Sztuka bycia innym.

Niektórzy z twarzą znawcy twierdzą, że już wkrótce wszyscy będziemy jeździli chińskimi samochodami. Wszystko jest robione w Chinach. Nie zmienia to faktu, że znawcy się mylą. Jednak po kolei.

Znacie to uczucie, że jest wam wszystko jedno? Nie obchodzi was czy sądy jeszcze istnieją czy jeszcze nie. Czy organizowany jest czarny protest czy są właśnie w trakcie zmiany koloru na biały. Albo różowy. Zwyczajnie czujecie, że to nie wasz dzień, tydzień, miesiąc, a nawet życie. Jedyne czego chcecie to położyć się w wannie gorącej wody, znaleźć odrobinę ukojenia i poczekać tam, aż wszystko zostanie pochłonięte przez czarną dziurę.

Niektórzy nazywają to zimowym przesileniem. Inni depresją. Jeszcze inni po prostu lubią patrzeć jak świat płonie. Sęk w tym, że w waszym życiu wszystko może być w porządku. Macie kochającą rodzinę, dobrze płatną pracę, relaksujące hobby. Jednym słowem nirwana, a za chwilę macie ochotę strzelić sobie w głowę jak Kurt.

Co dzień wykonujecie swoją rutynę. W głowie ciągle przewija się wam tekst Adasia Miałczyńskiego. Pijecie kolejną kawę albo sięgacie po energetyk by się nakręcić tak aby cokolwiek zaczęło was odchodzić albo zmusić się do działania. Chociaż jeśli mielibyście na wyciągniecie ręki wtyczkę albo czerwony przycisk…

Może to dlatego, że ciągle chcemy więcej. Większego domu, szybszego samochodu albo większych piersi. Cały zachodni świat za tym goni. Istnieją jednak Skandynawowie, którzy mają zdecydowanie bardziej powściągliwe podejście do życia. Zamiast jajka Fabergé na śniadanie wybierają zwykłe, od kury. Preferują IKEĘ w miejscu Wersalu. Kręcą nosem widząc Maybacha, bowiem wierzą że zwykłe Volvo spełni ich wszystkie oczekiwania i zachcianki.

Jak na przykład nowe S90. Przód i linia boczna spodoba się wszystkim. Patrzenie na nadwozie jest lepsze niż godzinna sesja na kozetce. Nie ma chyba osoby, której się nie spodoba, część przednia i smukła sylwetka są zdecydowanie jednymi z najładniejszych na rynku. Tył z kolei przypomina przypadkowy układ z klocków Lego. Wiadomo, że to Volvo, jednak projektanci odwalili nieco fuszerki ucinając lampy w XC90 i V90, a to nie wygląda tak zjawiskowo jak reszta. Zupełnie jak gdyby dostać pyszne Gravad lax, racząc się znakomitym smakiem. W następnej chwili jednak kelner stawia przy was otwartą puszkę z Surströmming. Efekt będzie taki sam. I wreszcie dobór barw. S90 jest dostępne tylko w chłodnych kolorach. Volvo co prawda taki ma styl, chłodny i nieco wyrachowany, ale nawet Mercedes oferuje odcienie czerwieni i żółtego. Nie zmienia to jednak faktu, że projektantom zaprojektować samochód duży i lekki wizualnie, łącząc poczucie estetyki, poza tyłem, a także nowoczesnością okraszając je kilkoma detalami wspólnymi dla modeli Volvo z lat 50-tych i 60-tych ubiegłego wieku.

Każdy producent ma charakterystyczny styl wnętrza. Jednak zawsze wsiadając do Volvo mam ma myśli scenę z filmu „Pieniądze to nie wszystko” kiedy to Pani Ala żegna się zasiadłszy w W220. Wnętrze S90 zostało zaprojektowane bez zbędnych ozdóbek. Króluje tu wysublimowany design połączony z minimalizmem. Materiały wykończeniowe są tak miękkie, że chce się do nich przytulić. Przepastność wnętrza ogranicza tylko opadający dach nad drugim rzędem siedzeń. Fotele są rozkosznie wygodne, nie tylko dobrze podpierając ciało, ale również zapewniając błogi relaks.

Niestety ma też dwa spore mankamenty. Po pierwsze jest czysto. Są tacy, co lubią mieszkania bez mebli, ale to przywodzi na myśl szpitalną salę. Po drugie wyświetlacz. Wzorem Tesli został umieszczony jak ekran w smartfonie, pionowo, a nie jak telewizor, czyli w poziomie, co nie wygląda zbyt dobrze. Poza tym zabrakło pokrętła, do którego możemy sięgać na ślepo i ustawiając potrzebne funkcje. Tutaj trzeba odrywać wzrok od drogi i gmerać w menu, co już nie jest tak bezpieczne.

Bezpośrednia konkurencja, Mercedes, Audi i BMW oferują przyspieszające bicie serca wersje zwykłych samochodów. Robi to nawet Lexus i Jaguar. Niegdyś było to też domeną Volvo. Kilka lat temu oferowali aksamitne V8 od Yamahy, które brzmiało lepiej niż niejeden brutalny silnik, a kilkanaście ścigali się 850R na torach całej Europy. Teraz koncern z Göteborgu, który przypadkowo leży obecnie w Chinach, cierpi na manię prześladowczą. Wszystko czym się interesują to bezpieczeństwo, wygoda pasażerów i ekologia. Gdyby mogli sprzedawaliby S90 bez silnika. IKEA mogłaby na tym nieźle zarobić. Ale przynajmniej na razie robi to samo Volvo, jednak nie spodziewajcie się niczego większego niż dwa litry pojemności i większej ilości cylindrów niż cztery. Spalili na stosie nawet V5. Co szczególnie dziwi, ponieważ oferując wersję napędzaną paliwem samego lucyfera. Najpopularniejszym wariantem będzie z pewnością wersja D4, która nie ma nawet dwustu koni mechanicznych. W trybie eko nie ma chyba żadnego. Objedzie je większość gorących hatchbacków i to nie w najostrzejszej wersji. Na dodatek mąci spokój klekocząc wniebogłosy. Przynajmniej jest oszczędna, spalając średnio mniej niż sześć litrów paliwa, co jak na tak dużą limuzynę jest dobrym wynikiem.

Automatowi również nie w głowie jazda do odcięcia. Kiedy snujecie się leniwie jest świetny. Jednak w sytuacjach, gdy potrzeba szybkości działania osiem biegów sprawia, że zastanawia się jakieś dwie sekundy jakie przełożenie dobrać i luka, w którą chcieliście się wpasować znika.

Kilkanaście lat temu najmodniejszym słowem było „turbo”. Później zostało z powodzeniem zastąpione przez „sport”. Volvo jednak nic sobie z tego nie robi jak mantrę powtarzając wyraz „komfort” jednocześnie odmieniając je przez wszystkie przypadki. Udaje się to mimo felg o rozmiarze, którego nie powstydziłoby się Lamborghini.

Tak, S90 potrafi a nawet lubi przechylać się na zakrętach ale chyba poza kraterem wulkanicznym nie ma dziury, która zmąciłaby spokój nadwozia. I to pomimo zastosowania poprzecznych resorów piórowych z tyłu.

Co prawda elektronika czasem nieco za bardzo panikuje, ale S90 przez krótki okres czasu jest w stanie prowadzić się samo. Po chwili zaczyna czuć, że nie prowadzicie i brzęczy, ale jest taka możliwość. Przez to jednak nie czuć jedności z samochodem. Nie jest dopasowany jak but, a jazda nim przypomina bardziej płynięcie statkiem, gdzie wszelkie komendy mają opóźnione skutki. Nic dziwnego, że Volvo sponsoruje regaty żeglarskie.

Czy zatem S90 jest lekarstwem na uspokojenie? Cóż, nie jeśli patrzeć na cenę. Bariera trzystu tysięcy jest łatwa do pokonania, chociaż jest taniej niż u niemieckiej konkurencji. Mimo to nie okrzyknąłbym Volvo nową melisą. Zdaje się, że nie robią tego również Szwedzi, którzy dość seryjnie popełniają samobójstwa. Problemu nie da rozwiązać się poprzez leżenie w wannie czy relaks. Nie pomogą ziółka ani też sauna. Należałoby pójść za radą i posłuchać najbardziej depresyjnej polskiej artystki, wyrzucając gniew i złość. Tu zdecydowanie bardziej niż spokój potrzebna jest rewolucja. Paradoksalnie z marazmu wyciągnąć nas może tylko działanie, a ostatnio świetnie robi to promocja wieku, czyli Kia Stinger. I tą błyskotliwą myślą a także ewidentną wygraną pokojowej nagrody Nobla w kieszeni chciałbym zakończyć, ale niestety nie mogę. Od chwały odgradza mnie tylko jedno, statystka. W Korei Południowej samobójstwa popełniają dwa razy częściej niż w Szwecji, co dowodzi że mogę się mylić. Nadal jednak wybrałbym Kię.

  2 comments for “Sztuka bycia innym.

  1. 23 maja, 2018 at 17:45

    Wojciech Dorosz, thanks a lot for the post.Really thank you! Much obliged.

  2. 25 maja, 2018 at 00:24

    Wojciech Dorosz,thanks for the article post.Really thank you! Great.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *