Wreszcie mamy wybór i możemy jeździć w twarzą przylepioną do bocznej szyby.

Pewnie większość z was myśli, że samochód sprawiający radość z każdego przejechanego kilometra kosztuje dużą bańkę. Tak często jest, ale na szczęście producenci szybko zwietrzyli interes i zaczęli produkować tanie i mocne coupe.

I kto by pomyślał, że odpowiedź na Nissana 370Z przyjdzie z Korei od producenta takich paskudztw jak Pony, Galloper czy Trajet. Na szczęście przyłożono się tu bardziej niż w przypadku Coupe sprzed kilku lat i oto efekt. Genesis Coupe 3.8 za całe 164 tysiące. Za Hyundai’a! Chociaż jest tańszy od Nissana to kwota jaką trzeba zapłacić za tą wersję jest nadal nie do pomyślenia. Mam nadzieję, że komora silnika jest wyłożona złotem jak w McLarenie F1.

Hyundai Genesis Coupe nigdy nie był pięknym samochodem i przy okazji ostatniego faceliftingu producent zadbał, że przez najbliższe kilka lat nie będzie. Można mu to jednak wybaczyć, ponieważ to klasyczna receptura na pojazd przeznaczony głównie dla kierowcy, mocny silnik, napęd na tylne koła i manualna skrzynia biegów.

Mocnie V6 o mocy podstawowej Carrery nadaje mu dobre osiągi. Nie tylko jak na Hyundai’a, ale w ogóle jak na samochód.

Sama jazda jest przyjemna. Odpowiednio dobrane zawieszenie sprawia, że nie ma niespodzianek przy pokonywaniu zakrętów. W przypadku ostrzejszego traktowania nieźle trzymają fabryczne fotele, chociaż do pełnego wsparcia sporo im brakuje.

Wnętrze jest w miarę przyjemne i dość bogato wyposażone. Dość, bowiem nie ma tu zbędnych gadżetów, których większość szuka. Zyskuje na tym masa i prowadzenie.

Czas jednak zastanowić się do czego Genesis Coupe jest stworzony. Niby to przepis na sportowy samochód, ale czy nie zachowuje się jak duża, miękka limuzyna? W końcu z nią dzieli nazwę.

I w końcu doszedłem do wniosku, że istnieją cztery kryteria, które sprawiają, że samochód daje radość kierowcy.

Jednym z nich jest wygląd. Powinien powodować szybsze bicie serca, a już szczególnie powinien być powodem do ostatniego rzucenia okiem po zaparkowaniu. Tak po prostu, żeby popatrzeć. Jeśli o Hyundai’a chodzi to ogólnie wygląda relatywnie dobrze, choć daleko mu do klasycznego piękna. Jest za to ładniejszy od SsangYonga. Szczególnie podobają mi się proporcje. Nie mogę jednak znieść widoku przodu. Wielka paszcza bardziej bawi niż budzi przerażenie na zawalidrogach. Bezużyteczne są również wloty na masce ponieważ są atrapą. Nie zobaczymy to oparów rodem z Jaguara XKR. Producenci w końcu powinni się nauczyć nie montowania zbędnych plastików.

Kolejną rzeczą jest dźwięk. Każde przyspieszenie i redukcja powinna jeżyć włosy na ciele. W Genesisie w dużej mierze się to udało. Na ekspresówce jest cichy, ale dociśnijcie do trochę do ściany to wyda przyjemny pomruk. Zmiana biegu na niższy również sprawia radość za sprawą ciekawie brzmiącego huknięcia.

Inną ważnym kryterium jest to jak się czujesz w samochodzie. Skrzynia biegów w Hyundai’u jest dość dobra, nie ma problemu z wrzucaniem kolejnych przełożeń chociaż całość sprawia wrażenie, ze jest odrobinę gumowata. Generalnie nie ma wielu rzeczy, do których można by się przyczepić, jednak Genesis nie powoduje, że chcesz jechać ostrzej ani szybciej. Bardziej pasuje to do limuzyny niż auta z trzystu pięćdziesięcioma końmi pod maską.

Ostatnią rzeczą jest to co tygryski lubią najbardziej, czyli zarzucanie tyłem. Sporym minusem jest podsterowność. Co dziwne w przypadku tego typu napędu obojętnie czy jedziecie szybko, wolno, czy wrzucacie samochód w zakręt niemal zawsze wyjeżdża przodem. Dopiero zdecydowane wciśnięcie gazu powoduje zarzucenie tyłem. A trzeba przyznać, że Hyundai robi to nad wyraz chętnie nie pozwalając sobie na niewłaściwe zachowanie. Daje się kontrolować w czasie slajdu i łapiesz się na tym, żeby to ciebie zbytnio nie poniosło. I nie potrzeba wcale wielkich prędkości, cała radość ma miejsce przy miejskich szybkościach. Nie jest to samochód do ustanawiania rekordów prędkości na torze, ale jako zabawka do popisywania się sprawdza się idealnie.

Genesis dość dobrze wpisuje się w ramy sportowego samochodu. Sam tak nie myślałem do tej pory, ale naprawdę niewiele mu brakuje do ideału. Nie to jest jednak najważniejsze. Istotne jest to, że w dobie ekoterroryzmu powstają takie samochody. Wreszcie mamy wybór i możemy jeździć w twarzą przylepioną do bocznej szyby.

 

  2 comments for “Wreszcie mamy wybór i możemy jeździć w twarzą przylepioną do bocznej szyby.

  1. Zuz
    17 września, 2013 at 21:00

    Fajny tekst, pierwszy raz słyszę (czytam?) o tym modelu Hyundaia. Wydaje mi się, że pozazdrościli sąsiadom Toyoty GT86. I dobrze. Oby takich samochodów było jak najwięcej, mimo wszędobylskiego „ekoterroryzmu” (świetnie powiedziane!).
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie
    http://www.moto-zolza.blogspot.com

  2. 18 września, 2013 at 08:03

    Nie do końca pozazdrościli. Genesis Coupe jest produkowany od 2008 roku, a za sprawą silników jednocześnie konkuruje z GT86/BRZ i Nissanem 370Z.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *