po 30 minutach moja koszula nadal pachnie lanoliną. To czas kiedy porzucamy pijackie ekscesy przy grillu na rzeczy tych w domu. Rozsiadamy się wygodnie na fotelach, na stoliku stoi szklaneczka wybornej whisky i opakowanie Raffaello. Oddajemy się kontemplacji nad życiem. Hmm, czy naprawdę dziesięć lat temu powinienem całować Kasię? Czy … kurczę to Raffaello nie daje mi spokoju. Skup się Frank. Czy wojna w Iraku ma sens? Dlaczego Obama dostał Nobla? Zjeść Raffaello czy mieć Raffaello? Ciekawe pytanie. To coś w stylu pytania czy wolałbyś mieć brzydką i wierną żonę czy piękną i niewierną. Ale jak to do licha odnieść do motoryzacji? Po drugiej butelce Johny’ego wreszcie przyszła upragniona wena. Czy mieć samochód czy go raczej zjeść? Po godzinie przeżuwania mieszanki oponowo-fotelowo-nadwoziowej stwierdziłem, że to jednak nie to. Po kolejnej butelce przyszedł kolejny pomysł. Pytanie brzmi czy można mieć niezawodny, tani, bezpieczny i ekologiczny samochód, który jednocześnie nie będzie przypominał efektów niestrawności mojego spaniela? Pewnie pomyślicie, że w obecnych czasach techniki i globalizacji to nic trudnego. Otóż niezupełnie.

Zacznijmy od piękna. Kto produkuje najładniejsze samochody? Włosi, podobno. Każdy fan motoryzacji ślini się na widok Alfy Romeo. Niestety, albo nie jestem prawdziwym automaniakiem albo jestem ślepy (czemu zaprzeczył mój okulista). Owszem, Alfa buduje całkiem przyjazne dla oka auta, zwłaszcza na tle Nissanów i bezpłciowych Toyot, ale czy widzieliście zad Brery? Wygląda jak kaczy kuper naciągnięty na tyłek hipopotama. Albo ten ściśnięty pyszczek ryjówki, przepraszam Mito.

Skoro nie Alfa więc może Ferrari lub Lamborghini? Cóż, Murcielago i Gallardo mają być czymś w rodzaju Hrabiego Drakuli, budzić strach i wysysać krew. A Ferrari? Spójrzcie na ich najnowsze dzieło, F458 Italia. Z przodu wygląda jak pysk rozeźlonej mureny, co może być zaletą. Niestety dalej nie  jest już tak dobrze. Profil sprawia wrażenie naszkicowanego podczas rejsu po Morzu Śródziemnym, ale najlepsze Włosi zostawili na koniec. Wisienką na tym torcie beznadziejności nie jest brak podwójnych lamp, ale uwaga, 3 rury wydechowe. Trzy. To tak jakbyś miał trzy nogi, albo twoja żona o jedną pierś więcej. Na początku to ostatnie pewnie wydawałoby się genialne, ale w istocie takie nie jest.

Tak więc Włosi odpadają (zwłaszcza za ten wąsik w Punto Evo). Może zatem Niemcy? Nie, wystarczy spojrzeć na nowego SLS-a. Wygląda jakby zamiast paliwa jadł Schnitzel mit Kartoffelsalat i popijał piwem. Inne panzerwageny od Mercedesa, BMW i VW także odpadają. Czesi również, zwłaszcza ze swoim beznadziejnym, brzydkim, okropnym, paskudnym, przygnębiającym i idiotycznym  pseudo SUV-em o jeszcze gorszej nazwie Yeti.

Zatem może małe jest piękne? 500 ma żabie oczka, 1007 słoniowe drzwi a Twingo jest jak porównanie Karola Strasburgera i Piotra Bałtroczyka. Obaj opowiadają dowcipy, ale tylko jeden z nich jest śmieszny.  Toyota IQ wygląda nieźle jeśliby porównywać ją ze sprzętem AGD, ale nawet w porównaniu z nim przegrywa, ponieważ nie ma szóstego zmysłu jak Whirlpool. Jest jeszcze Ford Ka(ka) …, więc sami widzicie. Pozostaje jeszcze Miniak, który wygląda całkiem nieźle, ale kosztuje tyle co tona Raffaello, tak więc wniosek jest tylko jeden. Zamiast samochodu kup zapas pralinek, dzięki czemu nie będziesz prowadził tak idiotycznych dywagacji jak autor tego felietonu. Kolejna złota rada wujka Franka, jak zwykle ambitnego lecz beznadziejnego.

 

PS: Dla ciekawskich, wycieraczki z ketchupem smakują mniej więcej jak Big Mac. Tylko lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *