Atak klonów.

Jak głosi jedno z powiedzeń, w życiu pewne są tylko dwie rzeczy, jedną z nich są podatki, które w zdroworozsądkowym myśleniu każdego obywatela powinny budzić bunt. Płacimy podatek kupując rzecz, a następnie ją sprzedając. Uiszczamy miliony tylko dlatego, że posiadamy dom, za który nie dość, że zapłaciliśmy to jeszcze sięgnęliśmy do kieszeni przy jego zakupie by fiskus dostał swoją dolę. Ludzie na emeryturze płacą podatek od oszczędności na stare lata, od których już wcześniej zapłacili.

Musimy oddać część naszych zarobionych pieniędzy nie tylko na rzeczy ważne, ale również na te, które są uważane za konieczne przez kilku facetów w stolicy. Weźmy na przykład samochody, w końcu to rubryka motoryzacyjna. Płacimy wiele podatków. Kupując samochód, utrzymując go, czy sprzedając. Ponad połowę całej ceny litra paliwa stanowią różnego rodzaju opłaty.

I byłoby to wytłumaczalne, gdyby pieniądze z tego tytułu faktycznie szły na rzeczy związane z motoryzacją, a nie na podniebne podróże marszałka Kuchcińskiego. Myśleliście, że kolejki sprzed paru dekad i ustrojów były czymś karkołomnym? Spróbujcie umówić się do lekarza. Mam wrażenie, że jedyne czym zajmuje się rząd, to wymyślenia nowej opłaty, która pomoże sfinansować im zegarki, ośmiorniczki czy srebrne wieże.

Aczkolwiek przez moment pójdźmy tą drogą. Przyjmijmy, że ocieplenie klimatu jest czymś prawdziwym a samochody są faktycznie odpowiedzialne za roztapianie krainy misiów polarnych i pingwinów. Jak pomoże im kolejny podatek nałożony na posiadacza wielkiego suva, który i tak nie zauważy ubytku w portfelu? W jaki sposób taka dodatkowa ilość złotówek w kasie państwa pomoże środowisku? A dlaczego skoro coś jest złe albo szkodliwe nie zostanie zabronione? Rządzący wcale nie chcą żeby powietrze było czystsze, wolą żebyśmy dawali im więcej pieniędzy.

Podobnie jak organizacje w stylu Miasto Jest Nasze, która chce żebyśmy nie mieli gdzie parkować i uniemożliwić nam jazdę samochodem. Dlaczego nie zrobią czegoś przydatnego dla społeczeństwa, jak ugotowanie zupy biednym. Albo niech zrobią sobie przysługę i wymyślą mniej totalitarną i władczą nazwę. Wówczas być może znajdzie się ktoś, kto potraktuje ich poważnie.

Piszę o samochodach już jakiś czas i zauważam postęp, dzisiejsze samochody są „czystsze” niż kilkanaście lat temu. Są bardziej ekologiczne w momencie produkcji, używania i gdy zmieniacie je w kupkę złomu. Mimo to ekolodzy nadal uparcie twierdzą, że całemu złu winne są samochody. Fakty jednak są inne. Samochody są odpowiedzialne za dwadzieścia procent zanieczyszczeń powietrza. Zgadzam się, że to całkiem sporo i trzeba coś zrobić żeby truły mniej. Nikt jednak nie zastanawia się co z pozostałymi czterema piątymi.

Czternaście procent to wina przemysłu. Elektryczność kolejne dwadzieścia pięć, więc pomyślcie o tym, gdy zechcenie kupić „wtyczkowóz”. Kolejnej ćwiartce winne jest rolnictwo oraz zmiany użytkowania terenu i niszczenie połaci zieleni. Jakoś nie słyszę rewelacyjnych pomysłów poprawiających statystykę. Zamiast tego próbuje się nam wbić do głowy, że jeśli kupimy mniejszy i bardziej ekonomiczny samochód to rozwiążą się wszystkie problemy tego świata.

Nie zamierzam bronić przemysłu motoryzacyjnego ani wielkich koncernów bowiem mają lepszych prawników i sam uważam, że zrobili sporo rzeczy z niekorzyścią dla społeczeństwa. Jednak jest więcej problemów niż silnik spalinowy, które są bardziej szkodliwe dla środowiska. Sprowadzana żywność, nieekologiczne obchodzenie się ze śmieciami i ich utylizacja na drugim końcu globu. To tylko dwa przykłady a jest ich znaczniej więcej i na dodatek są bardziej ważkie niż ekologia wielkiego suva.

Jedynie pasjonaci motoryzacji mówią z sensem i wiedzą, że rozwiązanie tkwi w technice. Nie trzycylindrowej, z turbo i downsizingiem ramię w ramię z elektrycznym silnikiem a mądrej i przemyślanej. A kto lepiej rozumie tę sztukę niż Audi, marka, która w końcu reklamuje się hasłem „przewaga dzięki technice”? A który model będzie bardziej wyładowany najnowszymi jej zdobyczami jeśli nie flagowy suv?

Audi postanowiło iść za ciosem i zafundować klientom atak klonów. Ściągając pomysł od BMW i Mercedesa na dużego suva w wersji coupe zbudowało Q8, które dość wyraźnie odróżnia się stylistycznie od pozostałych modeli z własnej palety. W końcu jeśli chodzi o podwozie to bliżej mu do Touarega niż Q7.

Na drodze Q8 rozpycha się rozmiarami, a przestrach budzi kolejna już wariacja ogromnej atrapy w stylu maski Hannibala Lectera, która zdaje się być największą na rynku. Nawet Cullinan wydaje się mieć mniejszą.

Sylwetka narysowana jest dynamiczną linią, a Audi zadbało o smaczki stylistyczne, jak choćby szyby bez ramek. Szkoda, że w żaden sposób nie przypomina nadwozia w stylu coupe. Niestety jest też kilka gargamelów, a największy z nich to tandetne zaślepki w atrapach końcówek układu wydechowego. Podobnie jak czarne plastiki w przednim zderzaku. Poważnie Audi?

Q8 całościowo to wyjątkowo brzydki samochód. I to nie tylko kwestia mojego gustu bądź jego braku, a opinia większości. Z resztą wydaje się niemożliwe znaleźć duży samochód, który jednocześnie nie będzie przypominał kluchy. Pełnowymiarowe suvy lub terenówki budzą respekt, rekompensują pewne braki właściciela albo są majestatyczne i dostojne. Ładne? Nigdy. Nawet Włosi, których Stelvio i Lavante powinny przypominać Mona Lisę, poniosły klęskę. I nadal nie rozumiem dlaczego jeśli jeśli ktoś chce coś pojemnego i dobrze jeżdżącego z pierścieniami na masce po prostu nie wybierze A6 Avant.

Dostępu do przepastnego i luksusowego wnętrza polukrowanego najnowszymi technologiami bronią ogromne drzwi. Liczne ekrany, ledowe podświetlenie, rewelacyjna jakość wykończenia czynią z niego przyjemne miejsce do przebywania. Można nie jeździć, wystarczy rozsiąść się w wygodnych fotelach i po prostu delektować harmonią, napawając się zbytkami. Gadżety, systemy pomocnicze i podnoszące komfort na wyżyny, skóra, drewno, włókno węglowe, aluminium, co tylko chcecie. Audi da wam wszystko, oczywiście za sutą opłatą.

Pod względem praktycznym również nie ma się do czego przyczepić. Miejsca jest wręcz nierozsądna ilość, a tylną kanapę można dowolnie przesuwać i regulować kąt jej oparcia by powiększyć bagażnik o i tak gargantuicznej już pojemności. Niestety opadająca klapa sprawia, że średniej wielkości walizki nie zmieścicie ustawiając ją na boku.

Jest jednak kilka irytujących spraw. Audi do tej pory przodowało w stylistyce deski rozdzielczej. Były z wyższej półki, wysmakowane, zaopatrzone w najnowsze zdobycze techniki. Obecnie design jest taki sobie, zimny i naukowy. Dodatkowo korzystanie z ekranów odbywa się za pomocą waszych placów, które zostawiają swoje ślady. Zabrakło poręcznego joysticka czy innego pokrętła by nie odrywając wzroku od drogi zmienić ustawienia choćby klimatyzacji.

Audi jest tak bardzo dumne ze swoich nowych samochodów i jednocześnie wstydzi się małych silników, że popłynęło trochę z fantazją jeśli chodzi o nazewnictwo. Wersja wyniośle oznaczona jako 50 TDI tak naprawdę skrywa tylko trzylitrowego, sześciocylindrowego diesla w układzie V. Poddając się ekoterroryzmowi jest tak zwaną miękką hybrydą zaopatrzoną w instalację elektryczną 48V, która odbiera straconą energię i wykorzystuje ją np. do szybkiego uruchamiania silnika, działając jak alternator lub też pozwala na „żeglowanie” by oszczędzić nieco paliwa. Być może dzięki temu Q8 jest zaskakująco oszczędne, ponad dwutonowe cielsko, a więc cięższe niż Q7, a miało być sportowo, na trasie potrafi zejść do poziomu pięciu litrów, na autostradzie do dziewięciu a w mieście dziesięciu.

Żeby wytrącić argument z ręki wielbicieli diesli, nadal jest głośno i mało dystyngowanie. Silnik przy mocnym wciśnięciu gazu dość dobitnie i wyraźnie przypomina o tym jakie paliwo zużywa, nawet mimo świetnego wyciszenia kabiny.

Motor jednak nie jest dobrze zgrany z ośmiobiegowym automatem. Wszystko jest w porządku, jeśli interesuje was stateczne przemieszczanie. Gdy będzie taka potrzeba lub zwyczajna chęć, by poczuć zapowiadany sport, wówczas sprawna do tej pory skrzynia biegów zacznie się gubić. Przy zdecydowanym wciśnięciu pedału przyspieszenia potrafi rozwiązać problem własnej egzystencjalności i jestestwa na sekundę bądź dwie, zarówno przy starcie jak i kickdownie. Problem nie występuje przy ręcznej zmiany biegów, która odbywa się błyskawicznie. Podobnie jak przyspieszenie do setki, które przy mocy na poziomie pierwszego M5 zajmuje trochę ponad sześć sekund. Co intrygujące a może i dziwne, potrzebuje na to aż czterech biegów. Dla porównania są samochody, które zadowalają się dwoma, a w Chevrolecie Corvette C6 ZR1 wystarczy zapiąć jedynkę i nie ruszać dźwigni zmiany biegów.

Q8 idzie w świat z łatką przypiętą przez samo Audi, sportowy i zwinny. Cóż, pneumatyczne zawieszenie naprawdę jest wszechstronne. Jeśli zostawicie wszystkie ustawienia w spokoju, w trybie domyślnym, będziecie urzeczeni komfortem oraz płynnością pokonywania nierówności. Wystarczy jednak wybrać kilka funkcji, znowu te odciski palców na ekranie, by znacznie ograniczyć przechylanie, nurkowanie czy pływanie nadwozia. Dodatkowo układ czterech skrętnych kół sprawi, że przy nieco szybszej jeździe to ogromne i ciężkie cielsko zostanie w magiczny sposób wpasowane w zakręt, a na mieście promień skrętu będzie jak ten w A3.

Na tym zalety się kończą, bowiem, gdy naprawdę zechcecie je przycisnąć zobaczycie jak bardzo nie potrafi oszukać praw fizyki. Napęd jest zdolny, skutecznie przenosi moc i moment obrotowy na każdą nawierzchnie. Robi to płynnie, efektywnie i dowolnie, przesyłając nawet znaczną część „pary” na jedno z kół. Nareszcie rozumiem, dlaczego wszyscy patrzą na brawurowo jeżdżących kierowców Audi, jak na najgorszy sort, oni cały czas szukają limitów przyczepności. Tu jednak elektronika ma pełne ręce roboty, bowiem dość łatwo wywołać podsterowność, masa i prześwit w bardziej sportowej jeździe nie są tylko liczbami.

Z resztą układ kierowniczy działa na tyle lekko, że kierownicę można obracać jedynie czubkami palców, co nie wpływa dodatnio na „czucie” co robią przednie koła.

Audi umożliwiło zmianę multum ustawień w Q8. Od teoretycznie sportowych przez normalne po naprawdę komfortowe. Można je obniżać i utwardzać by samochód stał się bardziej zwarty i komunikatywny lub też podnosić i zmienić na bardziej kanapowe. I w tych ostatnich najlepiej się czuje. Owszem możecie wjechać w lekki teren, poradzicie sobie w mieście, czy też pojedziecie szybko, choć kręta droga będzie wyzwaniem.

Autostrada i pozamiejski cruising to miejsca, gdzie czuje się najlepiej. Wówczas wszystko jest płynne i gładkie, a cały samochód pracuje by nie zmącić spokoju waszych pośladków.

Ten spokój ma swoją wysoką cenę, bowiem żeby poczuć prestiż flagowego suva Audi trzeba wydać przynajmniej 370 tysięcy. Niestety jest to dopiero zaproszenie, które jest droższe o pięćdziesiąt od tego do Q7. Konkurenci spod znaku śmigła i gwiazdy są również wyraźnie tańsi. Nawet Porsche życzy sobie mniej za zwykłe Cayenne, dopiero wersja Coupe jest droższa. Ceny nie usprawiedliwia nawet wyposażenie, które jest bogate. Jednak tylko jak na Dacię. Trzeba dopłacać dosłownie za wszystko. Zrozumiałe są większe ekrany, gadżety, lepsze systemy audio czy fotele wyściełane skórą z diabła tasmańskiego. Albo pawia. Denerwuje jednak jak Audi traktuje klientów każąc dopłacać za bezkluczykowy dostęp, reflektory Audi Matrix czy system kamer 3D ułatwiający parkowanie. Szczytem jest jednak żądanie trzech tysięcy za lakierowane zderzaki. Sądziłem, że ten relikt przeszłości i nieodłączny element tanich samochodów z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku dawno odszedł w zapomnienie.

Gwoli ścisłości dodam tylko, że „jako tako” wyposażone Q8 kosztuje pół miliona, a na „wypasie” o dobre sto tysięcy więcej. A jest to wersja z małym dieslem a nie W12, S ani RS, które również nie będą sportowe. Od tego są TT i R8. Albo modele muśnięte przez oddział Audi Sport. Q8 nie jest. I nie powinno być. Jako poduszkowiec odfiltrowujący nierówności i hałas sprawdza się bajecznie. Jako samochód usportowiony nie sprawdza się w ogóle, zamiast na wyczynach skupia się na kontrolowaniu wagi. To bardziej pojemne, praktyczne i oszczędne GT. Tym powinno być i w tym sprawdza się świetnie. Mimo to nadal uważam, że to przerost formy nad treścią.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *