Dobry, zły i brzydki.

Nareszcie można trochę odetchnąć, czas kampanii wyborczej się zakończył. Może ktoś lubi debaty z dodatkowym krzesłem albo utarczki słowne, ale jestem przekonany, że zdecydowana większość obywateli kraju nad Wisłą ma to serdecznie gdzieś. Prezydentem i tak został ten, co to miał nim nie zostać. Jedynym jasnym punktem na tym tle nijakości i stereotypów był Paweł Kukiz. Tylko on jako, że Anna Grodzka nie zebrała 100 tysięcy podpisów. Najwyraźniej nie uczyła się od Renaty Beger.

Muzyk przynajmniej miał wyraźne poglądy i mówił niepopularne wśród polityków rzeczy, które się podobały się elektoratowi. Ale jako, że to rubryka o samochodach, trzeba to wszystko poprzeć jakąś motoryzacyjną tezą.

Dawniej podział był jasny, klarowny. Każdy polityk, czy to z prawej, lewej czy innej strony lub opcji był jak samochód o standardowym typie nadwozia, sedany, coupe bądź kombi. Paweł Kukiz w tym towarzystwie jest jak suv. Nienawidzony przez purystów i teoretycznie nieprzystający do utartej rzeczywistości, a co za tym idzie określany jako bezsensowny. Jednak lud zdecydował inaczej. Suvy są produkowane na potęgę i dostępne w każdym segmencie. Nie zdziwiłbym się, gdyby ich całościowa sprzedaż stanowiła 20 procent.

Mimo to ostatecznie wszelkie wybory kończą się wkurzeniem obywateli. Jest albo tak samo albo gorzej. A denerwowanie się to nic innego jak mszczenie się na własnym zdrowiu. Przynajmniej tak twierdził Ernest Hemingway. Po tym cyrku przyszedł czas na relaks. Większość psychologów i trenerów będzie sugerować wam spacer na łonie natury popijając zieloną herbatę z trawą cytrynową. Zawsze jednak znajdzie się jakiś dzięcioł, który wyprowadzi was z równowagi. Lepszym rozwiązaniem jest rozładowanie emocji. Jedna rundka w starego Quake’a bardziej was odpręży niż cały dzień spędzony na budowaniu waszego Simsa.

Podobnie jest z samochodami. Wystarczy krótkie okrążenie w M3 z Acid Drinkers. Nie uzyskacie takiego spokoju jadąc Lexusem z pneumatycznym zawieszeniem po Drodze Mlecznej nawet gdy waszym towarzyszem będzie sączący się z głośników Michał Urbaniak. Nic nie odpręża lepiej niż „wyrzucenie tego gniewu”.

Tyle, że sprawy dzisiaj nie są tak oczywiste. Na przykładzie dywizji M widać zmiany. Wcześniej BMW z tym znaczkiem były jak przepis na coca-colę, tradycyjne. Dla fanów marki dołożenie napędu na cztery koła, turbosprężarek i automatycznej skrzyni biegów było jak produkcja popularnego napoju z warzyw.

Ucieleśnieniem tego była premiera X5 w wersji M, czyli suva z ryczącą V8-mką pod maską. Czy coś co udaje terenówkę może zaintrygować kogoś, dla kogo wymarzony wakacyjny cel to miejscowość Nurburg?

Dla jednych jest nudne tak jak podstawowy model. Dla innych to brzydkie kaczątko. Ale dajcie sobie chwilę, przypatrzcie uważnie. Maska nachodzi na reflektory niczym brwi Clinta Eastwooda. Spójrzcie na wloty powietrza w przednim zderzaku, są wstanie wciągnąć otyłego ośmiolatka. Resztę robią poszerzane nadkola wraz z listwami progowymi, wręcz subtelna lotka na tylnej klapie oraz cztery rury wydechowe. Tak naprawdę nic więcej nie potrzeba, w końcu to nie pakiet w stylu Mansory. Dzięki temu X5M jest nieco teatralne, niczym aktor charakterystyczny, który gra dobre i ma pamiętne role, chociaż nie pierwszoplanowe. Pamiętajcie tylko o jednym, z całą pewnością nie należy go parkować w pobliżu miejsca, w którym dokonano morderstwa.

Wsiadając do środka można odrobinę się rozczarować. W porównaniu testosteronem na zewnątrz środek jest nieco… metroseksualny i rozczarowujący. Zamiast sportu dominuje tu luksus. Tak naprawdę jest tylko kilka liter M, na kierownicy, obrotomierzu i dźwigni zmiany biegów, która działa jak w rajdówce, oraz przycisk poprawiający doznania. Brzmi to jak reklama prezerwatyw, ale tak jest. O, byłbym jeszcze zapomniał o karbonie zamiast drewnianych lub aluminiowych listew. Reszta to standardowe X5 z całym dobrodziejstwem inwentarza. Jest ergonomiczne, bogate w gadżety i nowe technologie, komfortowe i wygodne dzięki wielokonturowym fotelom, dobrze wykonane i praktyczne. W środku jest sporo miejsca, a bagażnik, do którego prowadzi pragmatyczna klapa dzieląca się na dwie części, ma 620 litrów pojemności.

Zgaduję jednak, że żadna z tych zalet nie była decydująca przy wyborze tej wersji. Właściciel musi mieć coś z egoisty by wybrać 4.4-litrowe V8 o mocy 555 koni mechanicznych i 680 Nm momentu obrotowego. Nie licząc tunerów z Brabusa to najmocniejszy suv, a to niezły argument w każdej rozmowie. Wsparte dwiema turbosprężarkami ciągnie już od jałowych obrotów aż po 7 tysięcy. Naturalnie dzięki temu osiągi są z innego wymiaru. Do setki wystarczy mniej niż 5 sekund, a prędkość maksymalna rzędu 280 km/h ze specjalnym pakietem pozwala na ponaglanie światłami na niemieckiej autostradzie. Ponadto brzmi jak bombowiec o poranku. Grzmoty, porykiwania i prychnięcia w stylu dzikiego zwierza nie są mu obce. A spalanie? Cóż, powiedzmy, że 85-litrowy zbiornik nie wystarcza na szczególnie długo.

Jednostka napędowa wpisuje się w oczekiwania dywizji M, zwłaszcza, że dzisiaj wszystkie modele są wyposażone w turbosprężarkę. Jeśli chodzi o wrażenia z jazdy nie jest tak rewelacyjnie. Ze względu na duże felgi i opony o profilu 40 przystosowane do dużych prędkości X5M nie nadaje się w teren, ale zwykła wersja również. To w razie, gdyby ktoś się jednak zastawiał nad tą kwestią.

Układ kierowniczy jest po wyścigowemu opory oraz dokładny. Automatyczna skrzynia biegów o sześciu przełożeniach dość szybka i wydajna. Jednak żadne z nich nie daje takich samych wrażeń jak inne modele spod znaku M. Inżynierowie pewnie robili co mogli, ale to kloc o wymiarach dwa na prawie pięć metrów. Poza tym ze względu na ponad 20-centymetrowy prześwit jest położony wysoko, co niekoniecznie sprzyja sportowym doznaniom. Mimo to, ze względu na napęd na cztery koła zachowuje się jak przyklejone do drogi. Nie jest idealnie, czuć podsterowność w wolnych zakrętach i z pewnością nie jest to M3 ani M5, ale prędkość w zakrętach bywa szalona, a odpuszczenie gazu powoduje, że tył postanawia się zabawić. Nie jest to coś czego oczekiwałbyś po samochodzie, który waży niemal 2,4 tony. To dziwne, że ten wielki i ciężki samochód jest w stanie poruszać się tak szybko, w pewnym sensie ze sportową gracją i zwinnością. Jest jak słoń, który w pewnych sytuacjach potrafi być równie szybki i żwawy jak koń wyścigowy. Jeśli na co dzień nie jeździsz żadnym z bardziej normalnych modeli, X5M może cię zadziwić.

Ten samochód jest zaprzeczeniem wszelkich moich preferencji oraz ideałów, nie ma wysokoobrotowej jednostki, manualnej skrzyni, jest za ciężki i ma praktyczne nadwozie, jednak dzisiejsze mocne suvy zdają się być odpowiednikiem supersamochodów z lat 80-tych ubiegłego wieku. Są duże, wręcz nieporęczne, kipią mocą, ich wygląd to konglomerat zjawiskowości i karykaturalności, a wszędzie gdzie się pojawią są witane błyskaniami aparatów. Na co dzień wydają się bezsensowne. Jednak przy tym są praktyczne, wystarczająco wygodne, a jednocześnie lepiej niż Aventador i Veyron dobitnie pokazują co myślą na temat ekologów. Są jak odbezpieczona bomba atomowa w parku narodowym.

Rzadko jesteśmy w stanie w normalnych warunkach wykorzystać ułamek mocy drzemiącej w LaFerrari, a M3 w pewnych sytuacjach bywa zbyt ciasne i niewystarczająco komfortowe na polskich drogach. Kierowcy ostatnio wolą żeby samochód dopasował się do nich, a nie oni do niego. A w tym BMW X5M jest dobre. Naprawdę, naprawdę dobre. Nie tylko jak na suva, zwykły samochód czy taki, który działa na płynne tabasco. Pod wieloma względami, nawet M, w jakiś dziwny, niewytłumaczalny sposób jest bliski bardziej konwencjonalnym modelom. Może jest nawet na tyle dobre żeby zamienić na nie M3 albo M5. Może tak zrobię, gdy dorosnę. Ale jeszcze nie czas na takie wygłupy. Ostatecznie, trzeba kogoś zabić by nim jeździć bez kompleksów.

Jeśli ktoś z was się przekonał mała rada na koniec, nie wybierajcie X6M zamiast X5M. Kupując praktyczniejszą wersję będziecie mieli a) krztynę gustu, o ile można o nim w ogóle mówić w przypadku kierowców BMW, b) nie dacie się naciągnąć na bezsensowne coupe na szczudłach, które nie jest coupe oraz jest wyraźnie droższe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *