King Stephen „Christine” – recenzja.

Kobiety potrafią udawać orgazmy, mężczyźni zaś całe związki. Zdecydowanie inaczej jest w przypadku samochodów. One nie zadają pytań, nie spotykają się z koleżankami, nie mają „mamusi” i rozumieją. Dlatego miłość faceta do samochodu może być wielka.

Przynajmniej w przypadku jednego z bohaterów książki Kinga. Nastolatek-nieudacznik na swojej drodze spotka klasyczny samochodów w opłakanym stanie. Mimo sprzeciwów otoczenia kupuje go i postanawia przywrócić go używalności. W międzyczasie spotyka jego relacje z rodziną, płcią przeciwną i przyjacielem nie mają łatwego czasu. A wszystkiemu jest winien samochód, który żyje. I do tego bardzo nie podoba mu się, gdy ktoś próbuje go uszkodzić.

Tak pokrótce przedstawia się historia tej książki. Nim fabuła nabiera rozpędu mija blisko połowa książki chociaż w zasadzie od samego początku wiadomo jak będzie przebiegać akcja oraz co będzie na końcu. Wszystko jest przewidywalne.

Czytając ma się skrajne uczucia. Z jednej strony mamy kompletną opowieść z dopowiedzeniami i odpowiedziami na pytania, które może zadać czytelnik. Każda następna kartka budzi ciekawość i tym samym sprawia, że chce się czytać dalej. Z drugiej jednak już po skończeniu ma się uczucie jak po dobrej imprezie, ale dnia następnego. Mamy kaca, trochę nawet żałujemy i dochodzimy do wniosku, że to jednak tak trochę, odrobinę, gniot. Coś w stylu romansu dla kobiet z saloniku prasowego, tyle, że dla mężczyzn.

Nie jest to zła książka, zwyczajnie nie budzi emocji, ani niczym nie zaskakuje. Być może zbyt wiele się spodziewałem.

***

 

 

zła – *, słaba – **, dobra – ***, bardzo dobra – ****, wybitna – *****

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *