Samochodu naszego powszedniego.

Nie tak dawno media poinformowały, że w związku z jakimś meczem narodowej reprezentacji spadło zużycie wody. Rodacy woleli oglądać piłkarskie wyczyny niż zadbać o własną higienę. Interesujące.

Jednak mniej niż niedawna premiera nowych telefonów od Apple’a. Fani oraz poszukujący nowego smarfona woleli oglądać Tima Cooka niż rozładowywać swoje libido oglądając roznegliżowane kobiety na pewnym portalu oferującym filmy wiadomej treści. Zatem ludzie woleli oglądać najnowszego iPhone’a za naszą średnią krajową niż darmową pornografię.

Po części ich nawet rozumiem. Sam lubię telefony od producenta z nadgryzionym jabłkiem w logo. Są drogie, ale dobrze wykonane. Mają ograniczoną funkcjonalność ale nie oferują zbędnych „udogodnień”. I ta myśl przyświecała mi przy okazji dzisiejszego tekstu.

Samochody stały się niemiłosiernie skomplikowane. Nie są to dywagacje zramolałego staruszka patrzącego tęsknym wzrokiem za dawnymi czasami, gdzie wszystko było lepsze a on sam był młodszy. Po prostu było znacznie łatwiej. Samochód służył do poruszania się, przewożenia pakunków i ochrony przed warunkami atmosferycznymi. Przynajmniej tak sądzi James May zachwycając się Dacią Sandero. Rzecz w tym, że rumuński samochód jest ekstremalny jak wspólna kolacja z dżihadystą. Wiesz, że się nie najesz, za to z pewnością poleje się krew. Najprawdopodobniej twoja krew. Dacie są kiepsko wykonane, dość drogie w stosunku do tego co oferują, a przy projektowaniu wszyscy inżynierowie zapomnieli co to znaczy słowo design. W końcu Sandero być może wygląda dobrze pod dyskontem z owadem ale już na parkingu przed Almą niekoniecznie.

Ale jest rozwiązanie. Droższe, ale niwelujące wstyd. Jest nim Opel Astra K, czyli samochód za rozsądną cenę dawnego Top Gear. Za nieco mniej niż sześćdziesiąt tysięcy jest dość droga. Wybierając nieco zadziorny silnik 1.4 o mocy 125 koni mechanicznych dołożycie kolejne dziesięć tysięcy. Plus ewentualne dodatki. Sęk w tym, że nadal jest tańsza od rywali i jako najmłodsza konstrukcja na rynku wydaje się najbardziej przemyślana. Czyli płacąc relatywnie mało otrzymujemy całkiem dużo. Ale po kolei.

Nowa Astra zaskarbia sobie wzrok przechodniów i innych kierowców. Stojąc na parkingu otoczona przez droższe i teoretycznie ładniejsze samochody kradnie uwagę. Co prawda prezentuje chłodny niemiecki design i zaprojektował ją ktoś z tytułem doktora w dziedzinie stylistyki przemysłowej, ale jest ładna. Naprawdę ładna. Co prawda nikt nie będzie pisał poematów na temat jest wdzięków nadwozia aczkolwiek jest jednym z piękniejszych kompaktów.

Podobnie we wnętrzu. Zostało przez kogoś zaprojektowane. Z pewnością kilka osób myślało nad nim długi czas. Dzięki temu środek jest pojemny oraz praktyczny. Używanie gadżetów jest proste a ich menu logicznie, przez co korzystanie z różnych funkcji nie nastręcza problemów. Są dla kierowcy a nie odwrotnie. Multimedia mają nawet Apple Carplay ale jeśli macie Samsunga to też sobie poradzicie. Astra nie osądza, Astra rozumie.

Jednak o wnętrzu można powiedzieć jeszcze kilka dobrych rzeczy. Fotele są wygodne, mają elektryczną regulację w osiemnastu kierunkach, pamięć ustawień, masaż i posiadają trzyliterowy atest, więc z całą pewnością są świetne.

Materiały wykończeniowe w znakomitej większości są miękkie, a samo wyposażenie także nie odbiega od tego co oferują rywale. Jednak Astra ma dwie interesujące funkcje. Pierwsza to wyświetlacz informujący o odległości od samochodu poprzedzającego. Jednak Opel dzięki krzemowej magii zamienia dystans wyrażony w metrach na czas, oferując sposób podawania danych wprost z Formuły 1. Druga to Onstar. Co prawda po kontakcie z konsultantem nie zamówicie kwiatów dla żony ani kupicie bajaderki, ale wskażą wam adres najbliższej stacji benzynowej po czym prześlą go bezpośrednio do pokładowej nawigacji. Ale jest tego więcej. W razie wypadku samochód automatycznie poinformuje odpowiednie służby o waszym położeniu. Gdy ktoś wam podprowadzi waszą Astrę pani o miłym głosie zlokalizuje rzezimieszka. Albo zwyczajnie poinformuje o stanie samochodu diagnozując ewentualne problemy. Może nie jest to gadżet pierwszej potrzeby ani taki, z którego będziecie często korzystać ale miło jest go mieć na pokładzie. Choćby w razie jesiennej depresji aby sobie z kimś pogawędzić.

Opel do nowej Astry oferuje kilka wersji silnikowych, jednak jedną z najodpowiedniejszych wydaje się motor 1.4 o mocy 125 koni mechanicznych i prawie dwa razy większej licznie Nm. Co prawda jest nieco ospały w niskim oraz średnim zakresie obrotów i dla zadziorności przydałaby mu się większa pojemność, ale w mieście radzi sobie świetnie a i na autostradzie nie przyniesie wstydu. Bez problemu rozpędza się do pierwszej setki w czasie krótszym niż dziesięć sekund a cierpliwi zobaczą nawet drugą. Przy tym średnio zużywa mniej niż osiem litrów paliwa, a na dodatek jest sprzężony z precyzyjną sześciobiegową skrzynią biegów.

Z każdą kolejną generacją producenci zapewniają, że ta aktualnie dostępna w salonie poleci na Księżyc podczas gdy ta poprzednia to zwykła kupka metalu. Sęk w tym, że generacja K Astry jest o 200 kg lżejsza względem Astry J, czyli o ponad 1400 iPhone’ów 7. Posługując się prostą matematyką kompaktowy Opel A.D. 2016 dzięki temu jest tańszy o jakieś cztery i pół miliona złotych. To bardzo dobrze.

Dzięki tym wszystkim zabiegom odchudzającym lepiej skręca, przyspiesza oraz hamuje. Może to jeszcze nie poziom KTM-a X-Bow ale różnica jest zauważalna względem konkurentów. Ponadto możecie zaoszczędzić jeszcze więcej pieniędzy i zbędnego balastu nie zamawiając bezużytecznego systemu Start&Stop. Opel daje wam wybór w przeciwieństwie choćby do Porsche. A mniej kilogramów oznacza mniejszą masę nieresorowaną. Dodatkowo zawieszenie jest na tyle miękkie by spokojnie przejechać po zapomnianej przez drogowców drodze i na tyle sportowe by czerpać radość z przejeżdżanych zakrętów na górskiej wstędze. Dołóżcie do tego precyzyjny i szybko reagujący acz przesyłający mało informacji zwrotnych układ kierowniczy, a otrzymacie samochód, którym przyjemnie podróżuje się w każdych warunkach.

Przeczytawszy jeszcze raz tekst zanim oddałem go do publikacji stwierdziłem, że wstawiłem Astrze K laurkę. Niestety Opel nie przesłał mi sowitego przelewu, więc muszę w inny sposób wytłumaczyć zalety tego samochodu. Jest dobry, zwyczajnie dobry. Dobry i w pewien sposób niedobry jednocześnie. Dla niezorientowanych, to o gra słów. Otóż człowiek sięga dalej, dążąc do tego żeby jego życie było bogatsze, łatwiejsze, lepsze, czyli jednym słowem dobre. Tyle tylko, że często z różnych względów jest to niemożliwe tudzież bardzo trudne do osiągnięcia. Zbyt skomplikowane, okupione nadmiernym naciskiem płynącym z nas samych. Rzecz w tym, że to nas spala od środka, czyniąc życie gorszym niż na początku. Wielu z nas chciało zostać aktorami albo sławnymi ludźmi. Garstce się to udaje, podczas gdy reszta wiedzie nie tyle nudne co bardziej zwyczajne życie. Nie chodzi o to żeby nie próbować, czasem jednak trzeba odpuścić i „wiedzieć kiedy zejść ze sceny niepokonanym”. I Astra dokładnie taka jest. Jest w porządku. Nie jest jak ulubiony aktor lecz kolega z wojska. Albo jeszcze lepiej, jest jak przyjemne śniadanie z ukochaną kobietą a nie wydumaną modelką w przekombinowanej restauracji. A to obawiam się czyni ją nawet jeszcze lepszą.

  1 comment for “Samochodu naszego powszedniego.

  1. 11 października, 2016 at 09:16

    Dobrze powiedziane, a raczej napisane. Szczególnie te ostatnie porównania wydają mi się być bardzo trafne 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *